myślograficzne życzenia

myślograficzne życzenia

Jeśli sądzicie, że edukatorzy (nauczyciele, trenerzy i inne osoby związane z edukacją), to zamknięte środowisko, które potrafi tylko narzekać, to jesteście w wielkim błędzie. Dowodzi tego pewna spontaniczna akcja myślograficzna…

Istniej w sieci wiele takich miejsc, w których spotykają się przedstawiciele rożnych środowisk, by rozmawiać na interesujące ich tematy. Jednym z nich jest grupa <Myślografia>. To właśnie tam dzielą się pomysłami, wymieniają spostrzeżeniami, dyskutują zapaleńcy myślenia wizualnego (którego wiele przykładów znajdziecie w moich wcześniejszych wpisach i którym poświęcona jest cała kategoria <myślografia> ).
myślograficzne życzenia
Ponieważ grono jest zacne, a przede wszystkim sympatyczne i stara się być zawsze pomocne, wpadłam na pomysł, by wymienić się uprzejmościami w sposób namacalny, nie tylko wirtualny. I tak narodziła się #akcjaKartka.
O co chodziło? Chętni myślograficy zobowiązali się przygotować własnoręcznie i wysłać kartkę pocztową z życzeniami noworocznymi do losowo wybranej osoby z grupy (aby nie było zamieszania, wcześniej zostało ustalone kto, do kogo pisze). Poczyniwszy stosowne kroki, twórcy zabrali się za rysowanie i już wkrótce mogliśmy oglądać pierwsze, doręczone do skrzynek cudeńka. 
myślograficzne życzenia
Inicjatywa zyskała tak duże zainteresowanie, że już planowane są kolejne edycje. Powstał nawet pomysł, by w każdym miesiącu tworzyć i słać kolejne pozdrowienia. Sami zatem widzicie, że rysowanie może łączyć. W tym przypadku całkiem obcych sobie ludzi z rożnych stron Polski (a nawet spoza granic, bo i tacy chętni się znaleźli).
A Wy lubicie wysyłać i dostawać kartki? A może przeniesiecie pomysł na grunt szklony i spróbujecie wciągnąć swoich uczniów we własną akcję kartkową? 
PS Wszystkie wykorzystane we wpisie kartki pochodzą z I edycji #akcjaKartka . Więcej znajdziecie <tu> .

Szklana pogoda

szklana pogoda

Pogoda pod psem, leje jak z cebra czy szaruga jesienna, to tylko nieliczne pośród określeń oddających to, co zafundował nam listopad. By nie zwariować w domu, uznaliśmy, że to po prostu szklana pogoda i zabraliśmy się za… warsztatowanie 😉

Pierwszy poniedziałek miesiąca to czas, w którym prezentuję w jaki sposób spędzam czas z własnymi dziećmi. Tak się złożyło, że już po raz drugi uczestniczymy w projekcie “Dziecko na warsztat” i dobrze nam z tym. Tematem przewodnim tegorocznej edycji jest hasło: “Tworzymy!”, a że w mijającym listopadzie podstawowym składnikiem działań było szkło, zabraliśmy się za tworzenie lampionów.
szklana pogoda
szklana pogoda
Uczciwie przyznam, że myślałam o tym odkąd weszliśmy w posiadanie malutkich słoiczków, w które pakowane były jogurty (wiem, to dość nietypowy pojemnik, a jednak). Uzbieraliśmy całkiem niezłą kolekcję, ale okazało się, że dzieci niechętnie rozstaną się ze swoimi szklankami (tak, tak, wiele zastosowań znalazły nasze szkiełka), więc ostatecznie wykonaliśmy siedem niebanalnych dodatków wnętrzarskich (z czego największą część zmalowała Panienka).
Pochwyciwszy “magiczne” flamastry, polecone przez niezawodną Martynę (dlaczego są takie świetne, przeczytacie <tu>), zabraliśmy się do dzieła. Szybko okazało się, że tata jest mistrzem prostoty, mama oazą cierpliwości, Panicz ekspresjonistą uczuciowym, a Panienka wulkanem kreatywności połączonej z minimalizmem. Rodzina jak malowana- nic dodać, nic ująć.
szklana pogoda
szklana pogoda
Spróbujecie odgadnąć, kto stoi za każdym z prezentowanych arcydzieł?
PS Dlaczego warto pokusić się o malowanie na szkle z uczniami? To doskonałe ćwiczenie na planowanie przestrzeni (choć trudne, trzeba to zaznaczyć). Dodatkowo młodzi ludzie pracują nad koordynacją między okiem, a ręką. a co najważniejsze: taki rodzaj aktywności wymaga pewnej dozy koncentracji, a mam wrażenie, ze o tę najtrudniej dziś u dzieci. Macie ochotę na działanie? Podzielcie się wynikami 😀 
DZIECKO NA WARSZTAT

