lektura na całe życie

czytaj z nami

Szkolne lektury posiadają jedną zasadnicza właściwość: dzielą czytelników na tych, którzy je uwielbiają i tych, którzy nie mogą na nie patrzeć. Niektóre pozycje z kanonu podobają się nam, inne wprawiają w osłupienie, a jeszcze inne doprowadzają do sytuacji, w której marzymy by już nigdy nie musieć sięgać po inne teksty określonego autora.

W ramach akcji “Czytaj z nami”, zorganizowanej przez Magdę z <Save the magic moments> w ramach wymiany doświadczeń czytelniczych członków grupy <Przeczytaj i podaj dalej>, zaprosiłam trzy dziewczyny do zaprezentowania ulubionych lektur. Specjalnie dla Was Magda, Marzena i Weronika stworzyły recenzje. Zobaczcie, które ze  szkolnych książek utkwiły im szczególnie w pamięci.
save the magic moments

“Niechaj więc żywi nie tracą nadziei
(…)
A jeśli trzeba na śmierć idą po kolei
Jak kamienie przez Boga rzucane na szaniec”
Szkoła uczy albo miłości, albo nienawiści do książek. A wszystko zależy nie tyle od doboru literatury, co osobowości nauczyciela. W podstawówce miałam wspaniałą nauczycielkę języka polskiego. Kobieta niezwykła, która nie zamykała się w szablonie, nie zmuszała do jedynej słusznej interpretacji. Sięgała po więcej, pozwalała na więcej. Zachęcała do samodzielnego myślenia, do odnoszenia się do własnych uczuć i emocji. Za to ją kochałam. Nauczyła mnie czytać książki i czerpać z nich radość, ufać swoim odczuciom, a jednocześnie otwierać się na sposób rozumowania innych oraz intencje autora. 

Jak każda kobieta zapytana o najukochańszą lekturę, wymienię “Anię z Zielonego Wzgórza” Lucy Maud Montgomery. To chyba nie budzi wątpliwości. Nie chciałabym być jednak w tym temacie banalna, dlatego wybrałam pierwszą lekturę, która wywołała we mnie falę nieznanych emocji. Były to niewątpliwie “Kamienie na Szaniec” Aleksandra Kamińskiego. 

Powieść niezwykła, bo nie będąca wytworem wyobraźni autora, a oparta na faktach. Co więcej faktach znanych autorowi. Powieść wybitna, bo wbrew fabule, wzbudzająca optymizm i falę ciepłych emocji zamiast przerażenia i nienawiści. Powieść niewiarygodna w swej prawdziwości. 

“Kamienie na szaniec” to książka ze wszech miar rzeczywista, stanowiąca zapis prawdziwych wydarzeń. To prawdziwy dokument, któremu nadano niezwykle plastyczną formę opowieści. Autor ma nieprawdopodobnie lekkie pióro, pięknie zarysowuje charaktery i dzieje głównych bohaterów. Alka, Rudego i Zośki nie sposób nie pokochać. Problem mam przy wybraniu ulubionej postaci. Nie umiem się zdecydować, który z opisanych mężczyzn przypadł mi najbardziej do gustu, z którym chciałabym się zaprzyjaźnić, który byłby najbliższy mojemu sercu. Są dla mnie nierozdzielni. Niczym święta trójca, gdzie jeden uzupełnia drugiego, gdzie każdy ma wpływ na osobowość i rozwój drugiego. Mentalnie dla mnie nierozłączni. 

Płakałam przy śmierci każdego z nich. Śmierci, która wydawała mi się niesprawiedliwa, bo jak mógł polec tak cudowny człowiek. A jednak właśnie tacy wspaniali ludzie ginęli, choć ich śmierć była czysta i pełna godności, bohaterska. Śmierć, która pozostawiła wielką pustkę, a która stanowiła dowód wielkiego ducha, męstwa, patriotyzmu, poczucia misji. Śmierć przez dzisiejszą młodzież kompletnie nie rozumiana i bezsensowna. 

kamienie na szaniec

“Kamienie na szaniec” dla mnie są przepięknym zapisem życia i śmieci młodych ludzi. Ich rozwoju, nie tylko intelektualnego, ale również świadomości narodowej, poczucia przynależności, niezwykłego hartu ducha, odwagi, męstwa. To przepiękna historia prawdziwej, silnej przyjaźni oraz braterstwa. To historia dojrzewania, budowania więzi i poczucia obowiązku. Pojęć dziś jakże nam dalekich i abstrakcyjnych. To również przepiękna lekcja poczucia polskości, patriotyzmu, odpowiedzialności za los ojczyzny. Prawdziwa lekcja pokory. 

