sprytna otogra

sprytna ortogra

Nauka przez zabawę i dla przyjemności to jedno z moich najważniejszych założeń. By uczniowie byli zainteresowani i sami chcieli przyswoić proponowane treści, często ich zaskakuję. Bardzo pomocne okazują się w takich sytuacjach niestandardowe rozwiązania, choćby gra w bingo, zamiast tradycyjnego dyktanda.

Jak zacząć, czyli skąd się bierze ortogra?

O bingo i jego zaletach pisałam już kilkukrotnie. Gdybyście chcieli sprawdzić, co wtedy wymyśliłam, zerknijcie choćby do <gramatycznego bingo> czy <tabliczki mnożenia>. Tym razem chciałam pokazać Wam, jak w prosty sposób, posługując się generatorem, przygotować na zajęcia zestaw do ortograficznej wersji gry.

Czy myślicie, że uczniowie wolą napisać tradycyjne dyktando, czy raczej zagrać w ortogrę i dać się ponieść emocjom? Gdybyście chcieli to sprawdzić, a nie macie chwilowo pomysłu na własny zestaw, możecie wykorzystać ten przygotowany przeze mnie (znajdziecie go <tu>). Dla tych, którzy zapomnieli na czym polega gra w bingo, przygotowałam krótki opis (znajdziecie go <tu>). Dajcie też znać, czy są jakieś narzędzia, o których chcielibyście, bym opowiedziała.

asia krzemińska

ten zeszyt będzie ok!

ok zeszyt

Każdy ma jakieś postanowienia noworoczne, mam i ja. W tym roku szkolnym stawiam nie tylko na gamifikację (podobnie jak w zeszłym, o czy przeczytacie <tu>), zamierzam również w jeszcze szerszym zakresie wprowadzić ocenianie kształtujące na zajęcia.

Kiedy ostatnio szukałam materiałów dotyczących OK, dotarłam do zdania, które moim zdaniem definiuje zjawisko. Zakładało ono, że ocenianie kształtujące to nie tyle forma oceniania własnie, ale rodzaj relacji otwartej na potrzeby ucznia, dobrze zaplanowanej komunikacji. Przyznajcie, że to niezwykle trafna, a zarazem zwięzła definicja ?
Idąc tym tropem postanowiłam, że oprócz dołączonej standardowo do prac informacji zwrotnej (z wyszczególnionymi umiejętnościami) oraz cyklicznej ewaluacji, wprowadzę elementy charakterystyczne dla ok zeszytu. A co tam, jak szaleć, to szaleć. Zabawę zaczniemy od dodania do zwyczajowych notatek znaków graficznych, dzięki którym zapiski zostaną uporządkowane. Sądzę, że z czasem uczniowskie kajety staną się nieocenionym źródłem wiedzy, indywidualnie opracowanej, a jednak dla wszystkich tożsamej.
Na początek proponuję trzy znaczki. Myślę, że ich przesłanie jest jasne. W dalszej kolejności popracujemy nad innymi elementami. A może Wy coś podpowiecie? Pracujecie z ok zeszytami?
Na zakończenie mam dla Was coś, co mnie urzekło, piosenkę przygotowaną przez <Kasię Polak>, w której zawarte zostały najważniejsze zasady ok zeszytu. Lepszej reklamy nie można sobie wymarzyć.
asia krzemińska

zielony ołówek w służbie ortografii

metoda zielonego ołówka

Znacie kogoś, kto lubi pisać dyktanda? Ja też nie. Są jednak sposoby na to, by oswajać ortograficznego potwora. Jednym z nich jest wykorzystanie metody zielonego ołówka.