Tempo- zmierz się z czasem

tempo

Gra na szybkie myślenie? Emocje, wyścig z czasem i dobra zabawa? Wszystko to znajdziecie w grze “Tempo”. Niby dla starszaków, a jednak świetnie sprawdza się również w pracy z młodszymi dziećmi.

Od jakiegoś czasu testujemy w warunkach domowych “Tempo” od <Granna>. Początkowo planowałam do stołu zaprosić tylko Panicza, który dość dobrze zna już litery, ale czteroletnia Panienka nie dała się “odgonić” ? Modyfikując zasady, dostosowaliśmy założenia do naszych potrzeb. I świetnie!

tempo

W regułach dołączonych do pudełka, napisano, że w ciągu jednej tury uczestnik wymienia tyle słów związanych z literami wskazanymi na planszy, ile uda się wymyślić w ciągu trzydziestu sekund. Klepsydra powinna być ukryta za parawanem, a gracz powinien kierować się wyłącznie własnym wyczuciem. W naszym domu ta zasada nie ma jednak zastosowania. 
Doszliśmy do wniosku, że bardziej zależy nam na treningu kreatywności, niż pilnowaniu czasu. Syn wymienia więc wyrazy dopóki da radę wymyślić, a córka dokonuje wyboru pomiędzy dwoma zaproponowanymi słowami (trenujemy w ten sposób wysłuchiwanie nagłosu). Jak dotąd żadne z dzieci nie narzeka, że ustanowione na nowo reguły są niesprawiedliwe, więc się ich trzymamy.

tempo

W odniesieniu do oryginalnych zasad, planuję zabranie gry do szkoły. Jedyne, co muszę przygotować, to kategorie odpowiednie dla prowadzonych przez siebie zajęć. Mam już kilka pomysłów, ale liczę również na Wasze podpowiedzi. Jak myślicie? Jakie hasła powinni wymyslać uczniowie, aby móc wykorzystać “Tempo” na języku polskim?

<Tu> znajdziecie filmik z naszymi wrażeniami dotyczącymi gry. Spodoba Wam się ?

wasz belfer
grajmy
Projekt <Grajmy>

‘Galop 44’

galop 44

Co by się stało, gdyby dwóch nastolatków przeniosło się nieoczekiwanie do czasów II wojny światowej? I to nie w jakieś spokojne miejsce, a w sam środek Powstania Warszawskiego? Istny galop, życia i śmierci…

Wojtek i Mikołaj to całkiem przeciętni bracia. Dla porządku należy wspomnieć, że nie darzą się zbyt gorącym uczuciem (jeśli jakimś w ogóle, to niechęcią). Starszy, Wojtek, jest uczniem liceum. Z pierwszych kart powieści dowiadujemy się, że ceni sobie święty spokój i z dystansem odnosi się zarówno do poczynań brata, jak i patriotycznych zapatrywań rodziców.
Mikołaj to “żywe srebro”. Niestrudzony poszukiwacz przygód, wiecznie głodny wrażeń, zafascynowany męstwem uczestników walk zbrojnych. Nic więc dziwnego, że kiedy zamiast pośród muzealnych eksponatów, wynurza się na wśród gruzów warszawskiej ulicy w roku 1944, nie ma ochoty na powrót do swoich czasów.

galop 44

Aby nie zdradzać Wam zbyt bardzo fabuły dodam, że chłopcy odnajdą w sobie uczucia, których nigdy by się nie spodziewali. Staną w sytuacjach, które we współczesnym świecie nie miałyby prawa się wydarzyć. O czym zatem pisze Monika Kowaleczko- Szumowska w swojej powieści? O miłości, przyjaźni i lojalności. O poczuciu obowiązku i braku nadziei. Przede wszystkim jednak o tym, jak żyło miasto podczas 63-ech dni walki. Jak się broniło, ale też jak się bawiło (kiedy tylko była ku temu sposobność).