Największą zaletą książki jest niezwykły talent autora do budowania przywiązania do postaci. Ich swojskość, ich realność. Psychologiczne i psychiczne aspekty tej książki są jej niezwykłymi walorami. Sprawiają, że pomimo okrucieństwa i zła czasów II Wojny Światowej, pomimo grozy i bezduszności tych czasów, książka pozostawia w Nas uczucie dumy, wzniosłości, szacunku, podziwu dla poświęcenia młodych ludzi, ich szlachetności i czystości charakterów. Zachwyt nad ich niezwykłością. 

Zapis historyczny Kamińskiego to jedna z piękniejszych i najbardziej wartościowych lektur. Książka, która ma szansę trafić do młodego odbiorcy z najważniejszym przesłaniem, jakim jest miłość do ojczyzny oraz konieczność mądrego i świadomego kształtowania swojego charakteru.

matka puchatka


Lektury szkolne były dla mnie złem koniecznym, które zawsze spędzało mi sen z powiek, rodziło bunt i niechęć. Nie byłam grzeczną dziewczyną, która pilnie odhaczała kolejne rozdziały. Wszystko we mnie rwało się do odkrywania rzeczywistości, ale na drodze ku realnym wędrówkom zawsze stała jakaś Lalka, Krzyżacy czy inne Nad Niemnem. Czytałam bez serca, wspierałam się opracowaniami (wstyd!) i tak organizowałam sobie czas, żeby poświęcać się temu minimalnie, a potem zaliczyć klasówkę i więcej nie zawracać sobie głowy duperelami. Wyciąganie wniosków z tego, co mówili inni, opanowałam niemalże do perfekcji. Trwało to bardzo długo – przez całą szkołę podstawową, aż do końca trzeciej klasy liceum. 

Potem coś we mnie pękło. Nie wiem, czy można mówić tu o ulubionej lekturze szkolnej, bo trudno w stosunku do literatury obozowej użyć stwierdzenia „lubię to”, ale jest taka książka, która całkowicie odmieniła mój stosunek do czytania, otwierając przede mną drzwi do literackiego świata. Opowiem Wam o książce szczególnej, o “Medalionach” Zofii Nałkowskiej; osiem opowiadań, które całkowicie odmieniły mój czytelniczy los. 

medaliony
Zastanawiałam się, jak podejść do tego tematu i postanowiłam, że nie będę rozkładać tego okrucieństwa na części pierwsze. Każde opowiadanie niesie treści, które nigdy nie powinny się wydarzyć. Wszyscy orientujemy się w sytuacji, mniej lub bardziej. Każdy z nas zetknął się lub zetknie z literaturą obozową i chyba nie ma żadnego sposobu na to, by pozostać na te obrazy obojętnym, by przejść nad tym całym cierpieniem i bezwzględnością do porządku dziennego. Nie potrafiłam zrobić tego wtedy, nie potrafię i teraz, a jednak nie żałuję. Weszłam w świat tak dla mnie niepojęty, że kompletnie nie potrafiłam się w nim odnaleźć, wszystkie inne wydały mi się błahe. Tak potężnej dawki emocji – również tych niezwykle pozytywnych, które błyszczały wśród paskudztwa jak szlachetne perełki – wrażeń i refleksji nie doświadczyłam nigdy wcześniej. 

Myślę, że kolejność była tu nieistotna. Gdybym najpierw czytała Borowskiego czy Herlinga-Grudzińskiego, to właśnie o książkach tych autorów wspomniałabym dziś, ale “Medaliony” były pierwsze na liście „do przerobienia”. Niezapomniane, mocne, bolesne, prawdziwe. To dzięki tej lekturze zrozumiałam, że tego zła koniecznego nie trzeba tylko „zaliczyć”, ale że czytanie może znaczyć dużo więcej. Dopiero potem, kiedy już nie musiałam, ale chciałam, sięgnęłam po “Mistrza i Małgorzatę”, przeczytałam “Zbrodnię i karę”, odkryłam na nowo mity greckie i “Małego Księcia”. Lepiej późno niż wcale? Chyba trzeba było aż tyle, bym zrozumiała, że warto…

fan of books

<Weronika>

Jaka jest moja ulubiona lektura? Nie jestem pewna czy w pełni mogę odpowiedzieć na to pytanie, ponieważ jestem dopiero w drugiej klasie gimnazjum… Wydaje mi się, że jestem najmłodszym członkiem grupy Jednak mimo tego, że nie czytałam pewnej części lektur, pozostałe jeszcze dobrze pamiętam, tak więc mogę opowiedzieć o tej, która mi się najbardziej spodobała. Nie przepadam za pozycjami podobnymi do „Krzyżaków” lub „Dziadów”, tak więc bardzo się ucieszyłam, gdy przed ostatnimi świętami nauczycielka powiedziała nam, abyśmy czytali „Opowieść Wigilijną”. W końcu, po dłuższym czasie, coś w postaci normalnej książki, nie sztuki! 


