setki słoni dla dzieciaków

setki słoni dla dzieciaków

Marzec, marzec. Pierwszy miesiąc wiosny i włóczkowo- nitkowe zadanie w projekcie “Dziecko na warsztat”. Czym zaowocowało takie połączenie?

Oprócz tego, że staram się przekazywać moim uczniom wiedzę polonistyczną, zależy mi również na kształtowaniu ich postawy wobec świata. Dlatego, między innymi, udzielamy się w Domach Dziecka, porwaliśmy się na #ośmiorniceDlaWcześniaków, a teraz będziemy szyć słonie. Zanim jednak zadanie stanie się szkolnym, w Magicznym Domu powstały pierwsze osobniki ?
Akcja #setkiSloniDlaDzieciaków nie jest dla nas czymś nowym. Już dwa lata temu namówiłam moich ówczesnych uczniów do przygotowania sympatycznych pluszaków dla dzieci wyjątkowo dotkniętych przez los, podopiecznych fundacji <Słonie na balkonie> (<tu> przeczytacie o naszym Słonioszyciu). Okazuje się, że znów potrzebni są mali pocieszyciele, zatem podwijam rękawy i do roboty ?
Przyglądający się moim poczynaniom członkowie rodziny zdecydowali o tym, że również dołączają do akcji. Panicz z zapałem projektował kolejne szablony, a Mąż przeglądał internety w poszukiwaniu idealnego modela. Skończyło się na pokłutnych palcach, zaginionych nitkach i powołaniu do życia trzech niezwykłych osobników.
setki słoni dla dzieciaków
Panicz zdecydował się na wykorzystanie filcu. Z zielonego, wiosennego fragmentu, wykonał tułów. Doszył do niego wielgaśne, żółte uszy. Całość wypełnił kulką silikonową (jak my wszyscy). Do kompletu dołożył jeszcze słoneczny ogonek z bawełnianej włóczki i gotowe. Słoń jak malowany, a syna rozpiera duma, że wykonał niemal samodzielnie cała pracę.
Mąż skusił się na bawełniana tkaninę i po raz pierwszy siadł przy maszynie do szycia. Sama nie wiem, kto bardziej się stresował, ja czy on ? Efekt poczynań jest więcej niż zadowalający. Kto by przypuszczał, że powstanie takie cudeńko. Przyznam, że do tej pory pozostaję pod ogromnym wrażeniem zaangażowania zarówno jednego jak i drugiego pana.
setki słoni i dla dzieciaków
Trzeci z naszych zwierzaków to moja szydełkowa robótka (córka postanowiła tym razem kibicować i była raczej recenzentem, niż twórcą). Gdyby jeszcze pół roku temu ktoś powiedział mi, że dam radę, popukałabym się w czoło i na tym pewnie rozmowa by się skończyła. Tymczasem okazało się, że nie tylko dałam radę odtworzyć polecony schemat (dziękuję Siostrzyczko), ale jeszcze wymyśliłam spódniczkę dla mojej słoniczki (braciszek “w drodze”, do zakończenia akcji będzie gotowy). 
I tak to z naszymi rodzinnymi zmaganiami było. Jeśli i Wy macie ochotę zrobić coś dla innych, uszyjcie słonia (szczegół przedsięwzięcia poznacie <tu>). Dla Was to drobiazg, ale dla dzieciaków może to być prawdziwy skarb.
asia krzemińska

dziecko na warszat

Przygody kameleona Leona

kameleon Leon

Ćwiczymy spostrzegawczość. Myślicie, że to nuda? Nic z tych rzeczy! Sympatyczny kameleon, imieniem Leon, zabierze nas na na przygodę do krainy kolorów i kształtów. Chodźcie z nami!