Jeśli zastanawiacie się nad sięgnięciem po ten tytuł, to sądzę, że warto. Oprócz wielu wzruszeń (pamiętajcie, że łatwo doprowadzić mnie do łez, a tym razem lały się rzęsiście), dostarcza z niemal topograficzną dokładnością wiadomości o tym jak wyglądała Warszawa pomiędzy sierpniem a październikiem 1944. Już mam w głowie plan jak wykorzystać ten wątek 🙂 
galop 44

Wszystko jest jednak podane w sposób bardzo wyważony. Historyczne wzmianki są dobrze wkomponowane w fabułę, dzięki czemu całość czyta się z dużą przyjemnością. Uważam, że obok “Kamieni na szaniec”, “Galop 44” stanowi obraz swoich czasów. Dlatego też stanie się wkrótce lekturą obowiązkową moich uczniów.

PS Wykorzystane we wpisie zdjęcia pochodzą z wyprawy do Muzeum Powstania Warszawskiego, o której wkrótce przeczytacie więcej.

Filmowe love-nakręceni na teorię literatury:)

kamera

Minione miesiące upłynęły mi na przygotowaniu rozmaitych projektów, które wystartują we wrześniu. Najwięcej zabawy przynieśli mi <Stworzeni z wyobraźni>. Nakręciłam się na teorię literatury 🙂 

“Stworzeni z wyobraźni” to kreatywny projekt, w ramach którego uczniowie z różnych szkół wspólnie będą pracować nad powieściami. Przewidziałam, że w ciągu dziesięciu miesięcy powstanie dziesięć tekstów w dziesięciu konwencjach (więcej przeczytacie <tu>). I o prezentację konwencji własnie postanowiłam zatroszczyć się w wakacyjne miesiące.
Dlaczego zdecydowałam się na wykonanie takiej dodatkowej pracy? Pomyślałam, że dobrze by było, aby uczniowie mieli małą podpowiedź/ ściągę podczas tworzenia kolejnych fragmentów tekstu projektowego. Oczywiście, mogliby poszukać sami i przeczytać, ale czy muszą? Podjęłam decyzję, że ułatwię im to zadania, tak, aby pisanie powieści było prawdziwą przyjemnością.
Czy łatwo było sprostać wyzwaniu? I tak, i nie 🙂 Przyszło mi zmierzyć się z kwestiami technicznymi (nie mamy kamery, więc wszystkie filmy zostały nakręcone aparatem). Trzeba było zadbać o to, by mikrofon nie był za daleko (inaczej głos brzmiał jak z wiadra), ani za ciemno (kręcone wieczorem odcinki trzeba było rozjaśniać w programie). Przede wszystkim jednak musiałam przełamać obawy przed filmowaniem samej siebie. Okazało się jednak, że wcale nie było tak źle.

filmolove

Filmowanie to jedno, bo czekała mnie jeszcze choćby najskromniejsza obróbka w prostym programie (wybrałam Windows Movie Makera, choć mogłam edytować filmy bezpośrednio na YT). Dołożyłam planszę z logo projektu, napisy, dograłam muzykę (z legalnego źródła). I gotowe. Efekty pracy możecie obejrzeć <tu>.
Mam nadzieję, że doświadczenia filmowe wykorzystam w trakcie, przewidzianych w najbliższy czasie, warsztatów dla nauczycieli “Filmolove”. To dopiero będzie wyzwanie 🙂 Już nie mogę się doczekać.

wasz belfer

Baśnioborskie klimaty

baśniobór

Za siedmioma górami, za siedmioma lasami, stała rezydencja otoczona ogrodami… Tak mogłaby zaczyna się niejedna recenzja, ale gdy dodamy, że ogrody wypełnione są magicznymi stworzeniami, krąg znacznie się zawęża. Tak bardzo, by znaleźć się dokładnie w Baśnioborze.