Za lekturę zabrałam się jakoś na tydzień przed świętami i prawie całą przeczytałam w jeden wieczór. W książce się zakochałam! Była lepsza niż wiele współczesnych pozycji. Oczarował mnie klimat świąt, który dało się odczuć w całej powieści. Historię zawartą w książce chyba każdy zna, opowieść o skąpym Scrooge’u widzieliśmy w prawie każdej odsłonie- w uniwersum Barbie czy nawet Flinstonów. Co mnie zdziwiło w tej powieści? Najbardziej chyba styl, którym pisał Dickens, ponieważ książka pomimo tego, że została napisana w IXX wieku jest bardzo uniwersalna. Zamiast bogatego Scrooge’a moglibyśmy widzieć zgorzkniałego biznesmena- historia dalej byłaby taka magiczna i prawdziwa.

W książkach, filmach lub serialach uwielbiam bohaterów, którzy przechodzą przemianę- na początku poznajemy ich złe strony, jednak wraz z rozwojem akcji możemy zauważyć ich przemianę. Uwielbiam to! Dzięki temu można uwierzyć, że każdy człowiek ma w sobie jakąś iskrę dobra, którą może wykorzystać. I taka właśnie jest postać Scrooge’a, którą bardzo polubiłam.

Książka sama w sobie była magiczna i wydaje mi się, że jak dotąd była to jedyna lektura, która tak mnie pochłonęła. Dlatego polecam przeczytać ten klasyk każdemu, na chwile przed świętami, aby znów poczuć urok świąt.

A Wy? Macie swoją ulubioną lekturę? Albo taką, która zrobiła na Was szczególne wrażenie? Koniecznie podzielcie się tytułem.

asia krzemińska


‘Galop 44’

galop 44

Co by się stało, gdyby dwóch nastolatków przeniosło się nieoczekiwanie do czasów II wojny światowej? I to nie w jakieś spokojne miejsce, a w sam środek Powstania Warszawskiego? Istny galop, życia i śmierci…

Wojtek i Mikołaj to całkiem przeciętni bracia. Dla porządku należy wspomnieć, że nie darzą się zbyt gorącym uczuciem (jeśli jakimś w ogóle, to niechęcią). Starszy, Wojtek, jest uczniem liceum. Z pierwszych kart powieści dowiadujemy się, że ceni sobie święty spokój i z dystansem odnosi się zarówno do poczynań brata, jak i patriotycznych zapatrywań rodziców.
Mikołaj to “żywe srebro”. Niestrudzony poszukiwacz przygód, wiecznie głodny wrażeń, zafascynowany męstwem uczestników walk zbrojnych. Nic więc dziwnego, że kiedy zamiast pośród muzealnych eksponatów, wynurza się na wśród gruzów warszawskiej ulicy w roku 1944, nie ma ochoty na powrót do swoich czasów.

galop 44

Aby nie zdradzać Wam zbyt bardzo fabuły dodam, że chłopcy odnajdą w sobie uczucia, których nigdy by się nie spodziewali. Staną w sytuacjach, które we współczesnym świecie nie miałyby prawa się wydarzyć. O czym zatem pisze Monika Kowaleczko- Szumowska w swojej powieści? O miłości, przyjaźni i lojalności. O poczuciu obowiązku i braku nadziei. Przede wszystkim jednak o tym, jak żyło miasto podczas 63-ech dni walki. Jak się broniło, ale też jak się bawiło (kiedy tylko była ku temu sposobność).

Jeśli zastanawiacie się nad sięgnięciem po ten tytuł, to sądzę, że warto. Oprócz wielu wzruszeń (pamiętajcie, że łatwo doprowadzić mnie do łez, a tym razem lały się rzęsiście), dostarcza z niemal topograficzną dokładnością wiadomości o tym jak wyglądała Warszawa pomiędzy sierpniem a październikiem 1944. Już mam w głowie plan jak wykorzystać ten wątek 🙂 
galop 44

Wszystko jest jednak podane w sposób bardzo wyważony. Historyczne wzmianki są dobrze wkomponowane w fabułę, dzięki czemu całość czyta się z dużą przyjemnością. Uważam, że obok “Kamieni na szaniec”, “Galop 44” stanowi obraz swoich czasów. Dlatego też stanie się wkrótce lekturą obowiązkową moich uczniów.

PS Wykorzystane we wpisie zdjęcia pochodzą z wyprawy do Muzeum Powstania Warszawskiego, o której wkrótce przeczytacie więcej.