Jak ważna jest spostrzegawczość nie trzeba nikogo przekonywać. I nie chodzi tu tylko o to, by nasze dziecię zauważyło bałagan w swoim pokoju, hehe. Umiejętność porządkowania, klasyfikowania i grupowania przedmiotów, kształtów itp. jest niezwykle ważna, szczególnie podczas nauki czytania i pisania (choć oczywiście nie tylko wtedy).
Jak zachęcać dziecko do pracy? Nie mówić mu, że pracuje! Bawić się np. w znajdowanie podobieństw i różnic na obrazkach. Można wykorzystać do tego samodzielnie przygotowane ilustracje (to opcja dla pracowitych) lub skorzystać z pomocy dostępnych na rynku. U nas świetnie sprawdzają się karty ze wspomnianym już Leonem, bo, jak każdemu wiadomo, kameleon lubi się zmieniać 🙂
kameleon Leon
Zabawa jest o tyle ciekawa, że tylko od nas zależy, którą z opcji rozgrywki wybierzemy. W dołączonej do pudełka książeczce najdziemy, oprócz krótkiego wprowadzenia w świat zmysłów małego człowieka, pięć propozycji wariantów gry. Zależnie od wieku i możliwości dziecka możemy wybrać jeden z nich lub stworzyć własny, taki, który będzie dla nas najodpowiedniejszy.
Pisklęta zdecydowały, że najpierw poszukają na kartach (każde z nich na swojej), dwóch takich samych osobników. W tym miejscu muszę dodać, że każda z kart ma nadrukowane osiem wizerunków Leona, ale tylko dwa z nich są identyczne.
Kiedy już pooglądali i poznajdowali, co było do znalezienia, zabrali się za odszukiwanie na czas wskazanego przeze mnie, konkretnego obrazka z kameleonem (do zestawu dołączono osiem kart z dużym portretem zwierzaka, które zgodnie z zaleceniami <wydawcy>, powinniśmy dobrze poznać, nim rozpoczniemy zabawę).
Estetyczne wykonanie, niezliczone możliwości, frajda ze wspólnie spędzonego czasu. Brzmi zachęcająco? Dla mnie na tyle, aby Leon odbył po wakacjach podróż do szkoły i popracował na zajęciach terapeutycznych 🙂 To dopiero będzie czad! I prawdziwie przyjemny powrót do pracy.

Pingwinia przygoda

Szajbus i pingwiny

Wiecie, gdzie żyją najmniejsze pingwiny świata? A to, że w jednym z rezerwatów nad ich bezpieczeństwem czuwają psy pasterskie też wiecie? Niemożliwe? Zaraz się przekonacie, że owszem, możliwe!

Lubimy rodzinne wyprawy do kina. Pisklęta są już na tyle duże, że możemy spokojnie wybrać się we czworo. Oferta zawiera zwykle kilka propozycji pasujących do możliwości dzieciaków, więc średnio raz w miesiącu udajemy się wspólnie, by na srebrnym ekranie podziwiać przygody coraz to nowych bohaterów.
szajbus i pingwiny
Tym razem repertuar przestudiowała Jaśnie Panienka. Od dłuższego czasu, z uporem maniaka, podśpiewywała pod nosem: “Szajbus i pingwiny, Szajbus i pingwiny” (niezależnie od tego, czy akurat rozmawialiśmy o planowanym wyjściu, czy też nie). Cóż było robić? Grzecznie zakupiliśmy bilety, zasiedliśmy w fotelach i czekaliśmy na to, co przyniesie seans.
A przyniósł wzruszającą historię o pogoni za marzeniami, realizowaniu nawet tego, co pozornie niemożliwe, ale przede wszystkim o przyjaźni. Okazuje się bowiem, że pewien szalony owczarek maremma, który powinien trudnić się pilnowanie kur na farmie, woli opiekować się kolonią Pingwinów Małych (najmniejszych przedstawicieli swego gatunku). Rzecz jasna, nim się o tym dowiemy, Szajbusa spotka kilka “przygód” (za sprawą których wpakuje swego właściciela w niezłe kłopoty). Gdybyście mieli ochotę wybrać się do kina, polecam (<tu> znajdziecie zapowiedź).
szajbus i pingwiny
Zapalenie świateł nie wyparło jednak z naszych głów obrazu cudnych, małych stworzeń w asyście psa. Z napisów końcowych dowiedzieliśmy się, że scenariusz powstał w oparciu o fakty, więc , kiedy wróciliśmy do domu, sprawdziliśmy to i owo. I tak powstał lapbook o Pingwinach Małych i psie zwanym Szajbusem 🙂 
Zupełnie przy okazji porównaliśmy wzrost najmniejszego i największego pośród tych przedziwnych ptaków. Równie niepostrzeżenie zakradły się ciekawostki z życia pływających nielotów. Nie pozostało nic innego jak uzupełnić wszystko o mapę, dopisać kilka słów o rasach pilnujących i wspomnieć w dwóch zdaniach o przedziwnej historii, która stała się przyczynkiem do naszych działań.  
szajbus i pingwiny
I wiecie co? Jestem z efektu bardzo zadowolona 🙂 Tak zadowolona, jak tylko można być zadowolonym w wakacje 🙂 A jak Wy spędzacie czas? Słodkie lenistwo? Aktywny wypoczynek? Chętnie się dowiem, dajcie znać.
wasz belfer

