wypracowanie dobrze rozegrane

wypracowanie dobrze rozegrane

Ćwiczycie z uczniami pisanie wypracowań, ale wciąż macie poczucie, że to jeszcze nie to? Spróbujcie z nimi zagrać! W charakterystykę, rozprawkę lub opowiadanie ?

Jestem wielką miłośniczką prostych, ale niebanalnych rozwiązań. Przygotowując moich wychowanków do tworzenia dłuższych form wypowiedzi pisemnej sięgnęłam już po najrozmaitsze środki (zaproponowałam przeprowadzenie <wywiadu>, rozrysowałam <rozprawkę>). Tym razem postanowiłam wykorzystać planszę gry <drabiny i węże> i wkomponować w nią elementy wypracowania tak, by móc utrwalić jego budowę.
Pomysł jest o tyle prosty, co uniwersalny. Przygotowujemy planszę z czterema rodzajami pól (właściwie każda dłuższa forma wypowiedzi dzieli się na cztery zasadnicze części). Różnice zaznaczamy kolorami (jeśli mamy możliwość powielenia planszy w kolorze), kształtem lub charakterystycznym znaczkiem przy każdym polu. W tej wersji każdy uczeń otrzymuje własną grę i może opracować do niej pytania.
W innym wariancie przygotowujemy planszę dla całej klasy i przeprowadzamy rozgrywkę dzieląc dzieciaki na zespoły. Warto w tym wypadku pokusić się o namalowanie pól na formacie przynajmniej A3 i zalaminowanie gry (w wersji maksi zamiast kartki wykorzystujemy tablicę ?, a pionkami są magnesy).

wypracowanie dobrze rozegrane

Jak grać?  Do każdego z ponumerowanych pól przygotowujemy pytanie/ zadanie. Grupujemy je odpowiednio do określonej części wypracowania. Uczestnicy rozgrywki rzucają kostką, liczba oczek wskazuje o ile pól przesuwają swój pionek. Aby jednak mogli wykonać ruch, muszą poprawnie odpowiedzieć na pytanie/zadanie z wylosowanego pola. Jeśli się to nie uda, pozostają w miejscu.
Co daje takie rozegranie sprawy? Wielokrotne powtórzenie konkretnych informacji (mimochodem wiadomości zostają w głowie). Przy okazji dobrze się bawimy. I wcale nie musimy wszystkiego zapisywać (w myśl zasady, że nie wszystko, co zapisane zostanie zapamiętane). Gdybyście mieli ochotę wypróbować tę metodę, przykładowy zestaw pytań oraz planszę znajdziecie <tu>. Skusicie się?
asia krzemińska

‘Od Helu do Wawelu’

od helu do wawelu

Wakacje nie rozpieszczają Was pogodą? Jest za gorąco by wystawić nos za drzwi? Czy może nieprzerwanie leje? Tak, czy inaczej, warto sięgnąć po planszówkę i chociaż wirtualnie odbyć podróż po Polsce.

Lubimy grać. Wspólne chwile przy stole urozmaiciły nie jedno popołudnie i nie jeden ranek w naszym domu. A ponieważ półki z planszówkami, aż się uginają, nie narzekamy na nudę. Ostatnio nasza kolekcja powiększyła się o tytuł: <Od Helu do Wawelu>. Zachęceni doskonałymi recenzjami oraz przepiękną szatą graficzną, jak to w produkcjach  <Granny> bywa, z radością przyjęliśmy grę pod dach.
Szybko okazało się jednak, że tym razem sugerowany wiek graczy nie jest przypadkową liczbą. Wiele razy rozgrywaliśmy z Paniczem i Panienką partie, nawet jeśli teoretycznie Pisklęta były zbyt młode, aby siąść do planszy. Przy “Od Helu do Wawelu” +10 okazało się kluczowe (mam nawet wrażenie, że i dla dziesięciolatka gra będzie dość trudna). Zadaniem graczy jest bowiem umieszczanie kolejnych miejscowości w odpowiednim miejscu planszy (orientując kolejne miejscowości względem osi wschód-zachód lub północ- południe), przy czym punktem odniesienia nie jest centrum Polski, a losowo wybrane miasto. Mówiąc krótko: dobra znajomość topografii- wymagana.