Baśnioborskie klimaty

baśniobór

Za siedmioma górami, za siedmioma lasami, stała rezydencja otoczona ogrodami… Tak mogłaby zaczyna się niejedna recenzja, ale gdy dodamy, że ogrody wypełnione są magicznymi stworzeniami, krąg znacznie się zawęża. Tak bardzo, by znaleźć się dokładnie w Baśnioborze.

Na kartach pierwszej z serii powieści Brandona Mull (zatytułowanej po prostu: “Baśnobór”) poznajemy typowe rodzeństwo. Kendra to poukładana, starsza siostra. Dobrze się uczy, a w życiu kieruje się głównie rozsądkiem. Zwykle postępuje ostrożnie, przez co brat często zarzuca jej tchórzostwo. Steh natomiast, stanowi całkowite przeciwieństwo dziewczyny. W szkole radzi sobie przeciętnie, ale bardziej niż na stopniach zależy mu na dobrej zabawie i kumplach.
Kiedy więc ta dwójka trafia na dwutygodniowe, przymusowe wakacje do rzadko widywanych dziadków, możemy się spodziewać wszystkiego najgorszego. A jednak… Szybko okazuje się, że stary dom państwa Sorenson skrywa nie lada tajemnicę. I mimo ostrzeżeń oraz zakazów dziadka, dzieci błyskawicznie orientują się, że miejsce, w którym się znaleźli jest niezwykłe.

Baśniobór

Z czasem dowiadujemy się, że teren, na którym mieszkają dziadkowie, to rezerwat dla magicznych stworzeń. Seth, jak na rozrabiakę przystało, całkiem niechcący doprowadzi do zaognienia sytuacji na linii ludzie- magiczni. I może się okazać, że odwrotu nie będzie.
Kolejne strony przynoszą wiele nieoczekiwanych zdarzeń. Okazuje się, że gigantyczna stodoła skrywa równie gigantycznego mieszkańca, a kura mieszająca w złotej klatce, nie jest tylko kurą. Czego chcieć więcej? Olbrzymów, wiedźm i goblinów? Proszę bardzo! To i wiele innych niespodzianek czeka, aż skusicie się na lekturę.
I choć na okładce określono wiek czytelnika jako 9+, nawet znacznie starsi znajdą dla siebie w środku wiele. Na tyle dużo, by sięgnąć po kolejną i kolejną część. Dacie się namówić?
wasz belfer

Zainfekowani bondyzmem :)

bonda

Sobotni wieczór. W mieście odbywa się święto młodości zwane juwenaliami. A ty gdzie jesteś? W bibliotece? Niemożliwe!

4 czerwca odbyła się w całej Polsce II edycja Nocy Bibliotek. W moim pięknym mieście wydarzenie to zostało dodatkowo uświetnione wieloma atrakcja, a największą z nich było spotkanie z Katarzyna Bondą. I jak? Brzmi nieźle?
bonda
Miniony rok był dla mnie czytelniczo wyjątkowy. Po wielu próbach polubiłam w końcu kryminały. A stało się tak ni mniej ni więcej, a za sprawą książki “Tylko martwi nie kłamią” (przeczytacie o niej choćby <tu>). Kiedy więc nadarzyła się okazja na spotkanie z Królową Polskiego Kryminału, nie wahałam się nawet chwili. 
Jaką osobą okazała się być Katarzyna Bonda? Bezpośrednią, ekspresywną i pewną siebie. Do tego należy dołożyć poczucie humoru, wielką pasję i niezwykły warsztat pisarski. A wszystko zmieszczone w filigranowym ciele blondynki. Aż trudno uwierzyć, że ta anielsko wyglądająca osóbka “morduje” z zimną krwią swoich bohaterów. A jednak.
Pochłonęłam wszystkie dostępne pozycje niemal jednym tchem. “Sprawa Niny Frank”, “Florystka”, czy w końcu seria o Saszy Załuskiej. Nie potrafiłabym wskazać, która z nich podobała mi się najbardziej. Wiem jednak za co je lubię. A za co? Za to, że rozwiązanie często zaskakuje. Za to, że bohaterowie nie są sztampowi i papierowi. No i przede wszystkim za piękny, bogaty język. Czegóż chcieć więcej?
bonda
Jeśli nie mieliście jeszcze przyjemności spotkać najlepszego profilera polskich pisarzy, koniecznie sprawdźcie, czy nie pojawi się w Waszej okolicy. Warto pójść i posłuchać o tym, jak powstają opowieści. A najnowsza rozgrywa się właśnie w Łodzi. Przebieram nóżkami czekając na premierę 😀
PS Zdjęcia pisarki udostępniła na potrzeby wpisu Magda z <Save the magic moments>, która dzielnie towarzyszyła mi w spotkaniu. Dzięki Madzia!