‘Od Helu do Wawelu’

od helu do wawelu

Wakacje nie rozpieszczają Was pogodą? Jest za gorąco by wystawić nos za drzwi? Czy może nieprzerwanie leje? Tak, czy inaczej, warto sięgnąć po planszówkę i chociaż wirtualnie odbyć podróż po Polsce.

Lubimy grać. Wspólne chwile przy stole urozmaiciły nie jedno popołudnie i nie jeden ranek w naszym domu. A ponieważ półki z planszówkami, aż się uginają, nie narzekamy na nudę. Ostatnio nasza kolekcja powiększyła się o tytuł: <Od Helu do Wawelu>. Zachęceni doskonałymi recenzjami oraz przepiękną szatą graficzną, jak to w produkcjach  <Granny> bywa, z radością przyjęliśmy grę pod dach.
Szybko okazało się jednak, że tym razem sugerowany wiek graczy nie jest przypadkową liczbą. Wiele razy rozgrywaliśmy z Paniczem i Panienką partie, nawet jeśli teoretycznie Pisklęta były zbyt młode, aby siąść do planszy. Przy “Od Helu do Wawelu” +10 okazało się kluczowe (mam nawet wrażenie, że i dla dziesięciolatka gra będzie dość trudna). Zadaniem graczy jest bowiem umieszczanie kolejnych miejscowości w odpowiednim miejscu planszy (orientując kolejne miejscowości względem osi wschód-zachód lub północ- południe), przy czym punktem odniesienia nie jest centrum Polski, a losowo wybrane miasto. Mówiąc krótko: dobra znajomość topografii- wymagana.

od helu do wawelu

Mimo tego, że dzieci nie wzięły udziału w grze, oceniam tę pozycję bardzo dobrze. To idealny tytuł na najbliższe spotkanie towarzyskie. Po Scrabblach i Rummikubie będzie to jedna z ulubionych pozycji 🙂 Ciekawam jest, na ile znamy swój kraj.
Poza tym myślę, że “Od Helu do Wawelu” sprawdzi się doskonale na zajęciach z przyrody, jako podsumowanie cyklu dotyczącego nie tylko Polski, ale również (a może przede wszystkim) kierunków świata na mapie. 

od helu do wawelu

Podsumowując: gra okazała się dla nas wielkim zaskoczeniem i wyzwaniem. Być może w najbliższym czasie nie zagramy zgodnie z jej regułami, ale wykorzystamy do poznawania miast i miasteczek Polski. To również bardzo interesujące zajęcie (tym bardziej, że dołączono do zestawu mapę, a część kartoników oprócz nazwy miejscowości, zawiera również charakterystyczne zabytki).
A Wy, znacie “Od Helu do Wawelu”? A może polecicie jakąś inną planszówkę? Czekam na Wasze opinie. 
<zapraszamy do wspólnego stołu>

To już wakacje

story cubes

Zaczęły się upragnione przez wszystkich wakacje. Ale czy na pewno to czas wolny od wszelkich zajęć? U nas zapowiadają się dość pracowicie…