Na kartach pierwszej z serii powieści Brandona Mull (zatytułowanej po prostu: “Baśnobór”) poznajemy typowe rodzeństwo. Kendra to poukładana, starsza siostra. Dobrze się uczy, a w życiu kieruje się głównie rozsądkiem. Zwykle postępuje ostrożnie, przez co brat często zarzuca jej tchórzostwo. Steh natomiast, stanowi całkowite przeciwieństwo dziewczyny. W szkole radzi sobie przeciętnie, ale bardziej niż na stopniach zależy mu na dobrej zabawie i kumplach.
Kiedy więc ta dwójka trafia na dwutygodniowe, przymusowe wakacje do rzadko widywanych dziadków, możemy się spodziewać wszystkiego najgorszego. A jednak… Szybko okazuje się, że stary dom państwa Sorenson skrywa nie lada tajemnicę. I mimo ostrzeżeń oraz zakazów dziadka, dzieci błyskawicznie orientują się, że miejsce, w którym się znaleźli jest niezwykłe.

Baśniobór

Z czasem dowiadujemy się, że teren, na którym mieszkają dziadkowie, to rezerwat dla magicznych stworzeń. Seth, jak na rozrabiakę przystało, całkiem niechcący doprowadzi do zaognienia sytuacji na linii ludzie- magiczni. I może się okazać, że odwrotu nie będzie.
Kolejne strony przynoszą wiele nieoczekiwanych zdarzeń. Okazuje się, że gigantyczna stodoła skrywa równie gigantycznego mieszkańca, a kura mieszająca w złotej klatce, nie jest tylko kurą. Czego chcieć więcej? Olbrzymów, wiedźm i goblinów? Proszę bardzo! To i wiele innych niespodzianek czeka, aż skusicie się na lekturę.
I choć na okładce określono wiek czytelnika jako 9+, nawet znacznie starsi znajdą dla siebie w środku wiele. Na tyle dużo, by sięgnąć po kolejną i kolejną część. Dacie się namówić?
wasz belfer

Moje Inspir@cje

inspir@cje 2016
<źródło>

Koniec czerwca to czas rozpoczynających się wakacji. Można w końcu zapomnieć o budziku i bezkarnie leniuchować. To zdaje się marzenie wszystkich nauczycieli, ale czy na pewno?

Mijają właśnie niemal dwa tygodnie od czasu, kiedy miałam okazję uczestniczyć w konferencji dla nauczycieli <Inspir@cje 2016>. Być może trudno w to uwierzyć, ale około trzystu nauczycieli z całej Polski przybyło na dwa dni (30 czerwca- 1 lipca) do Biblioteki Narodowej w Warszawie, by posłuchać o dobrych praktykach edukacyjnych.

inspir@cje 2016

Tym bardziej się cieszę, że miałam okazję znaleźć się nie tylko w gronie uczestników, ale również prelegentów tegorocznego spotkania. Wielkie oczekiwani, wielka radość i wielka duma. Tak w skrócie można opisać atmosferę i emocje towarzyszące mi w ciągu obu dni. Niezliczone spotkania ze wspaniałymi, inspirującymi nauczycielami, czerpanie z pokładów pozytywnej energii i niekończące się rozmowy w kuluarach- tego trzeba mi było.

A jeśli chodzi o moje skromne wystąpienie, to musicie wiedzieć, iż był to absolutny debiut przed tak liczną, wyspecjalizowaną publicznością. Na kilka dni przed planowaną prelekcją przygotowałam prezentację. Moim zadaniem było opowiedzieć o ciekawych pomysłach na zajęcia językowe (nieco rozszerzyłam wypowiedź o elementy związane z lekturami). We wspomnianej prezentacji znalazły się więc fotografie przedstawiające moje pomoce dydaktyczne, które łatwo i szybko uatrakcyjniają nawet najmniej interesujące zagadnienie (<tu> znajdziecie zdjęcia ze wszystkich prelekcji).

