dziesięć pytań

dziesięć pytań

Czytanie ze zrozumieniem jest sztuką, której należy się nauczyć. Jak pracować z uczniami, aby nabyli tę umiejętność? Przede wszystkim: systematycznie ?

Nie każda lekcja musi odbywać się w obecności fajerwerków i wybuchów (trudno w to uwierzyć, prawda? ?). Dobrze jest zachęcić dzieciaki, od czasu do czasu, do skoncentrowania się nad żywym tekstem i zrobienia użytecznych dla nich notatek. Aby młodzi ludzie opanowali selekcjonowanie informacji, często proszę, aby do zadanego fragmentu zadali pytania (ciekawość to przecież pierwszy stopień do wiedzy).
Najczęściej ćwiczenie wygląda tak, że uczniowie pracują z podręcznikiem, ale zamiast rozwiązywać podane pod spodem zadania, wymyślają własne pytania. Odpowiedzi na nie zapisują w zeszytach, a samymi pytaniami wymieniają się rotacyjnie z kolegami i koleżankami. Ten, kto otrzyma gotowy zestaw, rozwiązuje go.
Czym kierują się dzieciaki wymyślając pytania? Najczęściej proszę, aby skoncentrowały się na tym, co je najbardziej zainteresowało. Innym razem pytają o to, co okazało się dla nich mało zrozumiałe. Jeszcze kiedy indziej zapisują takie zadania, jakie same chciałyby dostać. 
Kiedy warto sięgnąć po tę formę pracy? Myślę, że każdy moment jest równie dobry ? Najchętniej sięgam po nią jednak wtedy, gdy rozpoczynamy omawianie całkiem nowej partii materiału lub powtarzamy wiadomości  przed klasówka. I w jednym i w drugim przypadku mam okazje przekonać się, ile zostało w głowach moich podopiecznych. Każdorazowo muszą wszak dokonać analizy poznanego materiału, wybrać to, co ich zdaniem jest istotne i jeszcze rozwiązać losowo otrzymane zadania.
A jak Wy pracujecie nad kształtowaniem umiejętności czytania ze zrozumieniem? W grę wchodzą tylko gotowe ćwiczenia, czy macie inne sprawdzone metody?
asia krzemińska

wiersze z odzysku

poezja

Koniec roku szklonego za pasem. Wszyscy gonią tylko za lepszymi wynikami, tu coś jeszcze piszą, tam poprawiają, na pozostałych lekcjach poziom energii równy zero. Co począć z nieszczęśnikami? Jak przywrócić chęć do działania?

Pomysł narodził się spontanicznie, jak to zwykle u mnie bywa. Tyle razy rozmawialiśmy o cechach liryki, że postanowiłam w końcu pokazać “moim dzieciom”, jak to jest zostać poetą. Początkowo przeprowadziliśmy burzę mózgów. Każdy mógł podać własne skojarzenia, spostrzeżenia, refleksje dotyczące samego słowa “poezja”. Zerknęliśmy również do słownika, aby nie mieć najmniejszych wątpliwości z czy mamy do czynienia. Przetrawiliśmy, zapisaliśmy swoimi słowami i na tym teoria się skończyła.
W kolejnym etapie zajęć rozdałam kartki z fragmentem definicji zaczerpniętym z Wikipedii (wykorzystała <to> hasło). I tu nastąpił najtrudniejszy moment. Każdy uczeń otrzymał zakreślacz i miał za zadanie zaznaczyć tylko te słowa, które oddają sens pojęcia poezja, a dodatkowo utworzą wiersz. Wierzcie lub nie, ale niewielu śmiałkom udało się za pierwszym razem wykonać polecenie.
wiersz z odzysku
Co stanowiło trudność? Młodzi ludzie zbyt mocno trzymali się formy i treści podanego fragmentu. Ostatecznie jednak wszyscy sprostali wyzwaniu, choć nie wszyscy byli zadowoleni ze swoich wyników. Powstały nasze “wiersze z odzysku” (a inspirację znalazłam <tu>). Jak Wam podoba się taki pomysł na tworzenie tekstów lirycznych? Zupełnie nowy sens w już istniejącym, czy to się może udać?
Przy okazji rozpętała się dyskusja, co w ogóle możemy nazwać poezją? Czy teksty Magika też do niej zaliczymy (“to Pani wie, jakie teksty miał Kaliber 44?!”- a wiem, też mi powód do zdziwienia)? A jeśli tak, to dlaczego? Na to pytanie postaramy się odpowiedzieć przy następnej okazji.
PS Gdybyście mieli ochotę na inaczej rozumiane “wiersze z odzysku”, zerknijcie <tu>. Oj, działo się wtedy, działo.