O metodzie zielonego ołówka słyszałam i przeczytałam bardzo wiele. Ze zrozumieniem podchodziłam do tego pomysłu, jednak sama nie miałam okazji, aby go wypróbować. Do czasu. Momentem przełomowym okazała się niechęć własnego dziecka do pracy nad zgłębianiem zasad pisowni. Mówiąc krótko: Panicz uznał, że nie cierpi dyktand (nie dał się przekonać, że to ważne i potrzebne, aby poprawnie pisać).
W jaki sposób uświadomić dziecku, że jego praca jest wartościowa i nie warto jej porzucać? Najlepiej pokazując, jak wiele już potrafi ? Ćwiczenie zaczęliśmy od przeczytania (cichego i głośnego) krótkiego tekstu zawierającego trudności ortograficzne. W tym celu wyciągnęłam z szafki moja starą książkę z wierszykami, dzięki której własne zmagania wspominam raczej z uśmiechem (wszak to “Ortografia i gramatyka na wesoło” Witolda Gawdzika).
Po zapoznaniu się z fragmentem, przeszliśmy do dyktowania. Ponieważ Panicz dość dobrze radzi sobie z pisaniem ze słuchu, nie trwało to przesadnie długo. Kiedy wszystkie słowa znalazły się w zeszycie, Syn otrzymał zielony długopis i miał za zadanie podkreślić wyrazy, które zapisał poprawnie (porównując własny zapis z tym, który był w książce). Szybko okazało się, że większa część dyktanda jest bezbłędna.
A co z odnalezionymi usterkami? Zaznaczyliśmy je innym kolorem (to nasza wariacja na temat metody, <tu> przeczytacie jak wygląda ona w oryginale). Okazało się, że wkradł się tylko jeden błąd ortograficzny,  a pozostałe dwa to kwestia zjedzenia literki lub łączne zapisanie cząstki “nie” z czasownikiem (takiej wiedzy dziecię może jeszcze nie posiadać). Dla utrwalenia właściwej pisowni Panicz przepisał pod dyktandem słowa, które sprawiły kłopot. 
Co zyskaliśmy? U dziecka przekonanie, że jednak całkiem dobrze sobie radzi. Mam nadzieje, że dzięki temu nabierze więcej pewności siebie i z mniejszą niechęcią podejmie kolejne próby. Poza tym taka praca daje poczucie sprawczości i uczy odpowiedzialności (wszak Syn musiał sam sprawdzić, co wcześniej napisał). A ja sprawdziłam, że metoda rzeczywiście warta jest uwagi i wprowadzenia na zajęcia. Co o tym myślicie?
PS Mam wielka ochotę przygotować jeszcze karty z obrazkami i wprowadzić teatrzyk kamishibai jako ilustrację do ortograficznego wierszyka. Przewiduję dobrą zabawę ?
asia krzemińska

ściana imiesłowów

ściana imiesłowów

W klasie pierwszej gimnazjum uczniowie poznają imiesłowy. Co zrobić, by kolejne ćwiczenia nie były tylko nudnym opracowywaniem materiału z podręcznika? Zaprosić młodych ludzi na korytarz!

Przygotowując się do kolejnych z cyklu zajęć, dotyczących imiesłowów, chciałam zaproponować moim podopiecznym jakąś ciekawą formę pracy. Ćwiczenia zeszytowe mieliśmy już za sobą (tak, tak, uważam, że są one potrzebne, a nawet konieczne), czułam jednak, że nadal istnieje potrzeba utrwalania zagadnienie.
Z pomocą przyszło mi “spocone dyktando”. Poznałam tę metodę już jakiś czas temu, jednak do tej pory nie znalazłam dla niej zastosowania. W oryginale praca wygląda następująco: na korytarzu umieszczamy kartkę (lub kartki) z tekstem zawierającym wyrazy z trudnością ortograficzną. Dzieciaki wybierają spośród siebie skrybę, który zapisuje treść przynoszoną z korytarza. Kartki z dyktandem nie wolno ruszyć z miejsca, w którym została położona, należy zapamiętać zdanie i powtórzyć je pisarzowi. W ten sposób cały tekst zostaje przedyktowany (z różnym skutkiem, ale to już zupełnie inna kwestia).
W mojej wersji klasa została podzielona na cztery zespoły. Każdy zespół miał za zadanie odnaleźć na ścianie inne imiesłowy (odpowiednio: przymiotnikowe czynne lub bierne oraz przysłówkowe współczesne lub uprzednie). Uczniowie sami decydowali, kto w grupie będzie odpowiedzialny za notowanie, a kto za zapamiętywanie i dyktowanie. Dla utrudnienia, wśród słów do wyboru znalazły się również takie, które wcale nie były imiesłowami (m.in. rzeczowniki, imiesłowy, przymiotniki).
Zakończywszy zbieranie słów z korytarza, przeszliśmy do sprawdzania poprawności dokonanych wyborów. Przedstawiciele kolejnych grup udali się po karteczki ze słowami i umieścili je w odpowiednim przedziale na tablicy. Wspólnie zastanawialiśmy się, czy polecenie zostało wykonane prawidłowo (dzieciaki mogły zerknąć do notatek z wcześniejszych lekcji). ewentualne pomyłki były na bieżąco korygowane, wątpliwości wyjaśniane (dodatkowo punktowane było wskazanie błędnej formy jednego z imiesłowów).
W ramach podsumowania gimnazjaliści miały za zadanie ułożyć zdania ze słowami przyniesionymi w ramach “spoconego dyktanda”. Liczę na to, że ruch połączony ze zdobywaniem wiadomości przyniesie spodziewane rezultaty.

