magicznie ortograficzny dom

magiczny dom

Potrzebne zadania ortomagiczne (czyli ortograficzno- magiczne) na miarę dziewięciolatka? W dodatku takie, które można wykorzystać również w pracy z dzieciakami dyslektycznymi? Proszę bardzo.

Panicz przez cały tydzień chory, siedział w domu. W ramach nadrabiania zaległości przeglądamy podręcznik do języka polskiego. A tam czytanka, a do niej zadania, wśród których skryło się ćwiczenie ortograficzne. Wychodząc z założenia, że powtórek nigdy za wiele, namówiłam Syna na kreatywne utrwalanie słów zawierających “U’ bądź “Ó”.
Elementarzowa czytanka to historia rozgrywająca się w mieszkaniu pewnej dziewczynki. Zadaniem dzieci było wypisanie do odpowiedniej tabeli słów zawierających wskazana trudność. Idąc za ciosem, wyjęliśmy stare katalogi Ikei i rozpoczęliśmy projektowanie naszego, zupełnie wyjątkowego domu.
magiczny dom
Za rada Panicza, skoncentrowaliśmy się na urządzaniu sześciu pomieszczeń: kuchni, jadalni, salonu, łazienki, sypialni i pokoju dziecięcego. Głównym założeniem było wyszukiwanie takich elementów wyposażenia, które zawierają literki “u” lub “ó”. Dodatkową zaletą zadania okazało się ćwiczenie manualne polegające na precyzyjnym wycinaniu pożądanych przedmiotów.
Później to już tylko układanie, przyklejanie i wpisywanie wybranych słów, czyli to, co dziecię me lubi najbardziej (kto go zna, ten wie, im szybciej, tym lepiej ?). Udało nam się jednak ukończyć dzieło, czego efektem jest lapbook. Tym razem nasza książeczka nie zawiera niezliczonych kieszonek, ciekawostek czy zagadek. Bardziej przypomina planszę do nauki angielskich odpowiedników nazw sprzętów domowych, ale tak właśnie miało być.
magiczny dom
Uzupełnieniem obrazków są specjalnie przygotowane, dwustronne fiszki. Zapisałam na nich słowa wykorzystane  w naszym magicznym domu (zależnie od tego, na która stronę zerkniemy, albo musimy podać odpowiednia literę, albo podziwiamy wyraz z zaakcentowaną kolorem trudnością- wedle potrzeb). Już wiem, że równie skuteczne może okazać się przygotowanie z dzieciakami w szkole innych tematycznych książeczek. Czasopisma mam, pomysł również, teraz należy zacząć działać ?

asia krzemińska

Lekturowy lapbook, czyli “Pięciopsiaczki” oczyma dziecka

pięciopsiaczki

Panicz w domu, a na zajęciach szkolnych mowa o lekturze. Co by tu zrobić, żeby i syn pomyślał chwilę o tekście, a przy okazji nie czuł się zmuszony do pracy? Stworzyć lapbook!

Dawno już nie bawiliśmy się z własnoręcznie tworzonymi książeczkami tematycznymi (czyli lapbookami). Ostatnim był taki, w którym zebraliśmy ciekawostki na temat pingwinów, po obejrzeniu filmu o sympatycznym psie, Szajbusie (możecie go obejrzeć <tu>). Czas najwyższy wrócić do takiej formy porządkowania informacji.

pięciopsiaczki

Pretekstem do działania okazała się książka, którą syn miał omawiać w szkole. Nieoczekiwanie musieliśmy zostać jeden dzień w domu, a żeby nie marnować tego czasu, postanowiliśmy opracować wspólnie “Pięciopsiaczki” Wandy Chotomskiej. Było to dla mnie o tyle ciekawe doświadczenie, że Panicz sam przeczytał niemal całą lekturę i zastanawiałam się na ile ją zrozumiał i zapamiętał, a na ile skoncentrowany był na samym składaniu słów w zdania.
Okazało się, że nie doceniłam dziecka 🙂 Świetnie pamiętał wszystkie psie przygody i potrafił odpowiedzieć nawet na te pytania, które zdawały się podchwytliwe 🙂 (trafiły one do książeczki pod hasłem: sprawdź siebie”). Wszystkie pozostałe elementy lapbooka zostały zaproponowane i wykonane osobiście przez młodego człowieka.