od helu do wawelu

Mimo tego, że dzieci nie wzięły udziału w grze, oceniam tę pozycję bardzo dobrze. To idealny tytuł na najbliższe spotkanie towarzyskie. Po Scrabblach i Rummikubie będzie to jedna z ulubionych pozycji 🙂 Ciekawam jest, na ile znamy swój kraj.
Poza tym myślę, że “Od Helu do Wawelu” sprawdzi się doskonale na zajęciach z przyrody, jako podsumowanie cyklu dotyczącego nie tylko Polski, ale również (a może przede wszystkim) kierunków świata na mapie. 

od helu do wawelu

Podsumowując: gra okazała się dla nas wielkim zaskoczeniem i wyzwaniem. Być może w najbliższym czasie nie zagramy zgodnie z jej regułami, ale wykorzystamy do poznawania miast i miasteczek Polski. To również bardzo interesujące zajęcie (tym bardziej, że dołączono do zestawu mapę, a część kartoników oprócz nazwy miejscowości, zawiera również charakterystyczne zabytki).
A Wy, znacie “Od Helu do Wawelu”? A może polecicie jakąś inną planszówkę? Czekam na Wasze opinie. 
<zapraszamy do wspólnego stołu>

‘Stworzeni z wyobraźni’

stworzeni z wyobraźni

Jak to się dzieje, że niektóre projekty wymyślają się same? Człowiek siedzi sobie spokojnie, niczego się nie spodziewa, aż tu bach! I jest gotowy pomysł. Prosto z wyobraźni!


Tak własnie było z moim najnowszych przedsięwzięciem. Co prawda obecny rok szkolny jeszcze się nie skończył, a ja już jestem jedną nogą w przyszłym. Tak widocznie musi być. Tym razem, aby działanie przyniosło spodziewane efekty, należy wystartować na samym początku września, więc moje przygotowania są jak najbardziej uzasadnione.
Co tym razem? Przyszła wreszcie kolej na Kości Opowieści. Pisałam już o nich, choćby <tu>, tym razem jednak przedsięwzięcie nabrało większego rozmachu. Pomyślałam sobie bowiem, że może znajdą się szaleni, kreatywni poloniści, którzy wraz ze swoimi uczniami będą chcieli tworzyć opowieść w odcinkach. 
Mówiąc krótko: rzucą kośćmi, napiszą fragment, przekażą swój tekst dalej, a sami dopiszą kolejne losy bohaterów fragmentu, który otrzymali od innej grupy projektowej. I tak przez okrągłe dziesięć miesięcy. Aż na koniec, w czerwcu, poznamy ostateczny kształt napisanych historii. Wtedy będzie można opracować komiksy (jako tę wisienkę na torcie).
Tego właśnie dotyczą <Stworzeni z wyobraźni> i wiecie co? Znaleźli już kilku swoich entuzjastów. Choć nadal można dołączyć do ekipy. Kto ma ochotę ? Na zgłoszenia czekam do 15 czerwca.

PS Nie macie własnych kostek? Nic nie szkodzi. Wydawca oryginalnych Story Cubes, firma <Rebel> obiecała wyposażyć  w nie wszystkich uczestników projektu 🙂 
wasz belfer

‘Przez epoki’ z grą planszową

przez epoki

Ciekawe powtórzenie wiadomości dotyczących epok literackich. Czy to w ogóle możliwe? Owszem. Z grą planszową “Przez epoki” wszystko jest możliwe.


