Na tropie filmu

escape room

Łódzkie Muzeum Kinematografii jest miejscem szczególnym. Przez lata współpracy wielokrotnie mogłam się o tym przekonać. Ostatnio jednak zaskoczyło mnie po raz kolejny. W jaki sposób? Uwięziło w zamkniętym pomieszczeniu na dobrych kilka chwil i wiecie co? To było ekstra!

Jakoś tak się złożyło, że wraz z moimi licealistami postanowiłam odwiedzić muzeum. I to nie byle jakie, a rodzime Muzeum Kinematografii. Okazało się bowiem, że to urokliwe miejsce nie jest przez młodzież zbyt dobrze znane (doprawdy, nie mam pojęcia jak to się stało?!). Rzecz jasna, wizyta nie mogła być zwyczajna. Jakoś nie mieściło się w mojej głowie, że po prostu pójdziemy, obejrzymy i koniec (na zarezerwowanie przewodnika od miesiąca nie było szans).
muzeum kinematografii
Zaczęło się od tego, że wyprodukowałam dość zgrabną kartę pracy (możecie ją pobrać <tu> i wykorzystać przy okazji zwiedzania). Wiele rzeczy pamiętałam z moich licznych, wcześniejszych wypraw, część sprawdziłam na stronie muzeum. Zależało mi na tym, by dzieciaki słuchały aktywnie (musieli się pilnować, by móc uzupełnić swoje karty). Mam wrażenie, że wywiązali się z tego zdania śpiewająco (uff, znaczy, że i ja jako przewodnik dałam radę).
Oprócz tradycyjnego zwiedzania zarezerwowaliśmy również zabawę w “pokoju zagadek”. I to był strzał w dziesiątkę! Podzieliliśmy się na grupy sześcioosobowe, a naszym zadaniem było wydostać się z zamkniętego na klucz pomieszczenia. Aby tego dokonać, należało rozwiązać kilka zagadek- podpowiedzi. Tym wszystkim, którzy sądzą, że to łatwizna uprzedzam, wcale nie. Niemniej, satysfakcja z odnalezienia klucza- bezcenna.
muzeum kinematografii
Dlaczego muzealny escape room uważam za wyjątkowy? Głownie dlatego, że czerpie z regionalnego kolorytu i wykorzystuje filmowe oblicze Łodzi. Wszystkie podpowiedzi nawiązywały do rodzimych produkcji, odwoływały się do łódzkiego szlaku filmowego, korzystały z topografii miasta. Jeśli chcecie dowiedzieć się więcej o tej nietuzinkowej atrakcji, koniecznie zajrzyjcie <tu>. Wielka szkoda, że w połowie listopada trzeba będzie się pożegnać z tak zacną inicjatywą, więc spieszcie się, by zdążyć 🙂 
Ja tymczasem powspominam. Może wpadnę na genialny pomysł, jak przenieść taką grę w realia szkolne?
wasz belfer

Mamy talent. I kropka!

dzień kropki

15 września to Międzynarodowy Dzień KROPKI. Już drugi raz uczestniczymy w tym święcie kreatywności. Zerknijcie jak w tym roku kropkowaliśmy ze starszakami (czytaj gimnazjalistami i licealistami).

