..i stracił głowę z miłości… ‘Kamizelka’ vs ‘Danny Boy’

Danny Boy

Dostrzeganie elementów wspólnych dla literatury i innych tekstów kultury, to bardzo trudne zadanie. Jeśli chcemy być  świadomymi odbiorcami kultury warto nad nim popracować.


Omawiałam ostatnio z gimnazjalistami “Kamizelkę” Prusa. Ta pozytywistyczna nowela nie sprawia uczniom większych problemów interpretacyjnych. Klasyczna budowa tekstu, akcja opleciona wokół przedmiotu- symbolu, puenta. Dość łatwo odnaleźliśmy wszystkie elementy.
Przy okazji poszerzyliśmy wiedzę wprowadzając terminy: “teoria sokoła” (odnoszącą się właśnie do klasycznej budowy utworu) i kompozycja szkatułkowa (czyli taka, która eksponuje podwójną narrację, opowieść w opowieści, więcej na jej temat przeczytacie <tu>). 
Ustaliliśmy wspólnie, że “Kamizelka” to opowieść o miłości i poświęceniu, o małżeństwie i roli kłamstwa w dobrej wierze. I wtedy przyszedł czas na projekcję filmu <Danny Boy> (zachęcam do zapoznania się z nim) . Jest to animacja łódzkiego Se-Ma-Fora, ale z bajką dla dzieci nie ma nic wspólnego. Zadaniem młodych ludzi było odnalezienie elementów wspólnych dla obu dzieł oraz wskazanie różnic. 

Podobieństwa:

  • motyw miłości;
  • opowieść zbudowana wokół jednego przedmiotu;
  • poświęcenie w imię uczucia;
  • kompozycja (wstęp, rozwinięcie, punkt kulminacyjny i puenta).

Różnice:

  • realia;
  • bohaterowie;
  • motywacja postępowania postaci;
  •  przedmiot, wokół którego zbudowano opowieść.
Szczerze powiedziawszy rozmowa dotycząca filmu przebiegała dość burzliwie. Młodzi ludzie uznali, że film pozbawiony jest sensu i potrzebowali dodatkowych wskazówek, aby móc poprawnie zinterpretować jego przesłanie. Mimo wszystko nie żałuję. Teraz wiem, że takie ćwiczenia są bardzo potrzebne, również po to, aby uwrażliwić uczniów  i lepiej przygotować do odbioru tekstów kultury.
A Wy jak myślicie? O czym opowiada “Danny Boy”?
wasz belfer

Smocza legenda, czyli czym jest adaptacja filmowa?

zakręcony belfer

Adaptacja filmowa. Większość z nas wie, czym jest, choć nie zawsze jesteśmy z jej jakości zadowoleni. Bywa tak, że dzieło filmowe przerasta literaturę. Bywa jednak i tak, że to książka bije na głowę interpretację.


Zapewne każdy z nas potrafiłby podać przykład zarówno jednych, jak i drugich realizacji. Nie w tym jednak rzecz. Tym razem najbardziej zależało mi na pokazaniu podobieństw i różnic w obu dziełach (bo, co mylące, czasami to, co zdaje się być różnicą, tak na prawdę jest podobieństwem).

Przyznam, że inspirację do przygotowania tych zajęć podsunęła mi koleżanka, anglistka. Niezobowiązująco zagadnęła:

Widziałaś nowe “Legendy polskie” Bagińskiego? Tego od katedry?

No, nie widziałam.  Jakoś umknęło mi. Nic jednak straconego. Szybciutko wpisałam w wyszukiwarkę odpowiednią sekwencję słów i EUREKA. Znalazłam. Bez chwili zwłoki obejrzałam etiudę (nieco przewidywalną, ale w wielu aspektach zaskakującą, no i zrealizowaną z niemałym rozmachem). W konsekwencji powstała taka oto lekcja.
Burza mózgów. Spisujemy wszelkie skojarzenia ze słowem legenda (udało nam się dowiedzieć, nie bez racji, ale i ez związku z zajęciami, że to wyjaśnienie symboli na mapie). W odniesieniu do przedstawionych pomysłów tworzymy krótką definicję legendy jako gatunku literackiego.