PPS Kubo Ćwieku, nie czuj się zagrożony. Nadal jesteś moim ulubionym autorem 😀 

jak nie czytam, jak czytam

czytam, bo

10 czerwca odbędzie się bicie rekordu w liczbie osób czytających w jednym momencie. Nie mogło zabraknąć mnie i moich uczniów na tym doniosłym wydarzeniu 🙂

Jeśli tylko nadarzy się okazja, aby zachęcać dzieciaki do czytania, wchodzę w to. Nie inaczej będzie przy najbliższej edycji akcji <jak nie czytam, jak czytam>. Czasopismo <Biblioteka w szkole>, które jest inicjatorem całego przedsięwzięcia,  postanowiło sprawić, że czytanie stanie się modne. I zadać tym samym kłam twierdzeniu, że młodzi ludzie nie czytają książek.
żywe okładki
Cała zabawa polega na tym, by w piątek 10 czerwca zebrać się o godz. 10 i wspólnie czytać. Im więcej osób, tym lepiej. Nie byłaby jednak sobą, gdyby na takim epizodzie się zakończyło. Natychmiast zaplanowałam mini projekty towarzyszące, a wśród nich “Żywe okładki”(pomysł ten podsunęła mi jakiś czas temu <Pani Kowalska> ).
Poprosiłam, żeby każdy z moich uczniów wybrał swoją ulubioną książkę i dokładnie obejrzał jej okładkę. Następnie, wykonamy w szkole fotografie (w roli modeli- młodzi ludzie), które, po drobnej obróbce w programie graficznym, będą naszą wersją istniejącej już obwoluty. Zdjęcia częściowo mamy gotowe, czas na działania komputerowe i w piątek obejrzymy efekty (dziś maleńka próbka i tak, wiem, że nie wyglądam jak pani z oryginału). 
czytam, bo
Kolejnym z elementów prezentowanych w trakcie piątkowego zgromadzenia będzie kolaż złożony z haseł dotyczących czytania. Praca ta powstała w oparciu o pomysł <wycinków z termosu>, z tym, że każdy wers musiał w jakiś sposób wiązać się z literaturą (często autorzy zestawień musieli naprowadzać odbiorcę na właściwy trop, ale uważam, że całkiem dobrze poradzili sobie z zadaniem).
czytam, bo
W zanadrzu mamy jeszcze akcję: przyłapani na czytaniu (czyli fotografowanie uczniów, którzy spędzają przerwę nad książką, niekoniecznie przedmiotową; fotki trafiają do specjalnego albumu na stronie szkoły) i zbiórkę książek (w każdym domu znajdują się takie tomy, po które już nigdy nie sięgniemy, dajmy im szansę na drugie życie). Myślę, że nasz program tygodnia z literaturą jest dość napięty. A jak sprawa wygląda u Was? Dołączacie do akcji?

PS Tu obejrzycie wszystkie nasze okładki 🙂 

Przeczytaj i podaj dalej

przeczytaj i podaj dalej

Lubicie czytać? Trafiacie czasem na książkę, która Was nie zachwyciła i bez większego żalu oddalibyście ją w “dobre ręce”? A może wprost przeciwnie: urzekła Was pewna historia i chcecie podzielić się nią z całym światem? Koniecznie dołączcie do akcji <Przeczytaj i podaj dalej>.

Dwie wspaniałe dziewczyny: Magda z <Save the magic moments>, oraz Kasia z <Books and Babies>, wymyśliły, aby zorganizować między-blogową wymianę książkową. Popatrzyłam na regał, z którego wylewają się niemal kolejne tomy i postanowiłam dołączyć (szczegóły akcji znajdziecie np. <tu>). A nuż znajdę coś interesującego dla siebie?
przeczytaj i podaj dalej

Być może lista moich propozycji nie będzie długa, za to dość specyficzna (prawie sama fantastyka lub kryminały). Zerknijcie sami.

przeczytaj i podaj dalej
  1. Agata Christie “Przyjdź i zgiń” (Wydawnictwo Dolnośląskie); -> wymienione
  2. Emily Rodda “Pas deltory. Puszcze milczenia” (Literacki Egmont);
  3. Aneta Jadowska “Bogowie muszą być szaleni” (Fabryka Słów);
  4. Marcin Mortka “Dom pod pękniętym niebem” (Zielona Sowa);
  5. Agata Kołakowska “Patrycja” (Prószyński i S-ka);
  6. Greg Baxter “Lotnisko w Monachium” (Czwarta strona); -> wymienione
  7. Becca Fitzpatrick “Szeptem” (Wydawnictwo Otwarte); -> wymienione
  8. Becca Fitzpatrick “Crescendo” (Wydawnictwo Otwarte).
I jak? Znajdą się chętni do wymiany? Jeśli coś Was zainteresowało, odezwijcie się do mnie (przez wiadomość lub w komentarzu pod wpisem). A może dołączycie do akcji i podzielicie się swoimi zbiorami? Jest jeszcze chwila 🙂 
wasz belfer