O takiej grze planszowej myślałam od dość dawna. Już przed ostatnimi wakacjami uznałam, że taka forma powtórzenia byłaby wprost idealna. Brakowało mi jednak … czasu, cierpliwości i wszystkiego tego, co powoduje, że realizujemy nasze pomysły.
Pewnie tkwiłabym w stanie takiego zawieszenie nadal, gdyby nie spotkanie z kreatywnymi i nieco szalonymi (wyłącznie pozytywnie) uczestnikami katowickiego haKATOnu, poświęconego tworzeniu <Otwartych Zasobów Edukacyjnych>. W trakcie pracy nad materiałami przeznaczonymi do swobodnego użytku w sieci poznałam graficzkę- Kasię Pikułę (pozdrawiam), która wysłuchała mojego pomysłu, siadła i zaprojektowała.
przez epoki
Niniejszym przedstawiam Wam grę: “Przez epoki”, której nadrzędnym celem jest powtórzenie wiadomości historyczno- literackich w formie zabawy. Dzięki polom specjalnym (np. “tekstowi kultury”, czy “funkcji języka”) można sobie pomóc w rozgrywce. “Wir czasu” przenosi nas na dowolnie wybrane pole, a “Wybierz i zabierz” umożliwia pokrzyżowanie planów innym graczom.
I tu własnie dochodzimy do tego momentu, w którym oficjalnie przekazuję na Wasze ręce niemal gotową pomoc dydaktyczną. W poniższym linku znajdziecie planszę oraz dokładną instrukcję,  jak grać. Poziom trudności zależy wyłącznie od Was (zatem możecie próbować grać zarówno z licealistami, jak i gimnazjalistami). 
Bawcie się dobrze i dajcie znać, czy wszystko się udało 🙂 
wasz belfer

PS Pozostałe materiały stworzone w Katowicach, w tym szablony innych gier, znajdziecie <tu>.

grajmy
<grajmy>

‘Rummikub Junior’

rummikub junior

Swego czasu namiętnie grywaliśmy w “Rummikuba”. Każde spotkanie towarzyskie rozpoczynaliśmy lub kończyliśmy przy planszy. Kiedy więc napotkaliśmy wersję tej gry dla dzieci, nabyliśmy ją bez zastanowienia. I z wielkim powodzeniem  rodzinnie sobie pogrywamy 🙂


Co wchodzi w skład zestawu?

Do dyspozycji graczy pozostaje: czterdzieści tabliczek z liczbami od 1 do 10 w czterech kolorach, dwie tabliczki z symbolem Jokera (tradycyjnie można nimi zastąpić każdą inną, dowolną tabliczkę) oraz dwie tabliczki z symbolem króla rummikuba 🙂 
rummikub junior

Na czym polega gra?

Najprościej mówiąc, zadaniem graczy jest pozbycie się swoich tabliczek z cyframi. Ponieważ nasza instrukcja zawieruszyła się gdzieś, przyjęliśmy, że każdy z uczestników wyciąga z woreczka dziesięć tafelków. Aby móc rozpocząć wykładanie, musi mieć w swoim zbiorze trzy tafelki z kolejnymi liczbami lub trzy tafelki z tą samą liczbą (tak jak w wersji dla dorosłych, z tą różnicą, że suma nie musi wynosić 33). W kolejnych ruchach dokładamy dowolną liczbę tabliczek do tych, które już są na stole lub dobieramy z woreczka, jeśli nic z naszego zestawu nie pasuje.
rummikub junior

Co zyskujemy grając?

W zależności od wieku dziecka możemy wykorzystać różne zalety gry. Młodsi utrwalają kolory i kształty, koncentrują się na kolejności liczb, wskazują elementy podobne. Starsi natomiast dokonują analizy i syntezy podanego materiału (tabliczki wyłożone na stole można przekładać, dobierać nowe kombinacje, dostrzegać zależności). Mówiąc krótko: logiczne myślenie rządzi 🙂 
A jak u Was? Lubicie takie gry matematyczno-logiczne?
wasz belfer

Wpis z cyklu promującego rodzinne rozgrywki przy stole 🙂
grajmy
<szczegóły projektu znajdziecie tu>

‘5 sekund’

5 sekund
Pierwszy dzień feryjnego dyżuru. Dzieciaki wykonały już patchworkowe mapy swoich “lubisiów”(zgodnie z pomysłem zaczerpniętym od <Mama Aga, sztuka i dzieciaki>), zagrały w spadające małpki i zaczynają się nudzić. W tych okolicznościach pada pytanie: Zagramy w “Pięć sekund”?