Kiedy już wiemy, z czym będziemy się mierzyć na zajęciach, zaczynamy przywoływać różne teksty legend. Uczniowie streszczają wybrane fabuły i łączą z regionem, którego opowieść dotyczy. Wśród historyjek pada oczywiście propozycja związana ze Smokiem Wawelskim. W odniesieniu do tej legendy przechodzimy do dalszej części lekcji.

Wspólnie oglądamy realizację zatytułowaną “Smok”. To współczesny film, zrealizowany dzięki współpracy Tomasza Bagińskiego z portalem Allegro. Po zakończeniu projekcji wypisujemy podobieństwa i różnice pomiędzy oryginalną legendą a obejrzanym przed chwilą dziełem (doszukujemy się motywacji bohaterów, okoliczności rozgrywanych wydarzeń, elementów budujących fabułę). Oto, co nam wyszło: 

  • w obu dziełach pojawia się Smok (raz jako postać fantastyczna, a raz, jako bandzior terroryzujący miasto);
  • rzecz za każdym razem dzieje się w Krakowie;
  • pozytywnym bohaterem jest młody chłopak (raz szewczyk Dratewka, a raz uzdolniony robociarz Janek);
  • ostatecznie czarny charakter zostaje zgładzony (według jednego źródła pęka, według drugiego wybucha);
  • zdecydowanie różna jest motywacja do pozbycia się smoka (z jednej strony jest to chęć uwolnienia miasta, z drugiej: miłość, hehe).


Kiedy mamy już rozłożone oba teksty kultury na czynniki pierwsze, rozpoczynamy dialog dotyczący samej adaptacji. Co nazywamy adaptacją? Jaki musi spełniać warunki? I ostatecznie, czy “Smok” to adaptacja? Odpowiedź na wszystkie pytania znalazła się w notatce podsumowującej zajęcia.

Lekko, łatwo i przyjemnie. Lubie takie lekcje. A jaki jest Wasz pomysł na adaptację? Chętnie poczytam.
PS Gdybyście chcieli obejrzeć “Smoka”, znajdziecie go <tu> .

zakręcony belfer

nasze szkolne Oskary ;)

Od Gali Filmowej minął dokładnie tydzień, Siedem dni na to, aby przemyśleć i nabrać sił do dalszego działania. Jakie wnioski? Nadal lubimy się z Wami spotykać 🙂 Ogromną radość sprawia nam toczenie lekkich i niezobowiązujących rozmów, nawiązywanie nowych znajomości (przyjaźni?), zachwycanie się filmami. Nim jednak do tego dojdzie…


Nim do tego dojdzie to najpierw Wy musicie podjąć pracę. Przeczytać tekst, przetrawić go, dokonać koniecznych uproszczeń. Czasami przenosicie nas w świat własnej fantazji, czasami zmieniacie realia, zwykle chwytacie za serce. Aż do wyciśnięcia łez.
Gotowy projekt przesyłacie listownie (wiem, wiem, jesteśmy niezwykle archaiczni w wymaganiach dotyczących przesyłu danych, bo w dobie Internetu…). Cierpliwie czekamy (w ściśle wyznaczonym, regulaminowym czasie, hehe) na wszystkie zgłoszenia, aby Wasze filmy mogły trafić w ręce profesjonalistów, którzy dokonają oceny starań (mam wciąż nieodparte wrażenie, że starania nie podlegają ocenie, a wypowiadamy się raczej na temat ich rezultatów). Zwykle dyskusje Jury przedłużają się do późnych godzin wieczornych i choć wszyscy są zmęczeni, to jednak zadowoleni z ich przebiegu 🙂
A później zostaje już tylko to, co najlepsze. Nie wdając się w szczegóły organizacyjne (po co Wam to i na co, jak powiedzieliby moi uczniowie), spotykamy się na Gali. Jest to dla nas zupełnie wyjątkowe przeżycie. Dumą rozpiera nas fakt, że ludzie mieszkający w różnych (często bardzo odległych) zakątkach Polski, mają chęć przyjechać do Filmowej Łodzi i uczestniczyć w rozdaniu nagród “Lektur w kadrze”.
W tym roku spotkaliśmy się po raz czwarty. Nie liczcie na to, że ostatni 😀 Z tego miejsca pragnę wszystkim jeszcze raz podziękować: za zaangażowanie, pomysłowość i nieodpartą radość tworzenia. Oby tak dalej. A w piątej, jubileuszowej edycji będzie się działo…
PS Czego życzyłabym sobie na przyszłość. Aby wszyscy dyrektorzy szkół potrafili docenić pracę uczniów i zezwalali na uczestnictwo w Gali Filmowej. Po Waszych reakcjach wiem, że to szalenie istotne, a nie wszyscy tej radości w tym roku dostąpili 🙁
wasz belfer