pięciopsiaczki

pięciopsiaczki

Na co zwróciliśmy uwagę? Przede wszystkim spodobały nam się rymowanki, które ubarwiały tekst książki. Kilka z nich Panicz przepisał (między innymi tę, o kolejności rodzenia się szczeniąt, co porządkowało dalsze elementy). W lapbooku znalazły się portrety zarówno piesków, jak i członków rodziny Karolinki (wszak to ona jest główną bohaterką). Oprócz tego zamieściliśmy komiks z najzabawniejszą, zdaniem syna, szczenięcą przygodą.

Nie mogło zabraknąć i polonistycznego elementu. Były nim znalezione w tekście związki frazeologiczne. Skoncentrowaliśmy się na trzech przykładach, tworząc dla nich zakładkę: “co to znaczy?” W ramach treningu ortograficznego (i znajomości tekstu, ale to przy okazji) dodaliśmy nazwy zawodów postaci występujących w opowieści (należy dopasować zajęcie do bohatera). I gotowe.

pięciopsiaczki

Syn zadowolony. Ja dumna, że tyle zapamiętał i jeszcze miał ochotę popracować nad własną książeczką. Same plusy. A Wy znacie tę formę pracy? Korzystacie z niej podczas zajęć? Koniecznie dajcie znać.

wasz belfer

Pingwinia przygoda

Szajbus i pingwiny

Wiecie, gdzie żyją najmniejsze pingwiny świata? A to, że w jednym z rezerwatów nad ich bezpieczeństwem czuwają psy pasterskie też wiecie? Niemożliwe? Zaraz się przekonacie, że owszem, możliwe!

Lubimy rodzinne wyprawy do kina. Pisklęta są już na tyle duże, że możemy spokojnie wybrać się we czworo. Oferta zawiera zwykle kilka propozycji pasujących do możliwości dzieciaków, więc średnio raz w miesiącu udajemy się wspólnie, by na srebrnym ekranie podziwiać przygody coraz to nowych bohaterów.
szajbus i pingwiny
Tym razem repertuar przestudiowała Jaśnie Panienka. Od dłuższego czasu, z uporem maniaka, podśpiewywała pod nosem: “Szajbus i pingwiny, Szajbus i pingwiny” (niezależnie od tego, czy akurat rozmawialiśmy o planowanym wyjściu, czy też nie). Cóż było robić? Grzecznie zakupiliśmy bilety, zasiedliśmy w fotelach i czekaliśmy na to, co przyniesie seans.
A przyniósł wzruszającą historię o pogoni za marzeniami, realizowaniu nawet tego, co pozornie niemożliwe, ale przede wszystkim o przyjaźni. Okazuje się bowiem, że pewien szalony owczarek maremma, który powinien trudnić się pilnowanie kur na farmie, woli opiekować się kolonią Pingwinów Małych (najmniejszych przedstawicieli swego gatunku). Rzecz jasna, nim się o tym dowiemy, Szajbusa spotka kilka “przygód” (za sprawą których wpakuje swego właściciela w niezłe kłopoty). Gdybyście mieli ochotę wybrać się do kina, polecam (<tu> znajdziecie zapowiedź).
szajbus i pingwiny
Zapalenie świateł nie wyparło jednak z naszych głów obrazu cudnych, małych stworzeń w asyście psa. Z napisów końcowych dowiedzieliśmy się, że scenariusz powstał w oparciu o fakty, więc , kiedy wróciliśmy do domu, sprawdziliśmy to i owo. I tak powstał lapbook o Pingwinach Małych i psie zwanym Szajbusem 🙂 
Zupełnie przy okazji porównaliśmy wzrost najmniejszego i największego pośród tych przedziwnych ptaków. Równie niepostrzeżenie zakradły się ciekawostki z życia pływających nielotów. Nie pozostało nic innego jak uzupełnić wszystko o mapę, dopisać kilka słów o rasach pilnujących i wspomnieć w dwóch zdaniach o przedziwnej historii, która stała się przyczynkiem do naszych działań.  
szajbus i pingwiny
I wiecie co? Jestem z efektu bardzo zadowolona 🙂 Tak zadowolona, jak tylko można być zadowolonym w wakacje 🙂 A jak Wy spędzacie czas? Słodkie lenistwo? Aktywny wypoczynek? Chętnie się dowiem, dajcie znać.
wasz belfer