No cóż, możemy zagrać. Tylko na czym właściwie ta gra polega? Otóż, zawodnicy poruszają się po planszy (w kształcie cyfry pięć) za pomocą tradycyjnych pionków. Aby zrobić krok do przodu należy udzielić odpowiedzi zgodnie z instrukcją. Na odpowiedź jest zaledwie… pięć sekund.
5 sekund
Wytyczne pozwalające do ruch pionka są na bardzo zróżnicowanym poziomie. Choć gra przeznaczona jest dla osób w wieku 8+, niektóre zadania są bardzo trudne (nawet dla mnie). Choćby polecenie dotyczące nazwisk kierowców Formuły 1 lub prośba o podanie trzech nazw mostów londyńskich (o wszystkich zadaniach związanych z telewizją nie wspominając). Część jednak doskonale nadaje się dla moich małych podopiecznych (np. wymień trzy rzeczy, które są potrzebne, kiedy pada śnieg lub wymień trzy nazwy warzyw) i na tych właśnie bazowaliśmy.
Każde polecenie zawarte jest na osobnej karcie i trzeba udzielić trzech odpowiedzi. Czasu pilnuje magiczna pałeczka (przezroczysta tuba z zamieszczoną wewnątrz kolorową spiralą), w której z gór na dół toczą się maleńkie kuleczki. Kiedy kuleczki się przetoczą, czas na odpowiedź się skończył.
5 sekund
Co prawda instrukcja gry mówi, że jeśli zawodnik nie odpowie na pytanie, przechodzi ono na następną osobę, ale zrezygnowaliśmy z tej zasady (daliśmy sobie również spokój z polem: “strefa zagrożenia”). I bez tego gra była bardzo emocjonująca, a zawodnicy podekscytowani (przede wszystkim za sprawą presji czasowej).
Uważam, że “5 sekund” to całkiem przyjemny przerywnik w zajęciach. Gra wypełniła nam część czasu, choć przyznam, że chętnie napisałabym zadania sama (miałabym gwarancję, że są odpowiednie dla moich dzieciaków). Chętnie wykorzystam tę propozycję jako inspirację do stworzenia własnej wersji 🙂 
wasz belfer
Wpis z cyklu promującego rodzinne rozgrywki przy stole 🙂 
grajmy
<szczegóły projektu znajdziecie tu>

‘Kiki ricky’, czyli kurki w podróży

kiki riki

Lubicie wyprawy? Często wyjeżdżacie z dziećmi? Chcielibyście zabierać ze sobą jakieś wypełniacze czasu, ale planszówki zajmują zbyt dużo miejsca w bagażu? Podróżne wersje gier będą idealnym rozwiązaniem.

Taką podróżną wersję “Kiki ricky” właśnie posiadamy. Jakiś czas temu nabyliśmy ją okazyjnie, nie znając wcale tradycyjnego odpowiednika (przeczytacie o nim choćby <tu>). Panicz niemal zapiał z zachwytu, kiedy poznał zasady i zmierzył się pierwszy raz z rodzicami (spektakularnie ich ogrywając).

kiki riki

Co tak zafascynowało syna? Możliwość strącania pionków pozostałych graczy 🙂  Plansza “kurek” przypomina kształtem piramidę ułożoną z kostek słomy (w wersji mini- jedną ze ścian). Gracze wspinają się po słomie, przemieszczając o wskazaną przez kostkę liczbę oczek. Celem jest dojście na szczyt.
Może się jednak zdarzyć, że kostka, zamiast oczek, pokaże wizerunek koguta. Wtedy do uczestnik rozgrywki decyduje, czy przenosi swój pionek o jedno pole do przodu, czy korzystając z kulki- jaja, spróbuje wyeliminować pozostałych graczy (z tej opcji dzieci najchętniej korzystają ).