medialne lektury

medialne lektury

“Skąpiec”. Klasa pierwsza gimnazjum. Niby tekst nie trudny i klasa przytomna, ale… Nie ma tej magii, która sprawia, że pożeramy książkę. Już widzę te oczy, wpatrzone niby we mnie, niby w przestrzeń. Ciało obecne na lekcji, a duch hula. Ech.


Tak mogłoby być, ale nie będzie (głęboko w to wierzę). Za punkt honoru postawiłam sobie sprawić, że Molier przemówi do młodych ludzi. I zrobi to językiem prostym i zrozumiałym. A jak? Medialnie 🙂
Pracując przez cztery kolejne lata przy organizacji konkursu filmowego (więcej na jego temat znajdziecie <tu> ) doszłam do wniosku, że nie samym filmem człowiek żyje, hehe. Jak być może pamiętacie, chętnie sięgam po ekranizację, aby ułatwić młodym ludziom zrozumienie tekstu (przeczytacie o tym <tu>). Idąc tym tropem przygotowałam z moją byłą klasą wybrane sceny z “Lalki”. Tym razem postanowiłam pójść krok dalej. Zamiast prostej adaptacji dałam uczniom do wyboru trzy możliwości:
1. animację poklatkową;
2. foto-story;
3. film animowany przygotowany z wykorzystaniem grafiki z gry.
Dlaczego taki wybór? Każda z tych opcji zakłada wykorzystanie narzędzi multimedialnych. Wiem, że to duży skrót myślowy i uogólnienie, ale skoro już dzieciaki siedzą przy komputerach, niech robią to po coś 🙂 Poza tym, nie oszukujmy się, dla przeciętnego nastolatka zabawa programami graficznymi to pryszcz. A jeśli przy okazji ma do wykonania jakieś zadanie, tym lepiej 🙂
Najwięcej pracy zajmie przygotowanie obiektów do fotografowania (dwie z trzech opcji zakładają wykorzystanie zdjęć). Ale efekt może być zdumiewający. Skąd wiem? Obejrzyjcie “Pana od przyrody”, a i Wy będziecie wiedzieć 😀
PS Tak sobie myślę, że poznana przeze mnie Canva świetnie się sprawdzi podczas przygotowywania foto-story. A, że podstawowa wersja jest niezwykle prosta w obsłudze, z pewnością polecę ją dzieciakom 🙂 
wasz belfer

Walentynki z Romeem i Julią

romeo i julia

Leonid Afremov – Romeo and Juliet

Jak część z Was zapewne pamięta, zapragnęłam ukończyć dodatkowe studia. Ponieważ kocham swoja pracę, wybrałam podyplomowy kierunek, który zdawał się rokować. Nadal tak uważam, niemniej jednak czas by już naukę zakończyć, hehe.

Przygotowując się do przedostatniego zjazdu zerknęłam na harmonogram oddawania pracy zaliczeniowej i… włos na głowie mi się zjeżył. Jakimś cudem zapomniałam, że w piątek muszę oddać wstępną wersję zaliczenia. Szybciutko sięgnęłam po przygotowany wcześniej plan, dobrze, że wcześniej byłam dość przytomna i go sporządziłam, po czym zaczęłam wściekle stukać w klawisze laptopa.

