odkryj karty z legendami

karty legend

Praca z uczniami klasy czwartej przynosi mi wciąż nowe niespodzianki. Nie inaczej było ostatnio, gdy omawiając legendy polskie doszłam do wniosku, że warto by było przyjrzeć się również mitycznym stworzeniom rodem z słowiańszczyzny. Co z tego wynikło?Read More

sprytna otogra

sprytna ortogra

Nauka przez zabawę i dla przyjemności to jedno z moich najważniejszych założeń. By uczniowie byli zainteresowani i sami chcieli przyswoić proponowane treści, często ich zaskakuję. Bardzo pomocne okazują się w takich sytuacjach niestandardowe rozwiązania, choćby gra w bingo, zamiast tradycyjnego dyktanda.

Jak zacząć, czyli skąd się bierze ortogra?

O bingo i jego zaletach pisałam już kilkukrotnie. Gdybyście chcieli sprawdzić, co wtedy wymyśliłam, zerknijcie choćby do <gramatycznego bingo> czy <tabliczki mnożenia>. Tym razem chciałam pokazać Wam, jak w prosty sposób, posługując się generatorem, przygotować na zajęcia zestaw do ortograficznej wersji gry.

Czy myślicie, że uczniowie wolą napisać tradycyjne dyktando, czy raczej zagrać w ortogrę i dać się ponieść emocjom? Gdybyście chcieli to sprawdzić, a nie macie chwilowo pomysłu na własny zestaw, możecie wykorzystać ten przygotowany przeze mnie (znajdziecie go <tu>). Dla tych, którzy zapomnieli na czym polega gra w bingo, przygotowałam krótki opis (znajdziecie go <tu>). Dajcie też znać, czy są jakieś narzędzia, o których chcielibyście, bym opowiedziała.

asia krzemińska

ten zeszyt będzie ok!

ok zeszyt

Każdy ma jakieś postanowienia noworoczne, mam i ja. W tym roku szkolnym stawiam nie tylko na gamifikację (podobnie jak w zeszłym, o czy przeczytacie <tu>), zamierzam również w jeszcze szerszym zakresie wprowadzić ocenianie kształtujące na zajęcia.

Kiedy ostatnio szukałam materiałów dotyczących OK, dotarłam do zdania, które moim zdaniem definiuje zjawisko. Zakładało ono, że ocenianie kształtujące to nie tyle forma oceniania własnie, ale rodzaj relacji otwartej na potrzeby ucznia, dobrze zaplanowanej komunikacji. Przyznajcie, że to niezwykle trafna, a zarazem zwięzła definicja ?
Idąc tym tropem postanowiłam, że oprócz dołączonej standardowo do prac informacji zwrotnej (z wyszczególnionymi umiejętnościami) oraz cyklicznej ewaluacji, wprowadzę elementy charakterystyczne dla ok zeszytu. A co tam, jak szaleć, to szaleć. Zabawę zaczniemy od dodania do zwyczajowych notatek znaków graficznych, dzięki którym zapiski zostaną uporządkowane. Sądzę, że z czasem uczniowskie kajety staną się nieocenionym źródłem wiedzy, indywidualnie opracowanej, a jednak dla wszystkich tożsamej.
Na początek proponuję trzy znaczki. Myślę, że ich przesłanie jest jasne. W dalszej kolejności popracujemy nad innymi elementami. A może Wy coś podpowiecie? Pracujecie z ok zeszytami?
Na zakończenie mam dla Was coś, co mnie urzekło, piosenkę przygotowaną przez <Kasię Polak>, w której zawarte zostały najważniejsze zasady ok zeszytu. Lepszej reklamy nie można sobie wymarzyć.
asia krzemińska

zielony ołówek w służbie ortografii

metoda zielonego ołówka

Znacie kogoś, kto lubi pisać dyktanda? Ja też nie. Są jednak sposoby na to, by oswajać ortograficznego potwora. Jednym z nich jest wykorzystanie metody zielonego ołówka.

O metodzie zielonego ołówka słyszałam i przeczytałam bardzo wiele. Ze zrozumieniem podchodziłam do tego pomysłu, jednak sama nie miałam okazji, aby go wypróbować. Do czasu. Momentem przełomowym okazała się niechęć własnego dziecka do pracy nad zgłębianiem zasad pisowni. Mówiąc krótko: Panicz uznał, że nie cierpi dyktand (nie dał się przekonać, że to ważne i potrzebne, aby poprawnie pisać).
W jaki sposób uświadomić dziecku, że jego praca jest wartościowa i nie warto jej porzucać? Najlepiej pokazując, jak wiele już potrafi ? Ćwiczenie zaczęliśmy od przeczytania (cichego i głośnego) krótkiego tekstu zawierającego trudności ortograficzne. W tym celu wyciągnęłam z szafki moja starą książkę z wierszykami, dzięki której własne zmagania wspominam raczej z uśmiechem (wszak to “Ortografia i gramatyka na wesoło” Witolda Gawdzika).
Po zapoznaniu się z fragmentem, przeszliśmy do dyktowania. Ponieważ Panicz dość dobrze radzi sobie z pisaniem ze słuchu, nie trwało to przesadnie długo. Kiedy wszystkie słowa znalazły się w zeszycie, Syn otrzymał zielony długopis i miał za zadanie podkreślić wyrazy, które zapisał poprawnie (porównując własny zapis z tym, który był w książce). Szybko okazało się, że większa część dyktanda jest bezbłędna.
A co z odnalezionymi usterkami? Zaznaczyliśmy je innym kolorem (to nasza wariacja na temat metody, <tu> przeczytacie jak wygląda ona w oryginale). Okazało się, że wkradł się tylko jeden błąd ortograficzny,  a pozostałe dwa to kwestia zjedzenia literki lub łączne zapisanie cząstki “nie” z czasownikiem (takiej wiedzy dziecię może jeszcze nie posiadać). Dla utrwalenia właściwej pisowni Panicz przepisał pod dyktandem słowa, które sprawiły kłopot. 
Co zyskaliśmy? U dziecka przekonanie, że jednak całkiem dobrze sobie radzi. Mam nadzieje, że dzięki temu nabierze więcej pewności siebie i z mniejszą niechęcią podejmie kolejne próby. Poza tym taka praca daje poczucie sprawczości i uczy odpowiedzialności (wszak Syn musiał sam sprawdzić, co wcześniej napisał). A ja sprawdziłam, że metoda rzeczywiście warta jest uwagi i wprowadzenia na zajęcia. Co o tym myślicie?
PS Mam wielka ochotę przygotować jeszcze karty z obrazkami i wprowadzić teatrzyk kamishibai jako ilustrację do ortograficznego wierszyka. Przewiduję dobrą zabawę ?
asia krzemińska
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

Znalazłeś inspirację? Podziel się!

EMAIL
Facebook
Facebook
YouTube
Pinterest
Instagram