W związku z nowym projektem, choć nieco przypadkiem, trafiły do naszego domu kostki <Story cubes>. Dzięki firmie <Rebel> każdy z uczestników <Stworzonych z wyobraźni> został wyposażony w komplet podstawowy i jeden losowy dodatek. Ale tylko mnie mogło się zdarzyć, że w czerwcowym szale wpisałam zamiast adresu szkolnego, domowy 🙂 Wyobraźcie sobie moje zaskoczenie, kiedy kurier zapukał do drzwi, bezcenne.
story cubes
Ale nie o moim gapiostwie wpis ten będzie. Raczej o tym, co z niego wynikło. Otóż, Panicz, a zaraz za nim Panienka, dopadli nowych, interesujących sześcianów i zaczęli dopytywać. Co to jest? A dlaczego są obrazki? Co się z tym robi? I jeszcze jakieś sto innych, które umknęły niezapamiętane. Po dość oględnym wytłumaczeniu, do czego służą kostki, dzieci postanowiły spróbować swych sił.
Pierwszy, rzecz jasna, wystąpił Panicz. Rzucił kostkami, wymyślił historyjkę, a następnie przeszedł do tworzenia na jej podstawie komiksu. Przyznam szerze, że jak na debiut, całkiem nieźle mu poszło. Gdybym miała ją odtworzyć, brzmiałaby mniej więcej tak:
komiks story cubes

Pewien chłopiec, wraz z kolegą, postanowił pograć w planszówki. Zegar tykał, odmierzając czas do rozpoczęcia rozgrywki, kiedy chłopcy biegli z plaży do domu. A tam czekała na nich przygotowana przez mamę, która gotowała pyszny obiad, gra. Tego chłopcom było trzeba.

Panienka ogranicza się na razie do bacznych obserwacji i odgadywania, co przedstawiają umieszczone na ściankach piktogramy (a pomysły ma niesamowite).
Teraz dołóżcie do wymyślania opowieści całodniowy pobyt na półkoloniach i zajęcia logopedyczne. Odpoczywamy w wakacje? Tylko aktywnie 🙂 
wasz belfer

Przyroda to wielka przygoda!

przyroda

Maj skłania się ku końcowi. Ale cóż to był za miesiąc! Kto by przypuszczał, że przyniesie nam taką niespodziankę.

Jeśli myślicie, że mieszkając w mieście nie można podglądać przyrody, to jesteście w błędzie. Wystarczy wyjść na krótki spacer do parku i dobrze rozejrzeć się dokoła. Tak też uczyniły Pisklęta. Wraz z niezawodnym Tatą wybrały się do Ogrodu Botanicznego, a tam… sami zobaczcie. Całe morze kwiatów. Do wyboru, do koloru. Kwietny kobierzec zdaje się nie mieć końca. Aż mi było  żal, że w tak pięknych okolicznościach przyrody siedziałam nad egzaminami gimnazjalnymi. Ale wiecie, jak to się mówi, same się nie sprawdzą. Na pocieszenie dostałam zdjęcia. Sami zobaczcie jak pięknie jest u nas wiosną.

tulipany

tulipany

tulipany

Prawdziwa niespodzianka czekała na nas jednak w domu. Z początku żadne z naszej czwórki nie zwróciło uwagi na krążące w te i z powrotem sikorki. Te niepozorne, sprytne ptaszki kursowały z pobliskich drzew wprost pod nasz parapet na balkonie. A to przyniosły piórko, a to źdźbło trawy. Wkrótce okazało się, jaki miały plan. Uwiły gniazdko, a ostatnio zauważyliśmy w nim cztery małe, głodne dzioby. Wykluły się pisklęta!

sikorka

sikorka

sikorka

Póki co nie podejmujemy żadnych kroków celem przesiedlenia naszych “lokatorów”. Nie przeszkadzają nam jakoś specjalnie, a i my chyba ich nie odstraszamy (mimo, że życie balkonowe toczy się niezmiennie utartym torem). Za to zarówno Panicz jak i Panienka mają wielką uciechę w śledzeniu ptasich rodziców. Co rusz przybiegają z okrzykiem:

 Zobacz, przyleciał! I przyniósł zielonego robala! 

Dopełnieniem przyrodniczych obserwacji stały się ekologiczne i łatwe w przygotowaniu puzzle. Do ich wykonania wykorzystałyśmy z córką: drewniane szpatułki, foremki do ciastek i farby akrylowe. Żeby szybciej można się było nimi bawić, wysuszyłyśmy suszarką. I gotowe. Wiedziałam, że patyczki (o których pisałam już <tu>) mają wielki potencjał.

puzzle

puzzle

puzzle

A jak Wam upłynął maj. Zgodnie z powiedzeniem? Było jak w raju?