W zeszłym roku “ofiarą” Dnia Kropki padły rodzaje literackie. Uczniowie zaklinali informacje o nich w kolorowych okręgach (więcej na ten temat przeczytacie <tu>). W tym roku postawiliśmy na emocje i aspekt społeczny w postaci “łączenia kropek”.
Zajęcia rozpoczęliśmy od obejrzenia znakomitego filmiku Włodka Markowicza <Kropki> (wiem, że powstał w ramach promocji książki o tym samym tytule, nie umniejsza to jednak jego świetności). Próbowaliśmy odpowiedzieć na pytanie: czym są kropki? I po co nam one?
dzień kropki
Po takim wstępie uczniowie otrzymali kartę z kopkami i polecenie: połączcie je. Kiedy wszystkie punkty zostały połączone, młodzi ludzie kolorowali kompozycję zgodnie ze swoim bieżącym nastrojem. Wybrane osoby opowiadały o tym, dlaczego wykorzystały takie, a nie inne barwy.
W następstwie ćwiczenia zapytałam, kto potrafi rysować? Kto czuje się pewnie jako artysta plastyk? Rąk w górze nie było wiele (jeśli jakieś w ogóle). Tymczasem na tablicy wisiały dowody na to, że każdy z nich potrafi i na swój sposób jest artystą. Przecież wszyscy zapanowali nad wręczoną kartką tworząc indywidualne dzieło (dodatkowych wskazówek np. jak połączyć punkty nie dostali, musieli sami coś zaproponować, wykreować). Z tych prac powstanie prawdziwa galeria, ale o tym na razie ciiii…
dzień kropki
Kolejnym elementem zajęć było “podążanie drogą do sukcesu”. Każdy z uczniów wybierał spośród przygotowanych symboli (<tu> je znajdziecie) trzy, które z jakiegoś powodu są mu bliskie. Następnie przyklejali znaczki na końcach trzech krętych dróg. Labirynty należało oznaczyć rożnymi kolorami, a dzieciaki miały wymyślić w jaki sposób wybrane ikonki łączą się z ich uzdolnieniami. Okazało się, że to wcale nie było łatwe zadanie. Przywykliśmy mówić o sobie raczej źle, niż dobrze. Pora to zmienić!  
Dzięki pytaniom pomocniczym i naprowadzaniu okazało się, że każdy z moich uczniów jest w czymś uzdolniony (cóż za zaskoczenie, hehe). Warto było kuć żelazo póki gorące i poprosić, aby młodzi ludzie wpisali w “chmurki” pozytywne myśli na swój temat (były tylko cztery wolne pola i wiele osób nie potrafiło zapełnić aż tylu, co mnie zasmuciło).
dzień kropki
Przedostatnim elementem było wspólne prześledzenie losów <Vashti>, od której wszystko się zaczęło (to dzięki niej możemy cieszyć się Świętem Kropki). Chwilę rozmawialiśmy o tym, kim może być dziewczynka. Miło było usłyszeć, że tak naprawdę kryje się w każdym z nas. Po krótkiej dyskusji każdy uczeń wpisał w kolorowe kropki swoje talenty. Stworzą one wkrótce “falę talentów”, która nas prawdopodobnie zaleje 🙂
Zwieńczeniem akcji było robienie <zdjęć> w pamiątkowej, kropkowanej ramce. Rzecz jasna z kropkowymi gadżetami. Przyznaję, że był to wyczerpujący, ale niezwykle twórczy dzień. Wszystko tak, jak lubię najbardziej.
PS <Tu> znajdziecie gotowe karty do druku (gdybyście chcieli porozmawiać ze swoimi uczniami o ich talentach).

wasz belfer

Narysowane… notatki :)

myślenie wizualne
Konferencja “Inspir@cje 2016”, w której miała przyjemność wziąć udział na początku wakacji, zaowocowała nową miłością. Zrodziło się moje gorące uczucie do sketchnotek. Koniecznie sprawdźcie: dlaczego?

