
Bajki Krasickiego aż proszą się o to, żeby nie kończyć pracy na przeczytaniu tekstu i zapisaniu morału. Dlatego tym razem połączyłam kilka prostych działań: karty pracy, zabawę językiem, pracę ze związkami frazeologicznymi i przygotowanie krótkiej inscenizacji.
Bez fajerwerków. Bez obowiązkowego efektu WOW.
Najpierw tekst
Punktem wyjścia były karty pracy. Uczniowie analizowali bohaterów, ich zachowania i wybory, szukali morału, pracowali ze znaczeniem słów i zastanawiali się, co właściwie Krasicki mówi o człowieku.
Bo przecież zwierzęta w tych tekstach są tylko pretekstem. Wilk, lis czy jagnię bardzo szybko prowadzą do rozmowy o ludzkich cechach, relacjach i sposobach działania.
Zwierzęta w języku
Stąd był już tylko krok do frazeologizmów. „Chytry jak lis”, „wilczy apetyt”, „lwia część”, „krokodyle łzy”…
Sprawdzaliśmy, co znaczą te związki i dlaczego właśnie konkretne zwierzęta zostały przypisane określonym cechom. Przy okazji pojawiła się rozmowa o stereotypach utrwalonych w języku i kulturze.
A na koniec — scena
Podsumowaniem miała być inscenizacja wybranych bajek. Nie wielkie przedstawienie z dekoracjami i kostiumami. Raczej próba przełożenia tekstu na działanie. Żeby zagrać bohatera, trzeba go najpierw zrozumieć. Żeby skrócić utwór do kilku scen, trzeba zdecydować, co w nim jest najważniejsze. A żeby pokazać morał — trzeba go najpierw samemu odczytać.
I właśnie o to w tym wszystkim chodziło. Nie o efekt WOW. Raczej o to, żeby uczeń przeczytał, pomyślał, połączył kilka rzeczy i spróbował opowiedzieć tekst po swojemu.