‘Szkolne wyzwania. Jak mądrze wspierać dziecko w dorastaniu?’

szkolne wyzwania

Jeśli jesteś rodzicem, którego dziecko właśnie rozpoczyna szkolną przygodę, prawdopodobnie odczuwasz rożne lęki. Zastanawiasz się, czy maluch sobie poradzi? Czy znajdzie przyjaciół? Jaki będzie nowy nauczyciel? Być może będę mogła Ci pomóc.

Na część z postawionych wyżej pytań odpowie książka Moniki Gregorczuk i Barbary Kołtyś “Szkolne wyzwania. Jak mądrze wspierać dziecko w dorastaniu”. Przyznam, że z ogromną ciekawością zabrałam się za jej lekturę i nie żałuję. Choć nie ze wszystkim, co w niej napisano się zgadzam.
W trakcie czytania towarzyszyła mi ciągle podwójna perspektywa. Z jednej strony jestem rodzicem, z drugiej nauczycielem. I jeśli chodzi o odczucia matki: gdybym nie miała pojęcia o tym, co to gotowość szkolna i jak pomóc dziecku w jej osiągnięciu, tu znalazłabym podpowiedź. Autorki dość obrazowo ilustrują swoje wskazówki konkretnymi przykładami zabaw i ćwiczeń. Zwracają uwagę na typowe zachowania młodego człowieka i sposoby radzenia sobie z nimi. 
Z całą pewnością pozycja ta rozjaśniłaby moje wątpliwości związane z problemem dysleksji i dyskalkulii. Specyficzne trudności w nauce dotykają coraz większą grupę dzieci i dobrze, żeby rodzice wiedzieli jak i kiedy ewentualnie reagować, na co zwrócić uwagę.
Porusza również kwestię Zespołu Aspergera oraz ADHD. Tak jedna jak i druga przypadłość jest uciążliwa zarówno dla samego dziecka jak i jego dla otoczenia. Nawet jeśli nasze dziecko nie jest żadną z nich objęte, warto mieć świadomość, że być może ten  jego kolega z ławki, który notorycznie przemieszcza się po klasie i przeszkadza, nie jest zwyczajnie niegrzeczny. Być może za takim zachowaniem kryje się coś, o czym nie wiemy. 
szkolne wyzwania
Z drugiej jednak strony: jestem nauczycielem. Nie sposób o tym zapomnieć. Zobaczywszy tytuł rozdziału: “Czy można polubić nauczyciela?” ucieszyłam się. Wcześniejsze treści wskazywały na to, że twórcy książki powiedzą: owszem, jest wielu wspaniałych pedagogów. Niestety tak się nie stało. 
W moim odczuciu nauczyciele zostali tu pokazani dość jednostronnie. Jako ci, którzy bywają niesprawiedliwi, krytykują albo są całkiem obojętni na problemy ucznia. Trudno mi z taką diagnozą się zgodzić. Oczywiście, istnieją tacy, ale istnieją również tacy, którzy się angażują, dbają o swoich wychowanków, interesują. Zabrakło mi choćby połowy zdania na temat takiej postawy nauczycielskiej braci.
Dla kogo zatem są “Szkolne wyzwania”? W mojej opinii głównym odbiorcą powinni być rodzice i młodzi nauczyciele. Książka dość dobrze pokazuje jak i dlaczego dziecko sześcioletnie będzie się zachowywać w ławce (słuchając różnych opowieści nie jestem pewna, czy wszyscy nauczyciele to wiedzą). Myślę również, że po jej przeczytaniu łatwiej do własnego dziecka dotrzeć.
Bardzo często zdarza się nam, rodzicom, zapomnieć o tym, że ten młody człowiek to nie mikroskopijny dorosły, a odrębny, nieukształtowany jeszcze organizm. Wydaje się nam, że taki pierwszoklasista, to powinien być już całkiem poważny i nie przystojną mu wygłupy oraz pewna niefrasobliwość w zachowaniu.
Nic bardziej mylnego. Sześcio- czy siedmiolatek ma pełne prawo do gwałtownego okazywania emocji, których nie potrafi rozpoznać i nazwać. Taki uczeń wchodzi właśnie w najważniejszy etap w swoim życiu, etap kształtowania osobowości, ale również nabywania wiedzy. A naszym zadaniem jest pomóc mu przejść przez ten czas w poczuciu bezpieczeństwa. I o tym przede wszystkim jest książka.
PS Raził mnie jeszcze taki mały szczegół. Od kilku lat nie funkcjonuje już ocena “mierna”, którą zastąpiono “dopuszczającą”. Niby to drobiazg, ale warto byłoby to poprawić, drogie Autorki.
wasz belfer