Obfitość tematów oraz tempo prelekcji podczas “Inspir@cji” mogły przyprawić o zawrót głowy. Wśród wielu interesujących wystąpień jedno szczególnie zwróciło moją uwagę (choć muszę szczerze przyznać, że wszystkie były doskonałe).  Była to prezentacja dotycząca myślenia wizualnego, czyli ryślenia (<tu> możecie ją obejrzeć).
Pomyślałam wtedy: dlaczego nie spróbować? Niczego nie tracę, a zyskać mogę wiele. Być może zeszyty moich uczniów będą sugerowały, że uczestniczymy w zajęciach plastycznych, nie z języka polskiego, ale co tam. Jeśli tylko zwiększy to zaangażowanie dzieciaków i pozwoli im łatwiej przyswajać wiedzę: proszę bardzo.
Wiecie jak to jest? Najlepiej, jeśli w procesie edukacji uczestniczą nasze obie półkule mózgowe. Wtedy, kiedy wykorzystujemy wyłącznie tradycyjne metody podawcze, korzystamy głównie z jednej. Pozwalając na uruchomienie wyobraźni i włączenie myślenia obrazowego (bardziej naturalnego i kreatywnego, a przede wszystkim indywidualnego, bo odwołującego się do skojarzeń i doświadczenia życiowego myśliciela), stworzymy sytuację, w której praca obu półkul jest bardziej zrównoważona (a co za tym idzie, łatwiej i szybciej uczymy się).
Nim jednak rozpocznie się wrzesień, testowałam rysunkowe notatki na sobie. I wiecie co? Bardzo szybko okazało się, że to genialny sposób na porządkowanie informacji. Coś czuję, że zaraz obok map myśli (o których przeczytacie <tu>), będzie to moja ulubiona forma planowania. Efekty możecie obejrzeć na zdjęciach.
myślenie wizualne
Całkiem przy okazji “wpadł” w moje ręce majowy numer Magazynu dla nauczycieli <Sygnał>, w którym znajdziecie dość obszerny artykuł poświęcony notatkom rysunkowym. Jeśli nie jesteście przekonani do pomysłu, poczytajcie. Być może dacie się namówić 🙂 
A ja idę ćwiczyć swoje ludziki. Liczę, że wielokrotnie je wykorzystam. Start już za dwa tygodnie 🙂 
waszbelfer

Czytam, bo lubię!

czytam, bo lubię

Wakacje dobiegły półmetka. Nawet się nie spodziewałam, że niewinna z pozoru akcja przeistoczy się w poważną kampanię, a tymczasem, sami zobaczcie, co przyszło mi do głowy.

Kiedy jakiś czas temu zadałam na forum pytanie o to, po jakie książki sięgają młodzi ludzie, nie zdawałam sobie sprawy z konsekwencji, jakie przyniesie odpowiedź. W tamtym momencie zależało mi na stworzeniu listy lektur nadobowiązkowych (przeczytacie o tym <tu>). Uzyskałam taką liczbę podpowiedzi, że aż zakręciło mi się w głowie. 
Pozbierałam jednak myśli, spisałam dokładnie wszystkie pomysły, posprawdzałam założenia podstawy programowej i TADAM! Mogę Wam dziś zaprezentować plan kampanii mającej na celu wzrost czytelnictwa w szkole, w której pracuję (choć niektóre elementy wykraczają poza jej mury).
Pewien zarys kształtował się w mojej głowie od dawna, teraz jednak udało się nadać mu formalny kształt i nie ukrywam, że jestem z tego powodu zadowolona. Z jakich elementów składać będzie się kampania? Otóż: ze znanych Wam już <Żywych okładek> (mam nadzieję, że znajdą się chętni do współpracy w tej materii, również wśród Was), listy lektur nadobowiązkowych, wolontariatu, w ramach którego starsi poprowadzą zajęcia dla młodszych. Dołączcie do tego Konkurs Plastyczny <Baśnie, naturalnie!>, koło czytelnicze i zbiórkę książek dla oddziału dziecięcego przy wybranym szpitalu. Musi się udać.
Gdybyście byli ciekawi, jak konkretnie wygląda opis przedsięwzięcia, znajdziecie go <tu>. A tych, którzy wolą pooglądać wersję skróconą, zapraszam do zapoznania się z <prezentacją>.
Ja zaś idę zażywać wakacyjnego relaksu. A co mi tam 🙂 

PS Listę lektur nadobowiązkowych znajdziecie <tu>
wasz belfer

Wakacyjne kolorowanie na odstresowanie :)

mandala

Myślicie o drobnych podarunkach dla swoich uczniów, ale jest już bardzo późno i nie macie czasu na wykonanie nawet najmniejszego prezentu? To może chociaż skusicie się na kolorowankę?