O innych pomysłach na lekcję z imiesłowami przeczytacie <tu>. Dajcie znać, czy któraś z metod sprawdziła się na Waszych zajęciach.

asia krzemińska

tajny agent od porządku

agent

Siło inspiracji, potęgo Internetu! Wielu nauczycieli zawdzięcza Ci spokój na lekcji i motywację do pracy. Podobnie stało się w moim przypadku. Po raz kolejny poznałam, co znaczy mądrość grupowa 🙂 

Po tym, jak znalazłam w grupie dla nauczycieli języka polskiego przepis na <kapustę>, okazało się, że metoda jest genialna i warta częstego powtarzania na zajęciach. Nie spodziewałam się jednak, że w krótkim czasie natknę się na kolejny doskonały pomysł, który ułatwi moją pracę, a jednak serce moje skradł “agent”.
Tym razem nie chodzi o metodę aktywizującą (aktywne to te moje dzieciaki są, czasami aż za bardzo). Nowy patent dotyczy utrzymywania spokoju i koncentracji na zajęciach, bez zbędnej utraty nerwów i energii prowadzącego. Cała “magia” polega na tym, że to uczniowie dbają o zachowanie ciszy na lekcji.
W czym zatem tkwi sekret? To proste. Wystarczy, że na początku zajęć wylosujemy imię jednego z uczniów. Nie zdradzamy czyje, ale obserwujemy zachowanie tej osoby,”agenta”, przez całe zajęcia. Jeśli zachowuje się poprawnie, na koniec lekcji mówimy, czyje imię padło na początku i cała klasa dostaje punkt. Jeśli “agent” sprawia kłopoty, nie mówimy kim był, ale klasa nie dostaje punktu.
Metodę wprowadziłam u moich gimnazjalnych pierwszaków. Zanim przystąpiliśmy do pierwszego losowania, umówiłam się z nimi, że gdy zbiorą dziesięć punktów, czeka ich nagroda. I to nie byle jaka, zorganizuję im bowiem zajęcia w pokoju zagadek (bardzo zazdrościli starszym kolegom, których <zagadkową sprawę> możecie prześledzić). Po pierwszych zajęciach widzę, że dzieciakom zależy na zdobyciu umówionej sumy jak najszybciej. Zobaczymy, czy spokojne zachowanie wejdzie im w nawyk ? Jak myślicie? 

zagadkowa sprawa

pokój zagadek

Pokoje zagadek są ostatnio hitem. Każdy z nas lubi czasem poczuć dreszczyk emocji w zderzeniu z nieznanym. Czy gimnazjaliści odnajdą się w takiej sytuacji i podołają zadaniu? Czy odczytają wskazówki i odnajdą klucz?

Pracownia, w której prowadzę większość zajęć (nazywana przeze mnie nie tylko w myślach: moją salą) ma wiele zalet: okna wychodzą na południe, więc jest słonecznie, co dodatkowo wzmaga kolor ścian, tablice obwieszone są pracami uczniów. Najważniejsze jest jednak ZAPLECZE (zwane powszechnie Narnią od malunku na drzwiach), które odegrało dziś swoją “rolę życia”.
Od jakiegoś czasu nosiłam się z pomysłem zorganizowania “pokoju zagadek”. W końcu nadeszła chwila, by plany przekuć w działania i zaproponowałam gimnazjalistom wyjątkową lekcję powtórzeniową. Zaczęłam od tego, że nie mogli wejść do sali po dzwonku. Poprosiłam, by ułożyli plecaki w rzędzie na korytarzu, a telefony włożyli do przygotowanego na tę okazję pojemnika. Następnie, drogą losowania, podzielili się na dwie siedmioosobowe grupy.

Dopiero w tym momencie zaprosiłam wszystkich do pracowni. Wytłumaczyłam, że dzisiejszym zadaniem jest odnalezienie klucza, za pomocą którego wydostaną się z sali, bo zamierzam ich w niej zamknąć. Dodałam też, że każdy z zespołów ma do odnalezienia trzy wskazówki (wszystkie dotyczą języka polskiego). Prawidłowe rozwiązanie zagadek skutkowało otrzymaniem litery. Po tych słowach wyszłam, zamknęłam drzwi i przekręciłam klucz w zamku (dobrze, że mamy w szkole zapasowy ?).

