setki słoni dla dzieciaków

setki słoni dla dzieciaków

Marzec, marzec. Pierwszy miesiąc wiosny i włóczkowo- nitkowe zadanie w projekcie “Dziecko na warsztat”. Czym zaowocowało takie połączenie?

Oprócz tego, że staram się przekazywać moim uczniom wiedzę polonistyczną, zależy mi również na kształtowaniu ich postawy wobec świata. Dlatego, między innymi, udzielamy się w Domach Dziecka, porwaliśmy się na #ośmiorniceDlaWcześniaków, a teraz będziemy szyć słonie. Zanim jednak zadanie stanie się szkolnym, w Magicznym Domu powstały pierwsze osobniki ?
Akcja #setkiSloniDlaDzieciaków nie jest dla nas czymś nowym. Już dwa lata temu namówiłam moich ówczesnych uczniów do przygotowania sympatycznych pluszaków dla dzieci wyjątkowo dotkniętych przez los, podopiecznych fundacji <Słonie na balkonie> (<tu> przeczytacie o naszym Słonioszyciu). Okazuje się, że znów potrzebni są mali pocieszyciele, zatem podwijam rękawy i do roboty ?
Przyglądający się moim poczynaniom członkowie rodziny zdecydowali o tym, że również dołączają do akcji. Panicz z zapałem projektował kolejne szablony, a Mąż przeglądał internety w poszukiwaniu idealnego modela. Skończyło się na pokłutnych palcach, zaginionych nitkach i powołaniu do życia trzech niezwykłych osobników.
setki słoni dla dzieciaków
Panicz zdecydował się na wykorzystanie filcu. Z zielonego, wiosennego fragmentu, wykonał tułów. Doszył do niego wielgaśne, żółte uszy. Całość wypełnił kulką silikonową (jak my wszyscy). Do kompletu dołożył jeszcze słoneczny ogonek z bawełnianej włóczki i gotowe. Słoń jak malowany, a syna rozpiera duma, że wykonał niemal samodzielnie cała pracę.
Mąż skusił się na bawełniana tkaninę i po raz pierwszy siadł przy maszynie do szycia. Sama nie wiem, kto bardziej się stresował, ja czy on ? Efekt poczynań jest więcej niż zadowalający. Kto by przypuszczał, że powstanie takie cudeńko. Przyznam, że do tej pory pozostaję pod ogromnym wrażeniem zaangażowania zarówno jednego jak i drugiego pana.
setki słoni i dla dzieciaków
Trzeci z naszych zwierzaków to moja szydełkowa robótka (córka postanowiła tym razem kibicować i była raczej recenzentem, niż twórcą). Gdyby jeszcze pół roku temu ktoś powiedział mi, że dam radę, popukałabym się w czoło i na tym pewnie rozmowa by się skończyła. Tymczasem okazało się, że nie tylko dałam radę odtworzyć polecony schemat (dziękuję Siostrzyczko), ale jeszcze wymyśliłam spódniczkę dla mojej słoniczki (braciszek “w drodze”, do zakończenia akcji będzie gotowy). 
I tak to z naszymi rodzinnymi zmaganiami było. Jeśli i Wy macie ochotę zrobić coś dla innych, uszyjcie słonia (szczegół przedsięwzięcia poznacie <tu>). Dla Was to drobiazg, ale dla dzieciaków może to być prawdziwy skarb.
asia krzemińska

dziecko na warszat

tajny agent od porządku

agent

Siło inspiracji, potęgo Internetu! Wielu nauczycieli zawdzięcza Ci spokój na lekcji i motywację do pracy. Podobnie stało się w moim przypadku. Po raz kolejny poznałam, co znaczy mądrość grupowa 🙂 