Wokół dzieciSłowo mamyED MontessoriKarolowa mamaKreo TeamKreatywnym OkiemMatkopolkowoBez nudy360 przygódBawimy się my 3Biesy dwaDuśkowy światDzika jabłońElena po polskuCo robi RobcioCały świat KarliJej cały światTymoszkoIgranie z TosiąKawa z cukremLaurowy światKreatywnie w domuGagtki TrzyGugusiowoCiekawe dzieciŚwiat TomskiegoOhana blogOn ona i dzieciakiNasza przygoda diyMy home and my heartKonfabulaUszywki Zuzninkowej mamyMama na pełen etatScwytane chwileDzwoneczkowy raj mamyOgarniam wszechświatKreatywna mamaMama Aga, sztuka i dzieciakiMamuśka 24Pomieszane z poplątanymWorldschool explorersNasza edukacja domowaPomysłowe smykiZ motylem na dłoniZakręcony belferZabawy z ArchimedesemDziecko na warsztat

Afrykańska przygoda

nela reporterka

Ta opowieść powinna zacząć się od słów: dawno, dawno temu, kiedy byłam jeszcze całkiem mała, nauczycielka zadała mojej klasie do przeczytania “W pustyni i w puszczy”. Choć dziś jestem już całkiem duża, nadal mam słabość do tej powieści Sienkiewicza (zaryzykuję nawet stwierdzenie, że za pozostałymi nie przepadam).


A, że w Magicznym Domu rzeczywistość przeplata się z literaturą, kiedy przyszedł na świat pierworodny otrzymał imię młodego Tarkowskiego. Kilka lat później nadarzyła się okazja i nowo narodzona dziewczynka przyjęła imię panny Rawlison.
Po tym przydługim wstępie powinniście się już zorientować, że w ramach kolejnej odsłony projektu <Dziecko na warsztat>, wybierzemy się w podróż do Afryki. Z pomocą przyjdzie nam ulubiona <Nela Reporterka>, dzięki której mieliśmy możliwość oglądać przepiękne, egzotyczne krajobrazy i poznać zwyczaje dzikich afrykańskich zwierząt.
afrykańska przygoda
Bogatsi o porcję wiedzy, przystąpiliśmy do konstruowania gry planszowej. Projekt wykonał Panicz, a moim zadaniem było zadbanie o formę graficzną (że nie mam specjalnych zdolności, toteż gra jest całkowicie niepowtarzalna).
Wyróżniliśmy cztery rodzaje pól:
  • zwyczajne (pozbawione dodatkowych atrakcji);
  • słoniowe (na których trzeba było opisać wylosowane zwierzę, tak aby pozostali uczestnicy gry mogli odgadnąć, o kim mowa);
  • strusiowe (tu trzeba było zaprezentować zachowanie charakterystyczne dla wylosowanego zwierzaka);
  • strzałkowe (kiedy się na nim lądowało, należało przemieścić się zgodnie z kierunkiem strzałek na bezludną wyspę albo do pobliskiej oazy).
Po planszy poruszaliśmy się za pomocą “kombinowanych” pionków (jaki kto znalazł, taki miał). O liczbie pól, o które należy się przesunąć decydowały tradycyjnie rzuty kostką. Każdą rundę rozpoczynał najmłodszy uczestnik zabawy, a zamykał najstarszy (czytaj: mama).
afrykańska przygoda
Śmiechów przy rozgrywce było co nie miara. Najbardziej cieszy mnie jednak fakt, że Panicz bardzo zaangażował się w zadania opisowe i ruchowe (co wymagało kreatywności, zręczności i wykorzystania jak największego zasobu słów). Okazało się również, że ma doskonałą pamięć i bardzo dobrze radził sobie z odgadywaniem nazw zwierząt. Najważniejsze jest jednak, że znów bawiliśmy się świetnie, wspólnie spędziliśmy czas, a ciekawostko same wskoczyły do głowy. 
Lubicie takie podróże? Dajcie znać, jak to u Was wygląda 🙂 
wasz belfer

