letnia zadyma w środku zimy

źródło: wiadomosci24.pl

Na temat Jurka Owsiaka i jego Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy napisano już setki, jeśli nie tysiące różnych tekstów. Będę zdaje się stronnicza twierdząc, że przynajmniej połowa jest krzywdząca (na szczęście są i tacy, którzy stoją murem za Owsiakiem). Nie chcę popełnić kolejnego tekstu, w którym opiszę rzewną historię jednego z moich Piskląt, które z aparaturą orkiestrową miało bliski kontakt, choć mogłabym. Zamiast zastanawiać się, co daje mi Orkiestra (częściowo przeczytacie o tym <tu> ), wolę zastanowić się, co ja mogę zrobić dla niej.


Po pierwsze, co dość oczywiste, mogę pójść, poszukać wolontariusza zaopatrzonego w puszkę do kwestowania i dorzucić swoje “pięć groszy” do puli. Takie działanie nie zmusza mnie w zasadzie do żadnego wysiłku. Oczywiście poza spacerem, ale centrum orkiestrowe znajduje się dość blisko mojego domu, więc spacer nie jest przesadnie długi ( nawet jeśli temperatura spadnie do -20 i będzie śnieg po kolana, hehe). Poza tym , gdyby nawet dopadła mnie totalna niemoc zawsze mogę wesprzeć fundację za pośrednictwem nowoczesnych technologii. Prawdopodobnie nie wylicytuję żadnego ze złotych serduszek, ale nadal mam szansę na udzielenie finansowego wsparcia.
Po drugie, co również w miarę łatwo przewidzieć, mogę przyłączyć się do kwestowania. Zgłosić się do jednego z istniejących sztabów lub zorganizować własny (nad czym od kilku lat intensywnie myślę, ale to łączy się już z kolejnym punktem programu). Kilka ładnych lat biegałam z identyfikatorem na szyi (w czasach, kiedy to, o zgrozo, nie było pięknych, kolorowych puszek i musieliśmy sami kombinować, w co zbierać datki, tak to było- teraz już wiecie, że staję się powoli pomarszczoną staruszką, hehe), więc myślę, że dałabym radę. W końcu to jak jazda na rowerze, raz spróbujesz i pamiętasz na zawsze 🙂
Od jakiegoś czasu zastanawiam się jednak (ostatnio coraz intensywniej), czy może jednak nie zaryzykować i nie stworzyć sztabu w mojej ukochanej szkole. Myślę, że dzieciaki chętnie wzięłyby udział w finałowej kweście. Można byłoby jednak pomyśleć nad jakimś szerszym planem działania. W końcu mamy kilka asów w rękawie, czemu by ich nie wyciągnąć w szczytnym celu? Może jakiś pokaz talentów, albo coś z goła innego? Póki co mam rok na zdobycie pozwolenia od Szefa Wszystkich Szefów, czyli dyrekcji. A później zajmę się planowaniem konkretnych działań 🙂
źródło: tvn.pl
Czy mogę zrobić coś więcej? Owszem. Mogę każdego dnia pokazywać moim szkolnym kotkom, choć nie tylko, że “pomaganie jest fajne”. Że to nie tylko kwestia mody (choć bardzo szlachetnej, przyznaję i pochwalam), uczestniczenia w kolorowym festynie pod wodzą charyzmatycznego gościa w śmiesznych okularach (Jurku, z tego miejsca pragnę podziękować za coroczny festyn dobroczynności i Twoje charakterystyczne, choć już nie czerwone, okulary). Że można swoim codziennym działaniem powodować, że życie ludzi, którzy nas otaczaj staje się lepsze. Wyciągnę po raz kolejny przykład Tęczowego Domu Dziecka, o którym przeczytacie choćby <tu> Tak niewiele potrzeba, aby na dziecięcych buziach pojawił się uśmiech. Najważniejsze jest jednak to, że nie muszę czekać do następnego Wielkiego finału, aby go zobaczyć. I to najlepsza bodaj rzecz, jaką mogę dla Was zrobić 🙂

wasz belfer

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.

3 komentarze “letnia zadyma w środku zimy”