‘Tajemnica diamentów’

Lasse i Maja

Lasse i Maja to bohaterowie dość znanej <serii krymianłów> dla dzieci. Młodzi ludzie uczęszczja wspólnie do szkoły, a w wolnych chwilach rozwiązują zagadki. 

Tym razem do dwojga przyjaciół przychodzi miejscowy jubiler, zmartwiony niewyjaśnionymi kradzieżami diamentów. Muhammad Karat (bo tak nazywa się nowy klient sympatycznej pary detektywów), nie znajdując innego rozwiązania, prosi o pomoc Lassego i Maję.

tajemnica diamentów

Dzieci, aby móc lepiej przyjrzeć się pracownikom sklepu , podejmują pracę u Muhhamada. Korzystając z kilku forteli, ryzykując że zostaną zdemaskowani, czy w końcu, dopuszczając się małego kłamstwa, małolaty doprowadzają sprawę do końca. Czy zleceniodawca będzie zadowolony z efektów? Kto okaże się złodziejem? Sprawdźcie sami 🙂 

Dlaczego spodobała nam się tak książka? Otóż: druk jest dość duży, zdania proste, a fabuła wciągająca. Rozdziały nie ciągną się w nieskończoność, tak, że dziecko zaczynające swą czytelniczą przygodę, spokojnie daje radę poznać za jednym razem cały . 
Lasse i Maja

Dodatkowym atutem są sami bohaterowie. Lasse i Maja to dzieciaki w wieku szkolnym, z którymi spokojnie można się identyfikować. Nie posiadają żadnych super mocy. Są po prostu dociekliwi i lubią rozwiązywać zagadki. 
Poza tym, każde kiedyś chciał być detektywem 🙂 Czyż nie? Z przyjemnością sięgniemy po kolejne tomy.

‘Piotruś Pan i Wendy’

Piotruś Pan i Wendy

Szalona przygoda? To możliwe. Nawet bez wychodzenia z domu. Wystarczy sięgnąć po dobrą książkę 🙂 

Nie znam osoby, która na pytanie o Piotrusia Pana, odpowiedziałaby: nie znam gościa. Za sprawą licznych filmów, a może przede wszystkim bajek, jest on postacią równie rozpoznawalną, co wróżka Dzwoneczek (która doczekała się nawet własnej serii animacji). Kłopot pojawia się wtedy, gdy pytamy:

A książkę Barriego znasz?

Prawdopodobnie część rozmówców zrobi wielkie oczy (jakoś nie przyszło im do głowy, że pierwowzór niesfornego chłopca znajduje się w literaturze). Inni stwierdzą, że poznali urwisa na tyle dobrze, że nie potrzebują o nim czytać. W końcu znajdą się i tacy, którzy zastanowią się chwilę i dojdą do wniosku, że warto byłoby ją poznać. 
Piotruś Pan i Wendy
Tak się złożyło, że Belfer znalazł się w ostatniej grupie (cóż za zaskoczenie). Będąc wielką fanką “Chłopców” Ćwieka, miałam okazję uczestniczyć w <spotkaniu autorskim>, podczas którego wspomniana książka Barriego kilkukrotnie została przywołana. Pomyślałam sobie: skoro Kuba wskazuje na źródło swojej inspiracji, przydałoby się to źródło poznać).
W niedalekiej przyszłości do Magicznego Domu zawitał pięknie wydany wolumin. Sztywna oprawa z przepięknymi ilustracjami Roberta Ingpena oraz grube, pachnące nowością stronice zachęcały do lektury.
Piotruś Pan i Wendy
Daruję sobie wyszczególnianie elementów, które zostały przez Kubę zaczerpnięte z utworu Barriego (nie w tym wszak rzecz, dociekliwi sprawdzą sami). Dość, że napiszę, iż przygody Piotrusia które znalazłam na kartach powieści, różnią się od znanych mi dotąd przekazów. Na literacki pierwowzór nie nałożono kilogramów lukru, które miałyby zachęcić czytelników do podążania za bohaterami (i bez nich trudno oderwać się od powieści). Zapodziani chłopcy, choć nadal emanują niewinnością, zdają się mniej beztroscy (szczególnie, gdy nie ma z nimi Piotrusia). Wendy sprawia wrażenie zmęczonej obowiązkami (udając cały czas mamę, staje się nią nie tylko na niby), a Dzwoneczek ani odrobinę nie jest kuszącą chichotką z obrazów Disneya (powiedziałabym nawet, że jest jej zaprzeczeniem).
Piotruś Pan i Wendy
Największa jednak różnica tkwi w samym Piotrusiu. Charakter tego bohatera właściwie niewiele różni się od osobowości Pirata. Robi tylko to, na co ma ochotę, bywa bezsensownie okrutny i dba wyłącznie o swoją wygodę. Przede wszystkim kocha zabawę (przerażeniem napawa go fakt, że chłopcy mogliby zacząć uważać, że naprawdę jest ich ojcem). Mam wrażenie, że nie zdaje sobie sprawy z tego, że zadaje innym cierpienie. Wszystko traktuje w kategoriach wygłupu.
Poznawszy historię nicponia z Nibylandii wiem, dlaczego jest tak atrakcyjna jako źródło natchnienia. W gruncie rzeczy to opowieść o odwiecznych ludzkich pragnieniach. Kto z nas bowiem nie chciałby przeżyć choć jednego dnia tak wspaniałych, beztroskich przygód?