Po tym, jak znalazłam w grupie dla nauczycieli języka polskiego przepis na <kapustę>, okazało się, że metoda jest genialna i warta częstego powtarzania na zajęciach. Nie spodziewałam się jednak, że w krótkim czasie natknę się na kolejny doskonały pomysł, który ułatwi moją pracę, a jednak serce moje skradł “agent”.
Tym razem nie chodzi o metodę aktywizującą (aktywne to te moje dzieciaki są, czasami aż za bardzo). Nowy patent dotyczy utrzymywania spokoju i koncentracji na zajęciach, bez zbędnej utraty nerwów i energii prowadzącego. Cała “magia” polega na tym, że to uczniowie dbają o zachowanie ciszy na lekcji.
W czym zatem tkwi sekret? To proste. Wystarczy, że na początku zajęć wylosujemy imię jednego z uczniów. Nie zdradzamy czyje, ale obserwujemy zachowanie tej osoby,”agenta”, przez całe zajęcia. Jeśli zachowuje się poprawnie, na koniec lekcji mówimy, czyje imię padło na początku i cała klasa dostaje punkt. Jeśli “agent” sprawia kłopoty, nie mówimy kim był, ale klasa nie dostaje punktu.
Metodę wprowadziłam u moich gimnazjalnych pierwszaków. Zanim przystąpiliśmy do pierwszego losowania, umówiłam się z nimi, że gdy zbiorą dziesięć punktów, czeka ich nagroda. I to nie byle jaka, zorganizuję im bowiem zajęcia w pokoju zagadek (bardzo zazdrościli starszym kolegom, których <zagadkową sprawę> możecie prześledzić). Po pierwszych zajęciach widzę, że dzieciakom zależy na zdobyciu umówionej sumy jak najszybciej. Zobaczymy, czy spokojne zachowanie wejdzie im w nawyk ? Jak myślicie? 

bądźmy dla siebie serdeczni, czyli dobre emocje na wyciągnięcie ręki

wzrastaj
Walentynki to dodatkowy powód do okazywania innym ciepłych uczuć. Warto jednak zastanowić się również nad tym, jakie emocje nas samych przepełniają. Co powoduje, że możemy się rozwijać, wzrastać? 

Nie lubimy myśleć i mówić o sobie dobrze. Z trudem przychodzi nam określenie, co jest dla nas najmilsze, czy co chcielibyśmy usłyszeć od bliskich osób, choć z łatwością wymieniamy wady i niedostatki charakteru. Korzystając z symbolicznej daty, postanowiłam nakłonić moich uczniów do refleksji na ten temat i zachęcić do bycia miłym dla siebie samego.
Zajęcia rozpoczęły się od rozdania serduszek origami (jak je złożyć, zobaczycie <tu>). Ludzkie uczucia są złożone jak papierowa układanka, warto uświadomić to sobie. Każde serce zostało opisane imieniem właściciela, a następnie młodzi ludzie mieli wpisać wewnątrz słowa, które są im najmilsze, takie których usłyszenie sprawiłoby im największą przyjemność.
wzrastaj
W komentarzu do zadania usłyszałam: 

To jest trudne.

Dopiero moje zapewnienie, że nie będę czytała umieszczonych w kształcie zdań, spowodowało, że licealiści zaczęli zapisywać. Sugerowali, że ćwiczenie jest bardzo osobiste, wnioskuję, że trudno jest, nawet przed samym sobą, przyznać o czym się skrycie marzy.
Kolejnym etapem zajęć o wartościach było wypełnienie przygotowanego przeze mnie wcześniej schematu. Zainspirowana jednym z łódzkich murali (<tu> obejrzycie pierwowzór), narysowałam litery stylizowane na rośliny, które układają się w słowo “wzrastaj”. W korzenie wpisywaliśmy najważniejsze dla każdego wartości, warstwy gleby to “pokarm”, dzięki któremu możemy się rozwijać.
To ćwiczenie okazało się nieco łatwiejsze. Przygotowawszy swoje ilustracje, uczniowie opowiadali o tym, co pozwala być im tym, kim są. Przyznam, że to bardzo pouczające doświadczenie (i mimo tego, że zdawało się, iż wiem dużo o moich wychowankach, kilkukrotnie zaskoczyli mnie).
wzrastaj
Na zakończenie lekcji każdy zabrał swoje serce z dobrym słowem. Kiedy dopadnie ich gorszy dzień, zawsze będą mogli do nich zerknąć i mam nadzieję, że przywołają choć cień uśmiechu.
Gdybyście chcieli wykorzystać przygotowany przeze mnie schemat, znajdziecie go <tu>. Mam już pomysł, jak wykorzystać go na zajęciach poświęconych literaturze. A Wy? 
asia krzemińska

Narysujmy ocenę, czyli ewaluacja myślograficzna

ewaluacja

Koniec semestru- czas podsumowań, oceny. Skoro uczniowie zbierają noty, to może warto poprosić ich, by i oni wystawili stopnie naszym zajęciom?