Jak być może pamiętacie, postanowiłam w tym roku uhonorować każdego z moich uczniów indywidualną laurką- podziękowaniem (przeczytacie o tym <tu>). Wiele osób dało mi wtedy do zrozumienia, że to doskonały pomysł, tylko… czasu mało, pomysłu brak albo jeszcze coś innego, co stoi na przeszkodzie, by zrealizować pomysł.
Pomyślałam zatem, że być może bylibyście zainteresowani pewnym uniwersalnym drobiazgiem, który uzupełniony o jedno dedykowane zdanie, będzie świetnym podarunkiem dla Waszych wychowanków. Dzięki dwóm wspaniałym dziewczyno: Martynie z <Mamarak> i Kindze z <Pracowni Bajkowo>, ofiarowuję Wam antystresową kolorowankę idealną na wakacyjny czas (gotową do druku znajdziecie <tu> ).
Do tego dołóżcie choćby skromny cytat (poniżej przygotowałam dla Was mały zbiór) i gotowe.

Nasze życie ma cztery wielkie cele:żyć, kochać, uczyć się i pozostawić po sobie coś cennego (Steven Coney)

Zanim coś osiągniesz, musisz czegoś od siebie oczekiwać (Michael Jordan)

Nie bój się zrobić czegoś głupiego. W najgorszym razie to po prostu nie zadziała (Peter Shankman)

Nie jesteś problemem do naprawienia. Jesteś cudem do odkrycia (Ewelina Stępnicka)

Jedno działanie cenniejsze jest od dziesięciu pomysłów (Emre Yilmaz)

Wejdź na pierwszy stopień. Nie musisz widzieć całych schodów, po prostu wejdź na pierwszy stopień (Martin Luter King)

To nie góra, na którą się wspinasz Cię męczy, ale kamyk w Twoim bucie (Muhammad Ali)

Wspaniale jest świętować sukces,natomiast ważniejsze jest, aby wyciągnąć wnioski z porażki (Bill Gates)

Sukces to nie kwestia wrodzonego talentu, błyskotliwej inteligencji ani szczęścia. Sukcesy  odnoszą ludzie przekonani o tym, że wciąż się mogą wiele nauczyć (Carol Dweck)

W dwa miesiące możesz zdobyć więcej przyjaciół, interesując się innymi ludźmi, niż w ciągu dwóch lat, usiłując zainteresować sobą innych (Dale Carnegie)
 To jak? We wspaniałych nastrojach rozpoczynamy wakacje?
wasz belfer

W kółko rodzaje rzeczownika

rzeczowniki

Papierowy talerzyk i czasownik to dobry zestaw do ćwiczeń (o czym możecie przeczytać <tu>). Okazuje się jednak, że rzeczownik nie ustępuje pola. Jak bowiem w interesujący sposób utrwalać rodzaj rzeczownika? W kółko! 

Jedna z moich koleżanek jest nieobecna, zatem przypada mi część zastępstw za nią. Tak się złożyło, że miałam właśnie odbyć jedno z nich w klasie czwartej (z którą na co dzień nie mam zajęć). Urzeczona możliwościami papierowych kółek, zdecydowałam, że przygotuję zadanie utrwalające rodzaje w liczbie pojedynczej. Zobaczcie, co z tego wniknęło.
Zajęcia rozpoczynam od przypomnienia
czym jest rzeczownik i jak określamy jego formę.

rzeczowniki

Następnie rozdaję niewielkie kartki i
proszę, aby uczniowie zapisali na nich dowolne rzeczowniki (na
jednej kartce jedno słowo). Zapiski zbieram do pojemnika.

Kolejnym krokiem jest rozdanie
dzieciakom małych, papierowych talerzyków. Proszę, aby zostały one podzielone na trzy równe części. Później zapisujemy w każdej
części odpowiednio: rodzaj męski, żeński i nijaki. Równocześnie na tablicy zapisałam przy każdym rodzaju zaimek ułatwiający identyfikację.