Rok z książkami

rok z książkami

Miniony właśnie rok był pod wieloma względami niezwykły. Zaskakiwał, dawał do myślenia, bawił, czasem smucił. Pod jednym szczególnie względem był wyjątkowy. Polubiłam kryminały 😀 


Nim jednak do tego doszło, upłynęło sporo wody. Na fali <Ogólnopolskich Wyborów Książek> sięgnęła po tytuły, które do tej pory odsuwałam od siebie. Trudno było mi zaakceptować, że Martin zawładnął wyobraźnią młodych ludzi. Siadłam jednak i pierwszy tom “Pieśni ognia i lodu” przeczytałam (wrażenia z lektury znajdziecie <tu> ).

Trzeba było przeprosić się również z Andrzejem Sapkowskim, czy poznać Riordana (pamiętajcie, że nie oglądam telewizji, więc filmowe przygody Peryseusza Jacksona były mi całkiem obce). Ten drugi nawet przypadł mi do gustu i z chęcią pochłonęłam wszystkie pięć części sagi o niezwykłym synu Posejdona.

I kiedy zaczynałam po woli dochodzić do wniosku, że poznałam już wszystko, co mogłam i chciałam, natrafiłam na powieść Katarzyny Bondy. Co prawda na rzeczonej liście lektur jej nie było, ale okazyjnie wpadła w moje ręce. I przepadłam.

rok z książkami
W ciągu półtora miesiąca przeczytałam wszystkie dostępne opowieści tej niezwykłej pisarki. I wciąż mi mało (a kolejne tomy dopiero we wrześniu 2016, dobrze chociaż, że akcja osadzona będzie w moim rodzinnym mieście, hehe). Zauroczył mnie podkomisarz Meyer, któremu dorównuje charakterem Sasza Załuska. Bohaterowie z krwi i kości. Ludzcy w swoich słabostkach, doskonali w niedoskonałościach. Targani przeczuciami, kierujący się intuicją. Pan i pani profiler

Zagadkowe morderstwa przeplatają się z historią. Sława nie idzie w parze z prawdą, a zaufanie z bezpieczeństwem. Jednym słowem: kawał dobrej, psychologicznej roboty. A morderstwo to tylko taki mały dodatek 🙂 
W miarę jedzenia apetyt rośnie. Sądzę, że pierwsze kryminalne kroki zapewnią mi długą i interesująca przygodę z tym gatunkiem. Nie może być inaczej.
rok z książkami
Oczywiście nie zawiódł i Kuba Ćwiek. Nie dość, że wydał  pod koniec roku rewelacyjnych “Chłopców”, to jeszcze wybrał się na spotkanie autorskie do Łodzi ( o czym przeczytacie <tu> ), że o czytanym gdzieś w styczniu “Dreszczu” nie wspomnę, hehe. Żyć nie umierać. 
Mam nadzieję, że rozpoczynający się właśnie 2016 r. będzie przynajmniej równie owocny jak miniony. Już widzę pierwsze tytuły, które go wypełnią.

PS Choć nie wzięłam udziału w żadnym czytelniczym wyzwaniu, czuję się usatysfakcjonowana liczbą “prywatnie” przeczytanych tytułów (lektur szkolnych wszak nie liczę). Z drugiej jednak strony, nigdy nie mam dość. 

wasz belfer
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

Znalazłeś inspirację? Podziel się!

EMAIL
Facebook
Facebook
YouTube
Pinterest
Instagram