Cenię sobie dobry kontakt z uczniami. Myślę, że dzięki dobrej atmosferze i życzliwości jesteśmy w stanie osiągnąć więcej niż “tresurą” (w myśl zasady, że do tanga trzeba dwojga: jeśli młody człowiek nie będzie chciał, nie nauczy się, a nie będzie chciał, jeśli nauka będzie budziła negatywne emocje). Między innymi z tego powodu staram się co pół roku zapytać moich podopiecznych o wrażenia związane z prowadzonymi przeze mnie zajęciami.
Ze względu na to, że bieżący rok upływa pod znakiem myślografii, tym razem karty do ewaluacji zostały przeze mnie narysowane. Co się w nich znalazło? Przede wszystkim ocena, nie tylko samych zajęć, ale również postawy prezentowanej przez uczniów. W części dotyczącej przedmiotu należało opisać ulubione formy pracy, własne zaangażowanie, pomysły na to, co warto byłoby zmienić.
ewaluacja
To jednak nie wszystko. Na drugiej połowie dzieciaki miały za zadanie zapisać swoje szkolne sukcesy, wyszczególnić plany, zmierzyć się z porażką. Znalazło się nawet miejsce na zapisanie marzenia, które zostało zrealizowane i namalowanie autoportretu. Cały zaś fragment poświęcony autoocenie uczniowie odcinali i zostawiali dla siebie. Mam nadzieje, że w ten sposób spojrzą na siebie mniej krytycznym okiem niż zwykle.
Aby wejść w nowy semestr ze świeżą energią i nowym zapałem, postanowiłam również skierować do moich podopiecznych krótkie liściki. Każdy z nich zawiera kilka zdań, w których dziękuję za spędzony razem czas i życzę przyjemnego odpoczynku (nie muszę dodawać, że każda notka jest indywidualna i dedykowana konkretnej osobie). Liczę, że ten drobny gest przywoła uśmiech na nieco zmęczonych uczniowskich twarzach.
Gdybyście mieli ochotę wykorzystać moje karty oceny, bądź napisać listy, szablony znajdziecie <tu>
asia krzemińska

Klasowe ośmiornice

ośmiorniczki dla wcześniaków

W pracy nauczyciela, równie ważne, jak nauczanie przedmiotu, jest przekazywanie wiedzy o świecie, świadczenie własną postawą, że warto być przyzwoitym. Na tym polega rola wychowawcy. Jak sobie z nią radzę?

Bycie wychowawcą w klasie maturalnej to prawdziwe wyzwanie. Co prawda nie stawiam sobie za cel wychowywanie moich podopiecznych (są jacy są i prawdopodobnie inni już nie będą, czas na kształtowanie charakteru minął), ale staram się jednak wskazywać im drogi, którymi można podążać.
Jedną z takich drug jest wolontariat. Przez wiele, wiele lat zachęcałam młodzież do angażowania się w pomoc na rzecz Domu Małego Dziecka. W bieżącym roku szkolnym nie mam jednak czasu na to, by moim uczniom w wyprawach  do dzieciaków towarzyszyć, zatem postanowiłam wykorzystać czas dany mi w ramach “godziny wychowawczej”, by coś pożytecznego dla innych zrobić.
Wybór padł na sympatyczne ośmiorniczki, włóczkowe maskotki przygotowywane w ramach akcji <Ośmiorniczki dla wcześniaków>. Tak się złożyło, że jedna z moich uczennic zajmuje się hobbystycznie szydełkowaniem i oprócz szczytnego celu, poznajemy wzajemnie zainteresowania pozostałych (wydawałoby się, że kończąc szkołę wszyscy powinni o wszystkich wszystko wiedzieć, to kłamstwo, wcale tak nie jest).
Nie ukrywam, że początki były trudne. Nitki plątały się, oczka uciekały. Po kilku zajęciach okazało się jednak, że Ci, którzy chcą aktywnie włączyć się do akcji, trenują w domu i ich ściegi wyglądają całkiem nieźle. I tak, z tygodnia na tydzień przybywa nam małych dziecięcych towarzyszy. Wiem, że aby trafiły na oddział, muszą przejść jeszcze selekcję techniczną, ale już cieszę się, że udało się moich podopiecznych zmotywować do działania (bez względu na dalszy obrót sprawy).
A Wy? Podejmujecie działania w ramach wolontariatu? Podzielcie się swoimi praktykami.
wasz belfer