W dalszej części losujemy rzeczowniki
z pojemnika. Zadaniem uczniów jest zapisanie ich w odpowiednim
miejscu na talerzyku.

rzeczowniki

Po ostatnim przeczytanym wyrazie
przechodzimy do sprawdzania. Proszę, aby dzieciaki wzięły do ręki
kolorowe mazaki lub kredki. Zaznaczają nimi te wyrazy, które
omyłkowo znalazły się w niewłaściwych miejscach.
W podsumowaniu proszę o odmianę
wybranego rzeczownika przez przypadki.

Czy lekcja się podobała? Bardzo. Czwartoklasiści oznajmili z zachwytem, że w końcu mogli się bawić na polskim. A skoro tak dobrze się bawili i pilnie uczyli, to czego jeszcze chcieć więcej?

Z ‘Hymnem’ na ustach i pieśnią w sercu

rota vs hymn

Druga klasa gimnazjum omawia właśnie teksty pozytywistyczne. Na jednej z lekcji padła propozycja, aby zająć się “Rotą”. Pomyślałam wtedy: dlaczego nie? I tak zrodził się pomysł na pewną analizę porównawczą.

Zaczęło się od tego, że bardzo wnikliwie wczytaliśmy się w słowa pieśni Konopnickiej. Rozmowa potoczyła się w kierunku przywoływanych w “Rocie” wartości, propagowanej postawy. Na gruncie tych rozważań otworzyła się w mojej głowie klapka zatytułowana: “Hymn”. I bynajmniej nie o “Mazurek Dąbrowskiego” tym razem chodzi.
Jest taka piosenka zespołu Luxtorpeda. Rozpoczyna się od słów:

 wiara, siła, męstwo to nasze zwycięstwo.

W dalszej kolejności Litza (autor tekstu), przekonuje nas, że:
Tylu już przegrało, zabiła ich słabość,

Ty wśród nich wyciągasz dłoń po wygraną.
W każdym moim zwycięstwie jest pot i krew poświęceń.
Uczniowie w mgnieniu oka odnaleźli fragmenty, których wydźwięk jest tożsamy. Wskazali oczywiście na różnice, tych nie brakuje, ale zależało mi przede wszystkim, aby moi nastolatkowie spojrzeli na pozytywistyczny utwór przez pryzmat własnych doświadczeń, współczesnych skojarzeń, bliskiego im języka odartego z patosu.
rota vs hymn
Gimnazjaliści ocenili, że podobne w tekstach są:
* odwołania do siły ludzkiego ducha i wiary we własne możliwości;
* wymowa “ku pokrzepieniu serc”;
* nawoływanie do walki o to, co w życiu ważne.
Różnice, na które wskazali to:
* czas powstania oraz, co się z tym wiąże, język;
* budowa.
Jako uzupełnienie i podsumowanie zagadnienia, uczniowie wykonali kolaże odnoszące się do “Roty” lub “Hymnu” właśnie. Dzięki pracom plastycznym dodatkowo uświadomiliśmy sobie, jak bardzo te pieśni są do siebie podobne.
kolaż
Na zakończenie jedna uwaga do Was, moi Drodzy. Przywołując “Hymn” zdawałam sobie sprawę z tego, jaka jest jego wymowa (znałam <klip> i związaną z nim interpretację tekstu). Celowo nie zapoznałam z nią moich wychowanków, a przynajmniej nie przed omówieniem podobieństw i różnic względem tekstu Konopnickiej. Kiedy jednak poznali kontekst towarzyszący piosence Luxtorpedy, uznali, że zasadniczo to niczego nie zmienia. A naszym największym przeciwnikiem w realizacji planów jesteśmy my sami. Zgodzicie się z takim zdaniem?
wasz belfer

Polski po angielsku ;)

polski po angielsku

Interdyscyplinarne lekcje, czyli historia, muzyka, plastyka na języku polskim to już niemal standard. Co byście jednak powiedzieli, gdyby Wasz polonista przyszedł na zajęcia i zaczął je prowadzić… po angielsku? Zdziwieni? Zaskoczeni? A może zadowoleni? 