Pałac Pełen Bajek

pałac pełen bajek

Świąteczno – noworoczna przerwa to dobry moment, aby pobyć ze sobą. Zwykle pędzimy do szkoły, do pracy, po drodze podrzucamy Jaśnie Panienkę do przedszkolka i tak mija tydzień za tygodniem. Tym bardziej cieszy leniwe zakończenie roku. Nie bylibyśmy jednak sobą, gdyby przyszło nam siedzieć w czterech ścianach i wpatrywać się w ekran telewizora (choć to kusząca perspektywa, tylko jakoś odzwyczaiłam się od tych wszystkich migoczących obrazów). 
Korzystając ze względnie znośnej pogody, dobrego samopoczucia i dziecięcego zapału Piskląt wybraliśmy się do <Muzeum Kinematografii>. Ot, co, pomyślicie. Żaden wielki wyczyn. A poza tym, cóż ciekawego może dzieciakom zaoferować taki przybytek kultury?
pałac pełen bajek

Może i to wiele 🙂 Kiedy już przejdzie się przez usytuowane na różnych kondygnacjach wystawy stałe i czasowe, poświęcone historii filmu (od momentu nagrania, przez montaż, aż po realizację), zwiedzi się wnętrza pałacowe (wszak w posiadłości Scheiblera obiekt jest usytuowany) i zachwytem przemierzy miasteczko z animacji “Latająca maszyna” (<tu> znajdziecie zapowiedź), dociera się na strych.
pałac pełen bajek

A tam, na całej niemal dostępnej przestrzeni, królują postaci z kultowych animacji mojego dzieciństwa (choć przyznam nieskromnie, że Pisklęta miały już niejedną okazję, aby tych bohaterów spotkać, choć zwykle na kartach książek – takie zboczenie zawodowe, hehe). Jest Miś Uszatek, przewyższający swą posturą Jaśnie Panienkę. Są: Muminki, Baltazar Gąbka i Szpieg z Krainy Deszczowców. Nie zabrakło również Reksia, Pik-Poka, czy Zaczarowanego Ołówka. Wieka szkoda, że animacja z tym ostatnim nie działała tak, jak powinna i nie mogliśmy znaleźć się w jednym kadrze z Piotrkiem i jego wiernym psem (będziemy mieli powód, aby odwiedzić to niezwykłe miejsce kolejny raz).
pałac pełen bajek

Co szczególnie nas zachwyciło? Interaktywność wystawy. Możliwość dotknięcia właściwie wszystkich eksponatów (co zaczyna powolutku być normą w wielu muzeach), gwar, śmiech i przyzwolenie na dziecięce wariacje 🙂 
Dodatkowymi atutami są z pewnością wydzielone miejsca, w których można odpocząć, poczytać książki z bohaterami ekspozycji w rolach głównych. Jest też fragment podłogi z wyświetlającą się planszą do gry dla małych wiercipiętek.
pałac pełen bajek

Dawno nie byliśmy w tak kolorowym i przyjaznym dzieciom miejscu. Gdybyście byli przypadkiem (lub całkiem planowo) w Łodzi, koniecznie odwiedźcie Pałac Pełen Bajek. Warto 😀 
wasz belfer

O jak … ogród

Wszystko co dobre, szybko się kończy. Zapewne część osób nie zgodzi się, że dwa miesiące wakacji, to krótki czas, ale co tam. Myśmy się nawet nie zorientowali, kiedy minęły te wszystkie dni. Być może dlatego, że wiele się u nas działo (to był aktywnie spędzony czas).

A być może dzięki projektowi <kwadratowe koło> , który stanowił dla całej naszej rodzinki nie lada inspirację. Tak, czy inaczej dziś nadszedł moment pożegnania, zarówno z labą, jak i z projektem. Żeby jednak nie było tak całkiem smutno przygotowaliśmy dla Was Ogród. Nie byle jaki zresztą. 