‘Weselmy’ się z Wyspiańskim

plakat "Wesele"
<źródło>

Charakterystyka bohatera nudna? Być może, ale nie z takimi postaciami! Pani Młoda i Pan Młody z “Wesela” doczekali się swych kreatywnych reprezentacji. I to jakich 🙂

Znacie taki plakat zapowiadający teatralną realizację “Wesela”, na którym przedstawieni są Państwo Młodzi? Ona- tradycyjnie ubrana chłopka. On- inteligent we fraku. Obrazek idealny przy realizacji motywu chłopomanii w tekstach kultury (tak, to ten, który oglądacie ponad tekstem niniejszego wpisu).
Tenże właśnie obraz stał się dla mnie inspiracją do wykonania postaci dramatu na forum klasy. Rzecz jasna nie zdecydowaliśmy się na wykonanie kopi plakatu, raczej przygotowaliśmy “wariację na temat”. Korzystając z dostępnych materiałów opracowaliśmy Młodą i Młodego tak, aby ich wygląd oddawał cechy każdego bohatera.
wesele
I tak, za sprawą plastikowych łyżek, kubeczków jednorazowych, włóczki i skrawków materiału powołaliśmy do życia lalki (aż kusi, żeby wykorzystać je jako np. postaci występujące w komiksie na motywach utworu Wyspiańskiego). Prawda, że się udały?
W ramach podsumowania zajęć artystyczno-polonistycznych uczniowie napisali wypracowanie dotyczące obrazu społeczeństwa polskiego, zawartego na kartach “Wesela”. I powiem Wam zupełnie szczerze, że jestem z nas bardzo zadowolona 🙂 
wasz belfer

Poezja do sześcianu- niebanalna analiza i interpretacja

kostki poetyckie

Interpretowanie tekstów poetyckich może sprawiać kłopoty. Szczególnie jeśli jest się niedoświadczonym, nastoletnim odbiorcą. Warto podejść wtedy do zagadnienia niestandardowo. Efekty pracy mogą przekroczyć wszelkie wyobrażenia.


Jeśli miałabym wskazać, za co najbardziej lubię Młodą Polskę, to wskazałabym na poezję tatrzańską. Na przekór dekadentyzmowi, czarnym scenariuszom i pesymizmowi, tchnie z niej powiew świeżości. I te kolory, ulotność chwili, gra światła. Nic, tylko siąść i wzdychać.
Moje zachwyty niestety nijak mają się do gustów czytelniczych uczniów (ok, rozumiem i szanuję, mamy prawo do wolnego wyboru). Postanowiłam jednak, że tak łatwo się nie poddam i przekonam młodych ludzi, że wgryzanie się w te wszystkie metafory i synestezje może być przyjemne. Że wyobraźnia tylko czeka na “paliwko” w postaci poetyckich środków językowych.
kostki poetyckie
Przystępując do zadania, wydrukowałam schemat sześciennej kostki (znajdziecie go <tu>). Dla każdego ucznia, jedna sztuka. Następnie przeczytaliśmy na głos tekst wiersza “Melodia mgieł nocnych” Tetmajera. Wspólnie omówiliśmy pokrótce, czego należy w nim szukać. I przeszliśmy do dzieła.
W tle pobrzękiwała tematyczna muzyka. A młodzież, korzystając z kredek, ołówków, ścinków kolorowych gazet komponowała obrazy kojarzące się z tekstem. Jedna ścianka kostki, jeden obraz. W ten sposób powstały całkiem nowe Kości Opowieści. Tym razem bardzo wyjątkowe, bo opowiadające o konkretnym tekście (odwrócone story cubes).
W rezultacie otrzymałam komplet kolorowych, indywidualnie zaprojektowanych sześcianów. Najważniejsze jest jednak to, że twórcy potrafili uzasadnić, dlaczego w taki, a nie inny sposób wygląda ich praca. Oraz to, że przy okazji przekonaliśmy się, iż każdy ma prawo do własnej interpretacji. A żadna z nich nie jest błędna. Przekłady intersemiotyczne górą!

Makbet z(re)animowany

makbet

“Makbet”, jeden ze sztandarowych tekstów Szekspira. Nauczyciele chętnie sięgają po niego, mam jednak wrażenie, że uczniowie mniej. Jak temu zaradzić?


Dzieła Szekspira mają w sobie niezaprzeczalny urok. Z chęcią sięgam po kolejne tytuły. Zauważyłam jednak, że uczniowie nie darzą tego twórcy wielką sympatią. Czytają (jeśli już w ogóle), bo muszą. A gdzie rozumienie uniwersalnych treści? Gdzie docenienie prawdziwości postaci? Życiowości przedstawianych sytuacji?
Nie mogłam pozwolić, aby moi wychowankowie tkwili w przekonaniu, że literatura nijak ma się do życia. Aby mogli lepiej poznać demonicznego Makbeta, postanowiłam zrealizować projekt, w ramach którego powstał film.
Ponieważ najlepiej czuję się realizując animacje poklatkowe, taką formę wybrałam. Dodatkową zaletą tego gatunku jest różnorodność materiałów, które wykorzystujemy do “zbudowania” scenografii. Z czystym sumieniem mogę powiedzieć, że nasza produkcja to twór z pogranicza recyclingu, zajęć praktyczno- technicznych i edukacji filmowej.


Tło zbudowaliśmy na papierze pakowym, na którym skomponowaliśmy elementy przyrody, korzystając ze starych gazet. Postaci powstały z kreatywnych drucików, ubranych w skrawki materiałów. Elementy, których nie zdołaliśmy wygrzebać z makulatury, narysowaliśmy. I już.
Pozostało zrobienie wielu, wielu zdjęć. Później obróbka komputerowa (sklejenie fotek w programie Movie Maker, tak, aby symulowały ruch). Dogranie muzyki (wyłącznie z legalnych źródeł). Wreszcie film jest gotowy do pokazania światu 🙂
Jak myślicie? Udał nam się?

wasz belfer