Projektuję doświadczenia edukacyjne, które angażują, budują relacje i prowadzą do działania.

Myślę, czuję, działam. A potem jeszcze przez chwilę się zastanawiam

Co właściwie sprawia, że lekcja zostaje z uczniem na dłużej? Dobrze przygotowana prezentacja? Zaskakujące zadanie? A może moment, w którym młody człowiek zaczyna się zastanawiać, co sam zrobiłby na miejscu bohatera?

Lubię takie momenty. Kiedy dzieciaki spierają się o czyjąś decyzję, szukają w tekście śladu emocji albo wpadają na pomysł, którego nie było w moim planie. Właśnie z tej potrzeby przyglądania się ludziom, tekstom i własnym reakcjom wzięło się moje „myślę, czuję, działam”.

Kilka lat temu opisałam na blogu <ćwiczenie „czuję–myślę–działam>. Uczniowie pracowali nad portretem postaci, dzieląc go na trzy części. Przy głowie zapisywali jej możliwe myśli, przy tułowiu – emocje, a przy nogach – działania i wybory. Po złożeniu części powstawał bohater oglądany z kilku perspektyw. Czasami dość zaskakujący, bo każda grupa dostrzegła w nim coś innego. I bardzo dobrze!

Dziś widzę w tych trzech słowach również zestaw pytań, które pomagają mi planować rozmaite zajęcia. Nie zawsze zadajemy je w tej samej kolejności. Bywa, że zaczynamy od emocji, a dopiero później porządkujemy myśli. Innym razem najpierw coś robimy i dopiero po fakcie rozumiemy, dlaczego było to dla nas ważne.

Myślę. Czyli szukam sensu

Uczniowie omawiają własne prace przy stole; obok znajduje się konstrukcja z klocków. Na dole napis „Myślę”.

Kiedy rozmawiamy o postaci literackiej, interesuje mnie coś więcej niż lista jej cech. Pytam: Co mogła wtedy wiedzieć? Czego się obawiała? Na jakiej podstawie przypisujemy jej właśnie takie myśli?

Odpowiedź „bo tak mi się wydaje” może być początkiem rozmowy. Potem warto jednak wrócić do tekstu, poszukać wskazówek, skonfrontować własny pomysł z cudzym. Tak rodzi się interpretacja: z ciekawości, pytań i gotowości do uzasadnienia swojego zdania.

Podobnie było podczas <Muzeum Jednodniowego>. Ósmoklasiści sami zastanawiali się, jakie aspekty codziennego życia w okupowanej Warszawie chcą przybliżyć młodszym uczniom. Szukali informacji i wybierali to, co uznali za istotne. Myślenie miało tu bardzo praktyczny wymiar: trzeba było podjąć decyzję i wziąć za nią odpowiedzialność.

Czuję. Czyli zauważam człowieka

Nauczycielka przy wystawie, kolorowe figurki z włóczki i uczniowie prezentujący różowe prace rękodzielnicze. Na dole napis „Czuję”.

Nie oczekuję od uczniów, że na każdej lekcji będą opowiadać o sobie. Mogą jednak zastanowić się, co przeżywa bohater i po czym to poznają. Mogą nazwać napięcie w grupie, radość z udanego pomysłu albo frustrację, gdy pierwsza próba się nie powiedzie.

Emocje są obecne także wtedy, gdy zajmujemy się ortografią. W <zielonej ortografii> po samodzielnym poszukiwaniu zasad i napisaniu własnego dyktanda zaznaczałam na zielono poprawne odpowiedzi. Dzieci widziały, ile już potrafią. To drobna zmiana perspektywy, która może mieć znaczenie dla gotowości do kolejnej próby.

W pracy z klasą nie oddzielam uczenia się od relacji. Pokazywałam to kiedyś przy okazji <akcji–relacji>: podsumowanie Opowieści z Narnii wymagało współpracy i uważnego słuchania, a na końcu uczniowie przekazywali sobie drobny upominek wraz z miłym słowem. Ćwiczyli znajomość lektury. Ćwiczyli też bycie ze sobą.

Działam. Czyli dostaję coś do zrobienia

Kolaż wykonanych podczas zajęć prac: czterech postaci z patyczków, czerwonej figurki i kota z włóczki. Na dole napis „Działam”.

Bardzo lubię, kiedy uczniowski pomysł zaczyna nabierać kształtu. Czasem dosłownie. Przy omawianiu Balladyny zespoły wybierały sceny, które chciały przedstawić za pomocą klocków. Kiedy okazało się, że nie wszyscy przynieśli materiały, część uczniów zbudowała przestrzenne makiety z papieru. Powstały prace, o których można było rozmawiać, wracając do dramatu. Tak wyglądała <lektura w budowie>.

Działanie oznacza też oddanie młodym ludziom głosu. Uczniowie przygotowali stacje dla młodszych podczas <Festiwalu Kreatywności>. W <Pracowni Twórczych Relacji> starsi uczniowie wspierają młodszych podczas rękodzielniczych spotkań. W obu przypadkach mogą sprawdzić, jak to jest zaplanować coś dla innych, wytłumaczyć zadanie i odpowiedzieć na czyjeś potrzeby.

A gdzie miejsce na refleksję?

Właściwie wszędzie, choć szczególnie przydaje się na koniec. Co dziś zrozumiałam? Co mnie zaskoczyło? Kiedy potrzebowałam pomocy? Co zrobiłabym inaczej? Nie musi to być długa rozmowa. Czasami wystarczą dwa pytania zadane po pracy albo chwila, w której uczeń pokaże swój wybór i wyjaśni, skąd się wziął.

W naszych wcześniejszych rozmowach porządkowałam tę filozofię wokół emocji, akcji, relacji i refleksji. To obszary, o których chcę pamiętać, gdy przygotowuję doświadczenie dla uczniów. Pytam siebie: Co będą mogli przemyśleć? Co może ich poruszyć? Na co będą mieli wpływ? Czy znajdzie się miejsce na spotkanie z drugim człowiekiem i przyjrzenie się temu, co się wydarzyło?

Nie każda lekcja musi zawierać rozbudowany projekt. Czasem wystarczy tekst i uważna rozmowa. Czasem potrzebne jest kolejne ćwiczenie tej samej umiejętności. Coraz częściej, zanim coś do zajęć dołożę, pytam: po co? Pisałam o tym szerzej we wpisie <Ile brokatu potrzebuje edukacja?>.

Najcenniejsze lekcje nie zawsze przebiegają zgodnie z planem. To właśnie dlatego planuję je z myślą o uczniach, a jednocześnie zostawiam miejsce na ich pytania, decyzje i nieoczekiwane odkrycia. Czasem edukacja zaczyna się tam, gdzie kończy się gotowy scenariusz.

A Wy? Przy jakiej ostatniej lekcji mieliście poczucie, że uczniowie naprawdę mogli pomyśleć, poczuć i zadziałać?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.