Szybko okazało się, że zlokalizowanie podpowiedzi to jedno, a ich rozwiązanie, to drugie. Początkowo każda z grup pracowała  swoje wskazówki indywidualnie, lecz po jakimś czasie ich członkowie zaczęli ze sobą współpracować. Razem “rozkminiali” jak rozumieć odnalezione słowa. Musieli zmierzyć się z różnorodnymi zadaniami. Oto one:

  • Miejscownik odnajdziecie, wskazówkę dostaniecie (karteczka naklejona była na laptopie, w którym wyświetlał się dokument ze zdaniami; należało wskazać poprawnie rzeczownik w żądanym przypadku i znaleźć odpowiednie miejsce w pracowni → tu schowała się literka “N”);
  • Dwa rody skłócone dziś ze sobą mieszkają. Znajdźcie je, wskazówkę dla Was mają (na plakacie przedstawiającym Julię, bohaterkę dramatu Szekspira, zaznaczona została literka “A”);
  • Ten, kto mądry wnet się dowie, że podmiot logiczny skrył podpowiedź (na tablicy zapisałam cztery zdania, należało wybrać odpowiednie; podmiot przenosił w odpowiedni rejon klasy, gdzie ukryła się literka “R”);
  • W dwunastu księgach wierszem spisanych kryje się podpowiedź dla wszystkich oczytanych (na regale z książkami mam kilka tomów “Pana Tadeusza”, w jednym z nich wyróżniała się literka “N” na karcie tytułowej);
  • W “Gmachach” odpowiedź znajdziecie i bystrego oka dowiedziecie (jesienią dostała od jednego z uczniów zegar pokryty tablicową powierzchnią, wkrótce po tym napisałam na nim “Gmachy” Przybosia, bo akurat je omawialiśmy i lubię ?; dziś najważniejsza była w nich pewna samogłoska “I”);
  • Dwudziestolecie to trendy w sztuce nowe, tam w metaforze znajdziecie podpowiedź (na jednej z tablic mam plakat poświęcony polskim ugrupowaniom dwudziestolecie międzywojennego; zawiera on miedzy innymi wiersze z zaznaczonymi środkami stylistycznymi i to tam znaleziono dziś literkę “A”).
Bystry obserwator wie już, że z zebranych liter tworzy się hasło… Narnia. Tylko jak dostać się do zamkniętego na kłódkę pomieszczenia? Otóż, wystarczyło ruszyć głową, by wpaść na pomysł, że ten sam regał, który mieści “Pana Tadeusza” ma na jednej z półek “Lwa, czarownicę i starą szafę”, czyli pierwszy tom “Opowieści z Narnii”. W nim schowana została koperta z wymownym “Otwórz mnie” i kluczem do kłódki wewnątrz.

Dzieciaki podołały zadaniu, choć nie obyło się bez zamieszania i pewnych perturbacji. Oczywiście, nie wszyscy pracowali, ale tym postanowiłam się chwilowo nie przejmować (następnym razem dostaną zadania do rozwiązania w zeszycie i będą siedzieć w sali obok).
Zapytani o to, co im pomogło odparli jednogłośnie, że dobre “opatrzenie” z elementami sali. Co przeszkadzało? Okazało się, że udało mi się ich nieco nabrać i spisali litery, które zaznaczyłam dla zmyłki, więc kilka chwil musieli poświęcić na dojście do tego, co jest rozwiązaniem zagadki, a co spisali przypadkowo. Jedno wiem: warto było. I moja i ich satysfakcja z uwolnienia się: bezcenne. Macie ochotę spróbować? Czekam na Wasze relacje ?

Przymiotnikowy pomysł na zastępstwo

janek przymiotnik

Jedziecie rano do pracy, godzinkę wcześniej niż zwykle, kiedy otrzymujecie telefon: masz zastępstwo, zaczynasz za dziesięć minut. Co robić? Co robić? Spokojnie, w głowie własnie zaczyna świtać świetnym pomysł.