Na taki właśnie eksperyment zdecydowałam się podczas lekcji z moimi gimnazjalistami. Zadanie z pozoru łatwe, ale… gigantyczna blokada przed publicznym mówieniem w języku obcym sprawiła, że do realizacji pomysłu niemal nie doszło. Pomyślałam sobie jednak:

skoro stawiam przed uczniami zadania, które często są dla nich niewygodne (z różnych względów), to sama również muszę takiemu zadaniu sprostać.

I udało się.  Wszystkich tych, którzy sądzą w tej chwili, że jestem mistrzem poliglotą uspokoję. Mój angielski jest raczej na poziomie komunikatywnym. Ot, złożę kilka podstawowych zdań (co zaznaczyłam już na początku lekcji, prosząc o wsparcie w momentach gdyby brakło mi słowa, bądź gdybym zaczynała brnąć w konstrukcję: “Kali jeść, Kali mówić”).

do młodych

Co było przedmiotem lekcji? Wiersz Adama Asnyka “Do młodych”. Ponieważ wkroczyliśmy właśnie w meandry literatury pozytywistycznej, poprosiłam aby młodzi ludzie przeczytali liryk, a następnie dokonali przekładu. Ze względu na to, że tekst liczy pięć strof, podzieliliśmy się na grupy i każdy opracowywał tylko fragment utworu (wykorzystując inwencję własną, słownik i Internet).
Na zakończenie przeczytaliśmy na głos zarówno wersję oryginalną, jak i angielską. Porozmawialiśmy o tym, czy zadanie było łatwe, czy należało do trudnych. Efekty możecie zobaczyć sami (przynajmniej fragmenty).

do młodych

Dlaczego to była ważna lekcja? Ponieważ dzieciaki musiały dokonać analizy i interpretacji wiersza, choć wcale tego nie wiedziały (nie ma jednak innej sposobności przełożenia wiersza, niż oddanie w innym języku jego sensu). Poza tym postawiliśmy się w sytuacji, kiedy to młodzież potrafiła więcej ode mnie (taka prawda, było się uczyć języków za młodu). Dodatkowo, co oczywiste, wszyscy poćwiczyliśmy posługiwanie się językiem obcym oraz korzystanie ze słowników 🙂
Co myślicie o takich zajęciach? Wzięlibyście udział? Czy niechętnie? 

PS Nie mam pojęcia, czy stworzony przez moich uczniów poemat jest poprawny gramatycznie (obawiam się, że nie do końca). Być może po feriach pokusimy się o omówienie tegoż dzieła na zajęciach z angielskiego? 🙂

wasz belfer

Tanecznym krokiem w korowodzie danse macabre

memento  mori

W pierwszej klasie liceum omawiamy na języku polskim teksty, które powszechnie mogą być uznane za nudne i nieciekawe. Jak je odczarować?

Pamiętacie “Rozmowę Mistrza Polikarpa ze Śmiercią”? Albo “Skargę umierającego”? Trudny język, naszpikowany archaicznymi słowami. Rzeczywistość całkowicie nie przystająca do panujących za oknem realiów. Teksty, które sprawiają młodemu czytelnikowi ogromne problemy, bo wymagają sporej pracy, aby odczytać sens.

Takie spostrzeżenia spowodowały, że postanowiłam przełamać schemat (pomyślicie, cóż za nowość, hehe). Choć nie obyło się bez czytania, dla lepszego zrozumienia utworów wykonaliśmy kolaż (czasami żartujemy, że klasa pierwsza powinna mieć profil artystyczny ze względu na wielość działań plastycznych, które podejmujemy na zajęciach, choćby <takich>).

memento mori

Zanim jednak przeszliśmy do wycinania i komponowania, ustaliliśmy, że elementem łączącym omawiane do tej pory dzieła jest motyw <danse macabre>. Zgodnie z jego wyznacznikami, tanecznym krokiem podążają za ludzkim szkieletem postaci różnego wieku i statusu społecznego.