kiki riki

Po dziś dzień nie skusiliśmy się na pełną wersję “Kiki ricky”. Uznaliśmy, że póki co, przy Panience, której szybko wyczerpuje się cierpliwość, mała plansza wystarczy (co nie oznacza, że w przyszłości nie pokusimy się o większą). Oprócz tego bowiem, że dzięki kostce utrwalamy liczby, dzieciaki mają szansę poćwiczyć myślenie strategiczne. Poza tym, emocje wywołane rozgrywką- bezcenne. Tak jak wspólnie spędzony czas.
wasz belfer
Wpis z cyklu promującego rodzinne rozgrywki przy stole 🙂

grajmy
<szczegóły projektu znajdziecie tu>

Afrykańska przygoda

nela reporterka

Ta opowieść powinna zacząć się od słów: dawno, dawno temu, kiedy byłam jeszcze całkiem mała, nauczycielka zadała mojej klasie do przeczytania “W pustyni i w puszczy”. Choć dziś jestem już całkiem duża, nadal mam słabość do tej powieści Sienkiewicza (zaryzykuję nawet stwierdzenie, że za pozostałymi nie przepadam).


A, że w Magicznym Domu rzeczywistość przeplata się z literaturą, kiedy przyszedł na świat pierworodny otrzymał imię młodego Tarkowskiego. Kilka lat później nadarzyła się okazja i nowo narodzona dziewczynka przyjęła imię panny Rawlison.
Po tym przydługim wstępie powinniście się już zorientować, że w ramach kolejnej odsłony projektu <Dziecko na warsztat>, wybierzemy się w podróż do Afryki. Z pomocą przyjdzie nam ulubiona <Nela Reporterka>, dzięki której mieliśmy możliwość oglądać przepiękne, egzotyczne krajobrazy i poznać zwyczaje dzikich afrykańskich zwierząt.
afrykańska przygoda
Bogatsi o porcję wiedzy, przystąpiliśmy do konstruowania gry planszowej. Projekt wykonał Panicz, a moim zadaniem było zadbanie o formę graficzną (że nie mam specjalnych zdolności, toteż gra jest całkowicie niepowtarzalna).
Wyróżniliśmy cztery rodzaje pól:
  • zwyczajne (pozbawione dodatkowych atrakcji);
  • słoniowe (na których trzeba było opisać wylosowane zwierzę, tak aby pozostali uczestnicy gry mogli odgadnąć, o kim mowa);
  • strusiowe (tu trzeba było zaprezentować zachowanie charakterystyczne dla wylosowanego zwierzaka);
  • strzałkowe (kiedy się na nim lądowało, należało przemieścić się zgodnie z kierunkiem strzałek na bezludną wyspę albo do pobliskiej oazy).
Po planszy poruszaliśmy się za pomocą “kombinowanych” pionków (jaki kto znalazł, taki miał). O liczbie pól, o które należy się przesunąć decydowały tradycyjnie rzuty kostką. Każdą rundę rozpoczynał najmłodszy uczestnik zabawy, a zamykał najstarszy (czytaj: mama).
afrykańska przygoda
Śmiechów przy rozgrywce było co nie miara. Najbardziej cieszy mnie jednak fakt, że Panicz bardzo zaangażował się w zadania opisowe i ruchowe (co wymagało kreatywności, zręczności i wykorzystania jak największego zasobu słów). Okazało się również, że ma doskonałą pamięć i bardzo dobrze radził sobie z odgadywaniem nazw zwierząt. Najważniejsze jest jednak, że znów bawiliśmy się świetnie, wspólnie spędziliśmy czas, a ciekawostko same wskoczyły do głowy. 
Lubicie takie podróże? Dajcie znać, jak to u Was wygląda 🙂 
wasz belfer

‘O, rety! Krety!’

zakręcony belfer
Mamy 14 dzień października. Powszechnie wiadomo, że jest to Dzień Edukacji Narodowej. Jak najlepiej go uczcić? Spędzając z rodziną 😀  A jeśli mamy w końcu czas, by ze sobą pobyć, wyciągamy najnowszy planszowy nabytek i rozpoczynamy rozgrywkę.