Do naszych działań użyliśmy: 
– rolki po papierze toaletowym,
– pary oczu (plastikowych, nie tylko własnych, hehe),
– kreatywnego drucika,
– kolorowej pianki,
– wytłoczki do jajek,
– słomki do napojów,
– kolorowej bibuły.
Najpierw zaprosiliśmy do naszej zielonej oazy owady. Do papierowej rolki przykleiliśmy oczy i czułka. Następnie wycięliśmy z kolorowej pianki i przymocowaliśmy skrzydła (nie pytajcie dlaczego są trójkątne, fantazja Panicza). Prawda, że proste. Sami możecie wymyślić nazwę gatunku, który reprezentuje Wasz stworek 🙂
Żeby insekt poczuł się jak w domu, wykonaliśmy dla niego małą, kwitnącą łąkę. Na początku wycięliśmy jedno wgłębienie dla jajka (nie było to łatwe zadanie, szczególnie dla syna, gdyż tekturka jest dość sztywna i nie chce współpracować, ale daliśmy radę). To będzie środek naszego kwiatka. W centralnym punkcie przygotowanego elementu wykonaliśmy dziurkę. Wprowadziliśmy do tego małego otworu słomkę, która po odpowiednim wygięciu, ma przypominać pręciki z pyłkiem. Wokół pręcików przykleiliśmy zwiniętą w rulonik bibułę, a następnie przygotowaliśmy płatki (składamy pasek bibuły, w wybranym kolorze i docinamy w odpowiednim kształcie). Posmarowaliśmy zewnętrzną stronę tekturowego kielicha klejem i umocowaliśmy kwiatowe ubranko. Tadam! Roślinka gotowa. I już mamy namiastkę bzyczącego ogrodu 😀 
W tym miejscu pragnę jeszcze raz podziękować za umożliwienie udziału w tak kreatywnym projekcie. Mam nadzieję, że bawiliście się dobrze i choć część pomysłów przeniesiecie na własne podwórko. A już wkrótce zapewne poznacie kolejne szalone koncepcje na prowadzenie kreatywnych lekcji, hehe. Nie mogę się doczekać, a Wy?

O jak… ogromna wykreślanka

Przed wakacjami Panicz pokochał czytanie. Najczęściej kładł się z książką kucharską (tak, tak, też byłam początkowo zaskoczona) i sylaba po sylabie składał słowa (trening z <naszą książeczką> dał efekty). Nie ustawał w ćwiczeniach bez względu na to, gdzie się znalazł. Nie żeby wszędzie targał opasły wolumin z przepisami, co to, to nie. Jednak przemieszczając się ulicami odcyfrowywał wszystkie napisy, które przykuły jego uwagę (jakimś cudem nie były to wulgaryzmy, hehe). Ech, wierzcie mi, że czasami człowiek ma dość wiecznie mamroczącego pod nosem dzieciątka.


Zaskoczenie nastąpiło jednak dopiero podczas prac nad naszą <Księgą Wakacyjnych Podróży> . Przygotowania kolejnych wpisów wyglądały tak, że ustalaliśmy, co ma być napisane, zapisywałam tekst na osobnej kartce, żeby nie zapomnieć, a Panicz ten tekst później przenosił “na czysto”. I okazało się, że syn niemal płynnie czytał wcześniej przygotowane teksty (nie sądzę, aby zapamiętał wszystkie notatki, hehe). Duma mnie rozpiera.
Nie byłabym jednak sobą, gdybym nie próbowała nowej umiejętności dziecka rozwijać. I tak powstał pomysł na “O-gromną wykreślankę”. Pierwszym krokiem było wybranie słów. Zdecydowałam, że skupimy się na trzy do pięcioliterowych wyrazach. Wkomponowałam siedem takich w kształt prostokąta, uzupełniłam przypadkowymi literami i uznałam, że pora przejść do kroku drugiego.
Kartka papieru stanowi w tym przypadku ograniczenie (też na “o”, hehe). Dużo lepsza zabawa będzie jeśli… wykreślanka pojawi się na chodniku przed domem 😀 Duże litery, kolory, możliwość kolorowania. Jednym słowem: wszystko to, co dzieci lubią najbardziej.
Jak pomyślałam, tak zrobiliśmy. Na chodniku, za blokiem wyrysowałam diagram, wpisałam wyrazy i zaprosiłam syna do zabawy. Przyjemnie było obserwować, kiedy odczytując głośno litery odkrywał sens kolejnych linijek. Działo się 😀 Jeśli myślicie o literkowej zabawie dla swoich smyków, ta będzie wprost wymarzona. Co tu dużo mówić, musicie spróbować.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

Znalazłeś inspirację? Podziel się!

EMAIL
Facebook
Facebook
YouTube
Pinterest
Instagram