Lapbookowo/podwórkowo wiosna się zaczyna :)

wiosna

Kwiecień był dla nas bardzo pracowitym miesiącem. Skupiliśmy się szczególnie na obserwacjach rozkwitającej dzień po dniu wiosny. Zdobywaliśmy i porządkowaliśmy wiosenne ciekawostki, a na koniec sprawdziliśmy się w podwórkowych zmaganiach terenowych 🙂 

Lubimy lapbooki, co tu kryć. Tak wciągnęło nas ich przygotowywanie, że o wiośnie też przygotowaliśmy jeden. Tym razem jednak pracę rozpoczęliśmy od przygotowania filmu poklatkowego, na którym przedstawiamy w prosty sposób budzące się do życia rośliny. Jak film znalazł się w książeczce? Za pośrednictwem kodu QR 🙂 Widzieliście już nasze “Przebudzenie”?
Nie samą animacją lapbook stoi. Dołożyliśmy jeszcze ciekawostki o odlatujących i przylatujących w okresie wiosennym ptakach, dodaliśmy kalendarz kwitnienia pierwszych w roku roślin, rozpisaliśmy rok na cztery pory. Dorzuciliśmy do tego wszystkiego puzzle i przysłowia. Wreszcie książeczka gotowa.
wiosna
wiosna
wiosna
By sprawdzić, ile z informacji pozostało w głowie, udaliśmy się na podwórko. Tam czekały na Pisklęta rozmaite zadania do wykonania. Zabawa, zorganizowana na kształt prostego biegu terenowego, zakładała odnalezienie ukrytych karteczek i wykonanie umieszczonych na nich ćwiczeń. 
wiosna
wiosna
wiosna
Co trzeba było zrobić? Choćby rozpoznać i sfotografować kwitnące w ogrodzie, typowo wiosenne kwiaty, których nazwy zostały podane w liściku. Albo podzielić znalezione w karmniku ptaki, na takie które przylatują i odlatują wiosną. Nie mogło zabraknąć również matematyki. Do rozwiązania zadania z tekstem, należało wykorzystać sznurki na pranie i przyniesione z domu sztuki odzieży. Lubimy takie zabawy 😀
terenowo
terenowo
terenowo
Oczywiście, spędzamy teraz na powietrzu bardzo dużo czasu. Chętnie zabieramy ze sobą hulajnogi lub piłkę (takie typowe, podwórkowe rozrywki). Więcej propozycji zabaw znajdziecie choćby <tu>. A jak Wy spędzacie pierwsze ciepłe dni?
dziecko na warsztat

Po co nam woda?

po co nam woda

Szkolne zadania Panicz inspirują nas do działania. Tym razem omawiał na zajęciach: ile to litr wody? Od czterech szklanek do tęczy droga okazała się bardzo krótka. Efekt: stworzyliśmy lapbook.

Naturalne zainteresowanie światem, to ta cecha, której najbardziej zazdroszczę dzieciakom. Najczęściej spotykam się z nią, kiedy Panicz wraca ze szkoły, a buzia mu się nie zamyka. Opowiada, opowiada, opowiada…. Pyta, dzieli się tym, czego dowiedział się na zajęciach, inspiruje.
po co nam woda
po co nam woda
I taką właśnie drogę pokonaliśmy tworząc nasz kolejny lapbook. Padło hasło: woda. Od słowa do słowa okazało się, że to bardzo ciekawe zagadnienie. Bo woda jest wszędzie 🙂 Pokrywa Ziemię, wypełnia człowieka.
po co nam woda
po co nam woda
Idąc za ciosem poszukaliśmy informacji o tym, jak odbywa się obieg wody w przyrodzie, co może padać z chmury i jak zbudowana jest cząsteczka wody. Część schematów wydrukowaliśmy, część narysowaliśmy. Najważniejsze, że dobrze się przy tym bawiliśmy.
po co nam woda
po co nam woda
po co nam woda