zakręcony belferzakręcony belferByć może pamiętacie, że rodzinnie uwielbiamy różnego typu gry (planszowe, strategiczne, logiczne). Sprawia nam wielką frajdę wspólne zasiadanie wokół stołu i toczenie niekończących się potyczek. Z prawdziwą radością powitaliśmy więc kolejną pozycję na półce z grami. “O rety! Krety!” urzekły nas jasnością zasad. Chodzi przede wszystkim o to, by dojść do jaskini ze skarbem. Po planszy przemieszczamy się pionkami w kształcie kretów. Kolejne pola wyznaczane są za pomocą kostki z oznaczonymi na ściankach kolorami (nie trzeba umieć liczyć, wielki plus- Jaśnie Panienka może samodzielnie uczestniczyć w zabawie). Wiele satysfakcji przyniosło oczywiście “grzmotnięcie” kreta przeciwników młotkiem w głowę (co skutkuje cofnięciem się do początku lub do groty bezpieczeństwa oraz “schowaniem” kreciej głowy).
zakręcony belferNiespodziewane emocje, pospieszne zawieranie “paktów o nieagresji”, strategiczne eliminowanie najdalszego kreta. Tak minęło nam przedpołudnie. Doskonale się bawiliśmy. Panienka przy okazji zapomniała, że nie zna kolorów (czasami jeszcze udaje, że ich nazwy są dla niej całkowicie obce, łobuziara mała). I do końca dnia wciąż słyszeliśmy: zagramy w krety? Owszem, zagramy. Przy najbliższej okazji.
Mam nadzieję, że spędziliście ten świąteczny dzień równie miło. Przecież to nie tylko Dzień Nauczyciela (wbrew utartym opiniom i stereotypom), ale również szeroko rozumianej Edukacji. Przyjmijcie więc wszyscy najlepsze życzenia.

‘Hello Pooh!’

Dziś przedstawię Wam grę, od której wszystko się zaczęło. W czasach, kiedy Panicz był jeszcze całkiem małym Pisklęciem, postanowiliśmy, że za wszelką cenę będziemy chcieli pokazać dziecięciu jak miłe może być wspólne spędzanie czasu. Aby plan wprowadzić w życie zaopatrzyliśmy się w prostą planszówkę, nawet nie przeczuwając jak historia się potoczy. Tak pod nasz dach trafiła gra o niewiele znaczącym tytule “Hello Pooh!” (nie mam pojęcia dlaczego nie przełożono go na język polski).

Co wyjątkowego jest w tej pozycji? Nie trzeba umieć liczyć, aby przesuwać się po planszy 🙂 Zatem właściwie nie ma dolnej granicy wieku, od którego dziecko może uczestniczyć w rozgrywce (oczywiście pod warunkiem, że będzie zainteresowane i chętne). Aby dowiedzieć się, jak długi ruch pionkiem wykonamy, należy obrócić wskazówkę na kole z kolorami (dodatkowy plus za ćwiczenie spostrzegawczości i możliwość utrwalania nazw barw).
Oczywiście na planszy znajdują się “specjalne” pola (kostka- dodatkowy obrót; żółw- jedno pole w tył; żaba- jedno pole w przód; parasol- tracisz kolejkę). Sami przyznajcie, że reguły są dość proste 🙂 Wygrywa oczywiście ten, kto pierwszy pokona całą trasę. 
I ostatni element, który zachwyci niemal każde dziecko- pionki. W ich charakterze występują cztery postaci z disneyowskiej animacji o Kubusiu Puchatku: Kuba, Tygrys, Prosiaczek i Kłapouchy. Czy mogło być lepiej? Niejeden dorosły uwielbia tych bohaterów, a co dopiero mówić o dzieciach 😀 
Musicie wiedzieć, że kubusiowa gra jest w Zakręconym Domu niemal kultową (zaraz obok “Pizzy”, ale o niej innym razem). Nic więc dziwnego w tym, że kiedy tylko Jaśnie Panienka dorosła do momentu wtajemniczenia, natychmiast zaczęliśmy grać we czworo. I widzę, że przed nami jeszcze wiele wspólnych chwil przy planszy.