Ostatnimi czasy miałam okazję poprowadzić niespodziewana lekcję w klasie czwartej (niewtajemniczonym przypomnę: pracuję przede wszystkim z gimnazjalistami i licealistami). Inteligentne, wymagające dzieciaki. Co zrobić? Postanowienia noworoczne!
Pomyślałam sobie, że najbezpieczniej będzie poruszyć na zajęciach kwestie związane z gramatyką (takie ćwiczenia jeszcze nikomu nie zaszkodziły ?). A, że własnie wkroczyliśmy w nowy rok, uznałam, że poćwiczymy stopniowanie przymiotników w odniesieniu do określeń minionego i rozpoczynającego się okresu. Wyglądało to mniej, więcej tak:
Lekcję rozpoczęliśmy od przypomnienia wiadomości o przymiotniku. Na tablicy pojawił się Janek Przymiotnik, do którego dopisywaliśmy określenia (najważniejsze wiadomości). Kiedy portret był gotowy, dzieciaki przeniosły go do własnych zeszytów. 

W dalszej kolejności posłaliśmy Janka na schody/ stopnie, by wspinał się po nich. Rozpoczynał od równego, przez wyższy, aż do najwyższego. Każdy mógł zaproponować swój wyraz i razem z Przymiotnikiem odbyć spacer w górę. 

Kolejnym elementem było wyrysowanie w zeszycie tabeli, zawierającej dwie kolumny. W pierwszej wpisywaliśmy określenia minionego roku. Musiały być wyrażone przymiotnikiem w stopniu równym. Druga kolumna to słowa opisujące rozpoczynający się rok. Powinny być utworzone od wyrazów z pierwszej kolumny, ale zapisane w stopniu wyższym. 

Na koniec należało napisać “Postanowienia noworoczne” używając słów zawartych w drugiej kolumnie.
postanowienie noworoczne
Niby taka prosta sprawa, a lekcja minęła nie wiadomo kiedy ? Porysowaliśmy, postopniowaliśmy, a najważniejsze, że poruszaliśmy głowami i powtórzyliśmy wiadomości. Zajęcia uważam za bardzo udane. A jakie są Wasze pomysły na niespodziewane zastępstwa? Chętnie o nich poczytam.

Zaszyfrowana Akcja pod Arsenałem

akcja pod arsenałem

“Kamienie na szaniec” to jedna z tych lektur, do których wracam z ogromnym sentymentem. Wiąże się to zapewne z moją harcerską przeszłością (tak, tak, w szafie nadal leży starannie złożony szary mundurek). Poza tym jest okazja porozmawiać z uczniami o wartościach, które tak wtedy, jak i dziś były i są ważne.

Wszelkie działania podejmowane przez harcerzy, bohaterów powieści Kamińskiego, zasługują na dokładne omówienie. Szczególna uwagę poświęciliśmy jednak Akcji pod Arsenałem. Można powiedzieć, że była to jedna z tych lekcji, podczas których wystąpił efekt WOW. A wszystko za sprawą kropek i kresek…

akcja pod arsenałem

Zajęcia rozpoczęliśmy od losowania. Każdy uczeń wybrał jedną kartkę, na której znajdował się wybrany punkt planu wydarzeń. Nie był to jednak zwyczajny zapis, ponieważ wykorzystałam alfabet Morse’a. 

Pierwszym zadaniem było odszyfrowanie otrzymanej wiadomości. W tym celu rozdałam dzieciakom arkusze z zastosowanym szyfrem (aby każdy mógł się skoncentrować na działaniu). Widać było, że odczytanie przesłania dawało młodym ludziom sporo satysfakcji (większą frajdę sprawiało chyba tylko znalezienie mojego błędu, co również miało miejsce). 

Kiedy już znaliśmy wszystkie wymienione zdarzenia, przeszliśmy do ich porządkowania. Za pomocą magnesów przyczepiliśmy rozszyfrowane wypowiedzenia do tablicy, a następnie ułożyliśmy je w odpowiedniej kolejności. Dopowiadając uzupełniliśmy akcję o dalsze elementy. 

Poznawszy i omówiwszy ramowy plan, przeszliśmy do kolejnego, ostatniego już zadania. Sięgnęliśmy do “Story Cubes Akcja” (więcej na ich temat przeczytacie <tu>), rzuciliśmy kośćmi, a na podstawie wylosowanych obrazków należało napisać streszczenie całego wydarzenia (wyrazy z sześcianów powinny być wyróżnione w tekście).

Teraz, kiedy to czytacie, ja zagłębiam się w opowieści moich uczniów. Coś czuję, że będzie to niezapomniane przeżycie (streszczenia “Balladyny” wykonane również z kostkami zwalały z nóg). A Wy macie jakieś sprawdzone patenty na omówienie lektury? Chętnie je poznam.
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

Znalazłeś inspirację? Podziel się!

EMAIL
Facebook
Facebook
YouTube
Pinterest
Instagram