lektury naszych gimnazjalistów

lektury

Egzamin, egzamin i po egzaminie. Chciałoby się powiedzieć: było, minęło. Czas wyciągnąć wnioski.

Kiedy myślę o tym, jak zmienił się egzamin gimnazjalny na przestrzeni ostatnich kilku lat, pierwszym, co przychodzi mi do głowy, jest podejście samych zdających. Kiedyś, gdy młody człowiek nie miał niczego mądrego do powiedzenia, po prostu oddawał arkusz, w którym nie było wypracowania. Dziś tworzy tekst, licząc na to (tak to odczytuję), że egzaminator albo się nie zorientuje, że czyta bzdury (bez urazy, trudno jednak nazwać inaczej te mętne wywody), albo się ulituje i przyzna jakiś punkt, czy dwa.

Lektury, lektury…

Dlaczego tak się dzieje? Sądzę, że każdy uczeń odbiera w szkole lekcję: nawet, jeśli nie wiesz, co napisać, pisz. Z jednej strony to dobrze. Uczymy młodzież wyrażania własnego zdania i pokazujemy, że nie warto oddawać pola bez walki. Bywają przecież takie sytuacje, gdy nasz całkiem dobry uczeń zestresuje się, zblednie i zaniemówi (na piśmie). Tu konieczne jest budowanie przekonania, że nie wolno się poddawać.

Z drugiej jednak strony odnoszę czasami wrażenie, że kształcimy pokolenie cwaniaczków, którzy wierzą, że “jakoś to będzie”. To nic, że nie było im po drodze z nauką i nie czytali żadnych książek (o lekturach nawet nie wspomnę). I tak przecież poradzą sobie i z tym, i z kolejnymi sprawdzianami. A później wyrosną na wszystkowiedzących specjalistów od niczego.

Głęboko wierzę, że jednak mamy wpływ na postawę naszych uczniów. Świata nie zbawimy, ale spróbować warto 🙂

Co czytają tuż przed egzaminem?

Drugą, nieodłączną refleksją, związaną z egzaminem, jest tworzony po sprawdzaniu spis najchętniej wykorzystywanych lektur (w rozumieniu: tytułów przytaczanych książek, a nie pozycji z kanonu). Jest kilku autorów, którzy pojawiają się nieodłącznie w pracach. Na szczycie popularności znalazły się:

  1. “Kamienie na szaniec” – absolutny hit; może nie połowa, ale znaczna część prac odwoływała się do nich.
  2. “Mały Książę”- jakoś nie jestem zaskoczona; młodzi ludzie lubią tę książkę, więc chętnie do niej wracają w swoich wypowiedziach.
  3. “Balladyna”- tu pierwsze zaskoczenie; przy sensownej argumentacji udawało się obronić postawioną tezę,nawet jeśli nie traktujemy priorytetów bohaterki w kategoriach wartości.
  4. “Siłaczka”- szok i niedowierzanie; przykład można bardzo pięknie wykorzystać, pod warunkiem, że zna się treść, a nie streszczenie utworu.
  5. “Stary człowiek i morze”- no i pięknie, warto by jednak było wiedzieć, czym kierował się Santiago wypływając dzień po dniu na połów.

Oczywiście pojawiały się też inne przykłady. Niektóre były bardziej oczywiste (np. “Krzyżacy”), inne mniej (np. “Latarnik”). Przykre jest to, że bardzo dobrych prac było naprawdę mało (a może mam zbyt wygórowane wymagania?). Czy to tylko moje spostrzeżenie, czy ogólna tendencja? Nie wiem. Chętnie poznam Wasze opinie.

PS Ciekawostka. Najlepsza charakterystyka, którą czytałam przy okazji sprawdzania egzaminów gimnazjalnych, odwoływała się do serii książek o Harrym Potterze. Pięknym językiem, z poszanowaniem zasad ortografii i interpunkcji opisywała postawę bohatera. Z ogromna przyjemnością przyznałam jej najwyższą notę 😀

8 thoughts on “lektury naszych gimnazjalistów

  1. Pracuję w gimnazjum rokczyli krótko,ale niestety mam podobne zdanie ,że szkoła jest pełna cwaniaczków.Nie wiem czemu, bo przecież nie wszystkie lektury są do bani. Zresztą zanika poczucie obowiązku, kiedyś nawet jeśli się nie podobało,to czytałam ,bo nn islam poczucie,że to jest mój obowiązek. Nawet jeśli nie udało mi się czegoś przeczytać ,nie chwaliłam się że jestem nieprzygotowana. Marzy mi się młodzież, która chce,niekoniecznie tego ,co ja ,ale w ogóle ,ma jakieś propozycje, warto porozmawiać, bo chcą,a nie muszą. Muszą na 2 lub 3 więcej ich nie interesuje. To złożony proces. Myślę,że nie można się poddać, edukacja nie ma polegać na strachu ,choć czasem wydaje mi się,że oni boją się , bo mają to wdrukowane do głowy i to mnie martwi.

    1. To niestety prawda. Szkoła bardzo często kojarzy się z przymusem i strachem. Tu potrzebne są zmiany. Przede wszystkim w świadomości nauczycieli 😉

  2. Myśmy ich nauczyli, żeby nie oddawali pustego pola z wypracowaniem. Nauczycieli też rozliczają za wyniki egzaminów, więc motywujemy uczniów, żeby nie oddawali pola bez walki. ech….

  3. A ja nieodparcie mam wrażenie, że … czasami lepiej nic nie mówić i być podejrzewanym o głupotę, niż odezwać się i rozwiać wątpliwości…

  4. Hmmmm no cóż, z przykrością muszę przyznać, że mam podobne odczucia. Jeżeli chodzi o ranking, to u mnie podobnie. Siłaczki nie miałam, ale “Romeo i Julia” pojawiał się dość często. I tak jak piszesz, dałoby się obronić różne teksty, pod warunkiem, że uczeń wykazał się znajomością tekstu. Mnie totalnie “zabił” Koziołek Matołek…

    1. “Koziołek Matołek”, no to musiało być zaskoczenie 😉 “Romeo i Julia” faktycznie pojawiali się i w moich pracach 🙂

  5. No cóż, uczeń dowiódł, że bohater kierował się wartością… praca napisana bezbłędnie ze strony języka, ortografii i interpunkcji i dostał więcej punktów niż ten, który wybrał Balladynę czy Rudego, który wg niego miał blond włosy… 😜

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.