inspir@cje 2016

Dzięki sztuczkom, zaprezentowanym jeszcze przed wakacjami przez Martę<Project Salsa>, zapanowałam nad nerwami i wygłosiłam to, co miałam do wygłoszenia (dziękuję kochana, miałaś rację, nasze ciało ma wpływ na nasze emocje). Publiczność przyjęła mnie życzliwie, w przerwie pojawiły się gratulacje (to bardzo miłe). Jetem zadowolona 🙂 Na razie nagrania z całej imprezy są niedostępne, ale kiedy tylko Organizatorzy je upublicznią, dam Wam znać. Tymczasem, gdybyście mieli ochotę, zerknijcie do przygotowanej przeze mnie <prezentacji>.
Jeśli w tym roku nie udało Wam się dotrzeć na “Inspir@cje”, musicie koniecznie wybrać się w przyszłym. Ja będę.
wasz belfer

To już wakacje

story cubes

Zaczęły się upragnione przez wszystkich wakacje. Ale czy na pewno to czas wolny od wszelkich zajęć? U nas zapowiadają się dość pracowicie…


W związku z nowym projektem, choć nieco przypadkiem, trafiły do naszego domu kostki <Story cubes>. Dzięki firmie <Rebel> każdy z uczestników <Stworzonych z wyobraźni> został wyposażony w komplet podstawowy i jeden losowy dodatek. Ale tylko mnie mogło się zdarzyć, że w czerwcowym szale wpisałam zamiast adresu szkolnego, domowy 🙂 Wyobraźcie sobie moje zaskoczenie, kiedy kurier zapukał do drzwi, bezcenne.
story cubes
Ale nie o moim gapiostwie wpis ten będzie. Raczej o tym, co z niego wynikło. Otóż, Panicz, a zaraz za nim Panienka, dopadli nowych, interesujących sześcianów i zaczęli dopytywać. Co to jest? A dlaczego są obrazki? Co się z tym robi? I jeszcze jakieś sto innych, które umknęły niezapamiętane. Po dość oględnym wytłumaczeniu, do czego służą kostki, dzieci postanowiły spróbować swych sił.
Pierwszy, rzecz jasna, wystąpił Panicz. Rzucił kostkami, wymyślił historyjkę, a następnie przeszedł do tworzenia na jej podstawie komiksu. Przyznam szerze, że jak na debiut, całkiem nieźle mu poszło. Gdybym miała ją odtworzyć, brzmiałaby mniej więcej tak:
komiks story cubes

Pewien chłopiec, wraz z kolegą, postanowił pograć w planszówki. Zegar tykał, odmierzając czas do rozpoczęcia rozgrywki, kiedy chłopcy biegli z plaży do domu. A tam czekała na nich przygotowana przez mamę, która gotowała pyszny obiad, gra. Tego chłopcom było trzeba.

Panienka ogranicza się na razie do bacznych obserwacji i odgadywania, co przedstawiają umieszczone na ściankach piktogramy (a pomysły ma niesamowite).
Teraz dołóżcie do wymyślania opowieści całodniowy pobyt na półkoloniach i zajęcia logopedyczne. Odpoczywamy w wakacje? Tylko aktywnie 🙂 
wasz belfer

Hokus Pokus, czyli moja czarująca Łódź

Od czasu zeszłorocznego <Carnavalu Sztukmistrzów> w Lublinie pokochaliśmy sztukę uliczną. Kiedy więc okazało się, że w Łodzi zorganizowano podobny festiwal, nie widzieliśmy innej możliwości, niż ta, by wziąć w nim udział.