Korzystając z kolorowych czasopism, które są wręcz kopalnią portretów, skomponowaliśmy dzieło ze złowieszczym przesłaniem pośrodku.

Memento mori.

Sentencję otaczają zdjęcia kobiet, mężczyzn i dzieci. Uśmiechniętych, zamyślonych, smutnych. Modelek, muzyków, prezenterów, celebrytów. Mówiąc krótko: przekrojowo potraktowaliśmy rasę ludzką.

Dla dodatkowego podkreślenia wszechobecności śmierci, uczyniliśmy ją jedną z postaci plakatu, zaznaczając jej rolę umieszczonymi w komiksowej chmurce słowami: tutaj jestem (a tak swoją drogą, ciekawe czy pani Tyszkiewicz byłaby zadowolona z przydzielonego jej w naszej pracy zadania).

memento mori

Kolejna lekcja z wykorzystaniem nauczania przez działanie. Analiza tekstów przefiltrowana i zinterpretowana zgodnie z młodym spojrzeniem. A przy okazji wycinania i klejenia- merytoryczna rozmowa uzasadniająca taki, a nie inny wybór postaci. Krótko mówiąc: wszystko to, co lubię najbardziej.
wasz belfer

..i stracił głowę z miłości… ‘Kamizelka’ vs ‘Danny Boy’

Danny Boy

Dostrzeganie elementów wspólnych dla literatury i innych tekstów kultury, to bardzo trudne zadanie. Jeśli chcemy być  świadomymi odbiorcami kultury warto nad nim popracować.


Omawiałam ostatnio z gimnazjalistami “Kamizelkę” Prusa. Ta pozytywistyczna nowela nie sprawia uczniom większych problemów interpretacyjnych. Klasyczna budowa tekstu, akcja opleciona wokół przedmiotu- symbolu, puenta. Dość łatwo odnaleźliśmy wszystkie elementy.
Przy okazji poszerzyliśmy wiedzę wprowadzając terminy: “teoria sokoła” (odnoszącą się właśnie do klasycznej budowy utworu) i kompozycja szkatułkowa (czyli taka, która eksponuje podwójną narrację, opowieść w opowieści, więcej na jej temat przeczytacie <tu>). 
Ustaliliśmy wspólnie, że “Kamizelka” to opowieść o miłości i poświęceniu, o małżeństwie i roli kłamstwa w dobrej wierze. I wtedy przyszedł czas na projekcję filmu <Danny Boy> (zachęcam do zapoznania się z nim) . Jest to animacja łódzkiego Se-Ma-Fora, ale z bajką dla dzieci nie ma nic wspólnego. Zadaniem młodych ludzi było odnalezienie elementów wspólnych dla obu dzieł oraz wskazanie różnic. 

Podobieństwa:

  • motyw miłości;
  • opowieść zbudowana wokół jednego przedmiotu;
  • poświęcenie w imię uczucia;
  • kompozycja (wstęp, rozwinięcie, punkt kulminacyjny i puenta).

Różnice:

  • realia;
  • bohaterowie;
  • motywacja postępowania postaci;
  •  przedmiot, wokół którego zbudowano opowieść.
Szczerze powiedziawszy rozmowa dotycząca filmu przebiegała dość burzliwie. Młodzi ludzie uznali, że film pozbawiony jest sensu i potrzebowali dodatkowych wskazówek, aby móc poprawnie zinterpretować jego przesłanie. Mimo wszystko nie żałuję. Teraz wiem, że takie ćwiczenia są bardzo potrzebne, również po to, aby uwrażliwić uczniów  i lepiej przygotować do odbioru tekstów kultury.
A Wy jak myślicie? O czym opowiada “Danny Boy”?
wasz belfer
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

Znalazłeś inspirację? Podziel się!

EMAIL
Facebook
Facebook
YouTube
Pinterest
Instagram