Jeszcze tylko rebus, puzzle z Ziemią i kreatywne druciki do układania kolorów tęczy w odpowiedniej kolejności. I lapbook gotowy. Syn zabrał go, żeby pokazać dzieciom w szkole 🙂 Myślicie, że się spodobał?

wasz belfer

W stronę marzeń. Doba na oceanie :)

doba na oceanie

Wielu wspaniałych podróżników zapisało się na kartach historii. Czy któryś z nim może jednak zaimponować siedmiolatkowi? Owszem! I wcale nie potrzeba daleko szukać.

 

Jakiś czas temu w biblioteczce Magicznego Domu pojawiła się pozycja <Na oceanie nie ma ciszy>. Jest to opowieść Piotra Chmielińskiego o przygodach Aleksandra Doby. Ten szalony polski kajakarz postanowił samotnie pokonać Atlantyk. I dokonał tego. Dwukrotnie. A teraz szykuje się do trzeciej transatlantyckiej wyprawy.
Książka zrobiła na Paniczu dość spore wrażenie, bo (choć sam jej nie zgłębił) zaczął rozpytywać. Kim jest ten pan? Jakim kajakiem pływa? Co lubi jeść, kiedy jest na wyprawie? Do tego z radością odszukiwał w różnych miejscach miasta plakaty z wizerunkiem kajakarza, pokrzykując za każdym razem: 

 Zobacz tam jest i jeszcze tam. Ta książka, którą tata czyta.

Przygotowując się zatem do projektu o podróżnikach, realizowanego w ramach akcji <Dziecko na warsztat>, nie mieliśmy problemu z wyborem bohatera. Kłopotem okazała się forma, w jakiej mielibyśmy uporządkować naszą wiedzę i przybliżyć innym postać Olka  Doby.
doba na oceanie

doba na oceanie

I wtedy pomyślałam, dlaczego nie lapbook. Tyle dobrego słyszałam o tych wyjątkowych książeczkach, a do tej pory jakoś nie było okazji, aby spróbować samodzielnie takową przygotować. Przedyskutowałam temat Z Paniczem, podpatrzyliśmy kilka inspiracji i ruszyliśmy do działania.

doba na oceanie

Syn tak zaangażował się w pracę, że postanowił podzielić się jej rezultatami w szkole (jak tylko wyzdrowieje). Sam decydował jakie informacje są dla niego ważne i ciekawe, co musimy koniecznie umieścić, a z czego rezygnujemy. Wszystkie wiadomości zarwaliśmy w mini-książeczkach lub na fiszkach schowanych do koperty. Pokusiliśmy się nawet o szkic mapy z zaznaczonymi trasami wypraw (ok, wykonanie tego elementu należało ewidentnie do mnie).

doba na oceanie

doba na oceanie

Zupełnie przy okazji dowiedzieliśmy się, że korzystanie z kodów QR to świetna sprawa. Wyszukaliśmy odpowiedni filmik, uzupełniający nasz materiał, skopiowaliśmy adres, wygenerowaliśmy kod i proszę bardzo 🙂 Dostęp do reportażu z drugiej wyprawy atlantyckiej podany jak na tacy.

doba na oceanie

Powiem Wam w sekrecie, że lapbooki skradły moje serce. A Panicz już nie może się doczekać, kiedy zabierze swoją “książeczkę” do klasy i opowie kolegom o Olku, który spełnia swoje marzenia. Bo przecież warto marzyć!

wasz belfer

dziecko na warsztat
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

Znalazłeś inspirację? Podziel się!

EMAIL
Facebook
Facebook
YouTube
Pinterest
Instagram