“Hokus Pokus”, czary marokus… Zapewne znacie to prastare zaklęcie. Nie możecie jednak wiedzieć, że z jego sprawą zwykłe na pozór miasto staje się sceną dla wszelkich sztuk ulicznych. Linoskoczkowie, lalkarze, kataryniarz. Czegóż chcieć więcej?
hokus pokus
Dodatkowo w wyznaczonych miejscach prezentowali swoje show zaproszeni artyści (choć nie oszukujmy się, nikt nie wiedział według jakiego rozkładu się pojawiają, ostatecznie jednak nie to było najważniejsze). W głównym punkcie festiwalu (na Pasażu Schillera) udało nam się zobaczyć akrobacje braci ze <Śpiewających trampków>. Trick z sześciometrową drabiną śmierci okraszony solidną dawką poczucia humoru przykuł naszą uwagę na dłuższą chwilę.
Zdecydowanym faworytem Piskląt zostali jednak członkowie grupy <Szafa Show>. Dyrektor, Panda i strachliwy Ninja. Trio nie do pobicia 😀 Żonglerka płonącymi przedmiotami w połączeniu z wygłupami i angażowaniem w występ publiczności dały iście gorące, zapadające w pamięć widowisko. Panienka jeszcze dziś każe pokazywać sobie wciąż i wciąż zdjęcia z tego wystąpienia.
hokus pokus
Według mnie najbardziej spektakularne przedstawienie dał <Aerial Manx>, którego możliwości znaliśmy wcześniej z filmów zamieszanych w sieci. Ten australijski artysta nie tylko wykazał, że ludzkie ciało niemalże nie zna ograniczeń w gięciu się na różne strony, to jeszcze dodatkowo zahipnotyzował widownię, bawiąc się kryształową kulą. Na koniec zaś połknął miecz i z nim wewnątrz ciała wykonywał akrobacje (ot choćby takie salto w tył, łatwizna). Udowodnił tym samym, że nie ma rzeczy niemożliwych, a wszystko jest jedynie zależne od naszej determinacji i pracy.
hokus pokus
Do wymienionych już atrakcji dołóżcie bańki mydlane, szalonego klauna i pomniejszych performerów prezentujących swe możliwości w różnych punktach Piotrkowskiej. Istna magia. Wiem jedno, chciałabym by <Hokus Pokus> wszedł na stałe do kalendarza imprez miejskich.
PS Jeśli nie widzieliście jeszcze The Rolling Stones na żywo, koniecznie zerknijcie <tu>. Chłopaki postanowili w końcu odwiedzić Łódź i byli jedną z gwiazd festiwalu 😀 
wasz belfer

Zainfekowani bondyzmem :)

bonda

Sobotni wieczór. W mieście odbywa się święto młodości zwane juwenaliami. A ty gdzie jesteś? W bibliotece? Niemożliwe!

4 czerwca odbyła się w całej Polsce II edycja Nocy Bibliotek. W moim pięknym mieście wydarzenie to zostało dodatkowo uświetnione wieloma atrakcja, a największą z nich było spotkanie z Katarzyna Bondą. I jak? Brzmi nieźle?
bonda
Miniony rok był dla mnie czytelniczo wyjątkowy. Po wielu próbach polubiłam w końcu kryminały. A stało się tak ni mniej ni więcej, a za sprawą książki “Tylko martwi nie kłamią” (przeczytacie o niej choćby <tu>). Kiedy więc nadarzyła się okazja na spotkanie z Królową Polskiego Kryminału, nie wahałam się nawet chwili. 
Jaką osobą okazała się być Katarzyna Bonda? Bezpośrednią, ekspresywną i pewną siebie. Do tego należy dołożyć poczucie humoru, wielką pasję i niezwykły warsztat pisarski. A wszystko zmieszczone w filigranowym ciele blondynki. Aż trudno uwierzyć, że ta anielsko wyglądająca osóbka “morduje” z zimną krwią swoich bohaterów. A jednak.
Pochłonęłam wszystkie dostępne pozycje niemal jednym tchem. “Sprawa Niny Frank”, “Florystka”, czy w końcu seria o Saszy Załuskiej. Nie potrafiłabym wskazać, która z nich podobała mi się najbardziej. Wiem jednak za co je lubię. A za co? Za to, że rozwiązanie często zaskakuje. Za to, że bohaterowie nie są sztampowi i papierowi. No i przede wszystkim za piękny, bogaty język. Czegóż chcieć więcej?
bonda
Jeśli nie mieliście jeszcze przyjemności spotkać najlepszego profilera polskich pisarzy, koniecznie sprawdźcie, czy nie pojawi się w Waszej okolicy. Warto pójść i posłuchać o tym, jak powstają opowieści. A najnowsza rozgrywa się właśnie w Łodzi. Przebieram nóżkami czekając na premierę 😀
PS Zdjęcia pisarki udostępniła na potrzeby wpisu Magda z <Save the magic moments>, która dzielnie towarzyszyła mi w spotkaniu. Dzięki Madzia!

PPS Kubo Ćwieku, nie czuj się zagrożony. Nadal jesteś moim ulubionym autorem 😀