Dzieci listy piszą…

zakręcony belfer

“Kochany Święty Mikołaju…” takimi słowami pewnie zaczynają się listy powstające właśnie w wielu domach. Pisklęta siedzą i wymyślają, sądzę, że  nie one jedne.


Obserwowanie własnych dzieci jest bardzo inspirujące, toteż szybko doszłam do wniosku, że taka forma ćwiczeń epistolarnych mogłaby całkiem dobrze sprawdzić się również z większymi dzieciakami. Nie jestem na tyle szalona, aby moi licealni wychowankowie mieli takie zadanie wykonać na ocenę (choć już zapowiedziałam, że listy piszemy, aby uniknąć nietrafionych niespodzianek gwiazdkowych). 

W klasie szóstej jednak tworzenie treści takiej nieformalnej wypowiedzi uznałam za wskazane. Oczywiście spotkałam się z głosami: 

Przecież Mikołaja nie ma.

Nie przejęłam się nimi za bardzo i konsekwentnie wymagałam zaangażowania w pisanie pozdrowień. Zastanawiacie się: dlaczego? Ponieważ sprawdzian po klasie szóstej obejmuje również tworzenie listu (zarówno w formie nieoficjalnej, jak i oficjalnej). A, że moim zadaniem jest przygotować dzieciaki do tego stresogennego wydarzenia, więc sami rozumiecie 😀 Zgodnie z zasadą: ćwiczenie może być zabawne i przyjemne, powtarzamy we właściwej dla Belfra  atmosferze i czasie. Tak na dobrą sprawę chodziło przecież nie o to, co napiszą, ale w jakiej formie.

zakręcony belferPoza wszystkim muszę dbać o to, aby moi mali uczniowie nie byli mentalnie bardziej dorośli ode mnie 😀 Serio, oni tak poważnie podchodzą czasem do życia, że mam wrażenie, iż nie potrafią się już wcale dobrze bawić. Ech.


A Wy piszecie listy? Macie ochotę na taką przedświąteczną zabawę? Na stronie <Pracowni Bajkowo> znajdziecie gotowy szablon (bardzo dziękuję, jak zwykle nie do przecenienia). Ten i wiele innych. Sami zobaczcie.

Run to the hills

run to the hill

Czasem mam wrażenie,że stoję już zupełnie pod murem, którego przecież głową nie rozbiję. Rozmyślam nie o swoich problemach, szukam rozwiązań, które ostatecznie i tak trafiają do kosza, a na koniec okazuje się, że przemawia przeze mnie złośliwość i zła wola. WRRRRR. W takich chwilach włączam Iron Maiden i w myślach podśpiewuję z wokalistą: run to the hills…

Tak się porobiło.

Gdyby ktoś zapytał mnie, co jest najtrudniejsze w pracy wychowawcy, powiedziałabym, że dwie rzeczy: rozmowy z rodzicami (nieuniknione i nie zawsze przyjemne, ale przecież nie o przyjemne tu chodzi) i lekceważenie wkładanego zaangażowania. 

Nie wiem, czy wszyscy tak mają, ale myślę, że każdy lubi kiedy jego wysiłki nie idą na marne. A tymczasem w odniesieniu do niektórych jednostek ma się wrażenie, że im bardziej się staramy, tym gorszy osiągamy efekt. Ech. wniosek prosty, należy odpuścić (co też radzą bardziej doświadczone koleżanki). Bo po prostu czasem nie da się nic więcej zrobić.

Mam nadzieję, że to dzisiejsze narzekanie to tylko jakieś przesilenie. Przyjdzie wiosna, pokaże się słonko i od razu zrobi się lepiej. Tymczasem idę słuchać Run to the hills.

wasz belfer

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...