latawce zostały wypuszczone, czyli strona bierna na wesoło ;)

Najbardziej wartościowe zajęcia to takie, które łączą treści z różnych obszarów. Skoro już omawiamy lekturę, dlaczego nie prowadzić zagadnień gramatycznych?

Klasa szósta kończy właśnie rozmowę na temat „W pustyni i w puszczy”. Kilka lekcji z rzędu pracowaliśmy nad różnymi tematami, poruszanymi na łamach książki. Wiemy już: jaką dzieci przebyły drogę, jakie tematy polityczne poruszono w pozornie młodzieżowym tekście oraz jakie cechy dominowały w charakterach głównych bohaterów. Za nami mnóstwo pracy 😉

lektura została omówiona

Pozostały jednak kwestie związane z … wprowadzeniem strony biernej. Niespecjalnie trzymamy się treści zawartych we właściwym dla oddziału podręczniku, ale wypatrzyłam, że taki temat dla nas zaplanowano. Szkoda, że w odniesieniu do „Hobbita”, którego omawialiśmy w zeszłym roku 😉

Nic straconego, pomyślałam sobie. Nie ma potrzeby wracać do tego, co już dawno za nami. Wszak Staś i Nel dostarczyli nam aż nadto materiału, na którym możemy trenować wspomnianą konstrukcję gramatyczną. Tyle, że zależało mi na atrakcyjności lekcji (jak zwykle zresztą). Im mniej interesujący temat (okiem uczniowskim, rzecz jasna), tym ciekawszą formę pracy staram się zaproponować. Oswojenie „potwora” korzystnie wpływa na zapamiętanie treści. Tak uważam 😀

lecimy!

Między innymi dlatego na jednych z pierwszych zajęć, kiedy teoria została zaprezentowana, urządziliśmy chodzone zdania. Dzieciaki podchodziły do biurka, losowały słowo (rzeczownik albo czasowniki) i tworzyły z nim zdanie. Rysowały do wymyślonego wypowiedzenia wykres, a później próbowali zamienić je na stronę bierną (co nie zawsze było możliwe). Prawdopodobnie, gdybym poprosiła o zrobienie tego samego, tyle że bez przemieszczanie się po klasie i losowania, usłyszałabym narzekania. Prosty trik pozwolił ich uniknąć.

Dla utrwalenia i znalezienia pomostu pomiędzy lekturą, a zagadnieniami gramatycznymi, tworzyliśmy latawce. Takie, jak te, które Staś przygotowywał w Afryce. Uczniowie mieli za zadanie zbudować własne latające listy ratunkowe. Przy okazji należało wykorzystać dwukrotnie konstrukcję ze stroną bierną. Proste? Niekoniecznie 😉

technika? nie, to polski!

Nasze zajęcia polonistyczno- techniczne trwały dwie jednostki lekcyjne. W ich trakcie szóstoklasiści wycinali, łączyli, wiązali, wypisywali. Na koniec wszystkie latawce podlegały weryfikacji technicznej (były dostarczane przed moje oblicze, bym mogła dokonać merytorycznego rzutu oka) i szybowały pod sufit, by tam zwisnąć na najbliższy czas.

Dlaczego lubię takie zajęcia? Nie tylko z powodu niekonwencjonalnych metod pracy (to dość oczywiste), ale przede wszystkim dlatego, że włączając elementy związane z manipulowaniem przedmiotami, motoryką małą, uruchamiam inne obszary mózgu, niż przy standardowym czytaniu i pisaniu. A im większy obszar umysłu pracuje, tym większe szanse na sukces edukacyjny. Czyż nie?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.