
Są takie momenty podczas lekcji, kiedy człowiek patrzy na uczniów i już wie. Niby pracują. Coś tam czytają. Teoretycznie próbują coś zapisać. A jednak widać, że głowa gdzieś utknęła. Można wtedy powiedzieć: skupcie się. Ale można też zrobić coś zupełnie innego. Zatrzymać się. Na minutę.
minuta przerwy
Nie chodzi przy tym o przerwę od lekcji. Chodzi o przerwę od konkretnego zadania.
Jeśli przez kilka czy kilkanaście minut analizujemy tekst, szukamy rozwiązania, piszemy albo próbujemy coś zrozumieć, w pewnym momencie warto pozwolić głowie zrobić krok w bok. Dosłownie na chwilę.
Czasami jest to minuta ciszy. Odkładamy długopisy. Zamykamy zeszyty. Można popatrzeć przez okno, przymknąć oczy, przez moment niczego nie robić.
Innym razem wybieramy ruch. Wstajemy. Przeciągamy się. Robimy kilka prostych ćwiczeń. Poruszamy ramionami, karkiem, zmieniamy pozycję. Nie chodzi o gimnastykę. Raczej o zmianę.
głowa też potrzebuje zmiany perspektywy
Każdy zna chyba ten moment, kiedy patrzy na coś zbyt długo. Czytamy ten sam fragment po raz trzeci. Szukamy błędu i ciągle go nie widzimy. Próbujemy znaleźć rozwiązanie, ale za każdym razem wracamy do tego samego miejsca. I właśnie wtedy dalsze patrzenie niekoniecznie pomaga.
Czasami trzeba na chwilę przestać. Pozwolić mózgowi zająć się czymś innym. Odwrócić uwagę. Być może poruszyć się albo popatrzeć gdzie indziej. A potem wrócić do zadania. Z inną perspektywą.
bez wielkiej ceremonii
Nie wprowadzam specjalnego rytuału. Za zbędne uważam wykorzystanie w tej sytuacji nowej aplikacji czy kolejnego narzędzia. Nie zawsze też planuję taką przerwę z wyprzedzeniem. Czasami po prostu widzę, że już wystarczy. Mówię wtedy: odkładamy to na minutę. I tyle.
Po chwili wracamy. Bywa, że uczniowie od razu podejmują pracę tam, gdzie ją przerwali. Bywa, że ktoś nagle zauważa rozwiązanie. Ktoś zmienia odpowiedź. Ktoś zaczyna pisać, choć chwilę wcześniej kompletnie nie wiedział, od czego zacząć. A czasami nie dzieje się nic spektakularnego. Po prostu przez kilka kolejnych minut znowu można pracować.
po co mi ta minuta?
Nie traktuję jej jako nagrody.
To też nie chwila „nicnierobienia”, którą trzeba czymś usprawiedliwić. To część pracy. Tak samo jak czytanie, rozmowa czy wykonywanie ćwiczeń. Bo uczenie się nie zawsze polega na dokładaniu kolejnych zadań. Czasami polega właśnie na tym, żeby jedno na moment odłożyć. I dać głowie szansę zrobić coś, czego nie da się wymusić kolejnym poleceniem.
mała rzecz
Lubię takie rozwiązania. Proste. Niewymagające dodatkowych materiałów. Takie, które można sprawdzić już podczas następnej lekcji.
Jedna minuta ciszy lub ruchu. Tylko jedna minuta bez wykonywania konkretnego zadania.
I później powrót. Bo czasami naprawdę wystarczy na chwilę przestać patrzeć na problem, żeby po powrocie zobaczyć w nim coś nowego.