 Drugie dobrze, że postanowiłam opisać jeden ze swoich wcześniejszych pomysłów, projekt filmowy, jako pomoc w zrozumieniu tekstu literackiego (ze szczególnym uwzględnieniem dzieci dyslektycznych). Nie zagłębiając się w dalsze szczegóły, odnalazłam stosowny plik tekstowy i choć wiem, że to nie ta pora roku, zapraszam Was na “Walentynki z Romeem i Julią”.
Założenia

Projekt
kierowany jest do uczniów klas gimnazjalnych. Zakłada poznanie dramatu
Szekspira oraz podjęcie próby interpretacji z wykorzystaniem narzędzi pozaliterackich
(m.in. filmu). Składa się z następujących etapów:




1. zapoznanie się
uczniów z treścią dramatu Szekspira “Romeo i Julia” ;


2. omówienie
zagadnienia konwencji filmowej z wykorzystaniem przykładowych scen z różnych adaptacji
utworu Szekspira; zadanie uczniów polega na odnalezieniu różnych adaptacji;
nauczyciel wybiera jedną scenę dramatu (np. “scenę balkonową”) i
pokazuje ją w kilku odsłonach (np. musical, film kostiumowy, itd.);
3. podział uczniów
na kilkuosobowe zespoły oraz przydzielenie tym zespołom konkretnych scen do
zrealizowania (proponowany podział to: bójka służących, bal, scena balkonowa,
pojedynek Merkucia i Tybalta, śmierć kochanków); nauczyciel prosi, aby
uczniowie zrealizowali przydzieloną scenę w wybranej przez siebie konwencji w
czasie nie przekraczającym np. trzech tygodni (w tym czasie zespoły mogą przemyśleć
i nakręcić fragmenty filmu);
4. podsumowanie-
zespoły prezentują nakręcony materiał(ideałem byłoby, gdyby z przedstawionych
fragmentów udał się stworzyć film-kolaż).
Po
zrealizowaniu projektu z powstałych materiałów oprócz filmu-kolażu może powstać
teledysk złożony z fragmentów-migawek.

Cele
projektu

Poprzez realizację projektu:
* zapoznajemy uczniów z treścią dramatu “Romeo i
Julia”;
* wprowadzamy i utrwalamy pojęcie: konwencja  filmowa (omawiamy
je na wybranych przykładach);
* rozwijamy umiejętności twórcze uczniów, wpływamy na
ich kreatywność;
* dajemy młodym ludziom możliwość poznania elementów
dzieła filmowego, tworzenia tych elementów (omawiamy czym jest scenariusz,
scenopis, pomagamy zapanować nad scenografią);
* wprowadzamy pojęcie: adaptacja filmowa;
* skłaniamy do własnej interpretacji tekstu, która będzie
podstawą powstających fragmentów filmowych;
* uczymy działania w grupie, współpracy, pokazujemy na
czym polega odpowiedzialność za pracę zbiorową;
* podejmujemy wraz z uczniami próbę uwspółcześnienia
tekstu (tak, żeby stał się bliższy młodym ludziom).

Jeśli uznacie, że pomysł przyda się i sprawdzi również u Was, dajcie znać. To zawsze miło wiedzieć, że ktoś korzysta z tego co wymyśliliśmy 😀 

wasz belfer

Przygotowania, przygotowania…

kalendarz

Wrzesień.
Ruszają przygotowania do trzeciej już edycji Konkursu Filmowego
„Lektury w kadrze”. Wszystko jest na razie w fazie projektu.
Organizatorzy siadają z kalendarzem w ręku i planują kolejne
kroki realizacji.


Od czego
zaczynamy? Wbrew pozorom nie od szukania patronów. Ich listę
ustaliłyśmy już jakiś czas temu. A zaczynamy od wprowadzenia
niezbędnych poprawek w karcie zgłoszenia i regulaminie. Poprzednia
edycja wykazała, że występują w nich jeszcze pewne nieścisłości.
Byłoby idealnie, gdyby oba dokumenty były jednoznaczne i nie
pozostawiały pola do interpretacji (z tego zwykle wynikają
niepotrzebne nieporozumienia na linii organizatorzy-uczestnicy).
Poprawki
wprowadzone. Czas słać podania do patronów. Jeśli kiedyś
zastanawialiście się, jak skonstruować listę instytucji, do
których warto wystąpić o pomoc, to zdradzę Wam sekret.
Siądźcie i spiszcie wszystkich, którzy przyjdą Wam do głowy.
Ostatecznie przez Internet (a tak zwykle rozsyłamy pisma) nikt Was
nie ugryzie, a czasem okazuje się, że najbardziej zaskakujące
pomysły przynoszą najbardziej owocne rezultaty w ramach współpracy.
Warto też pamiętać, że o niektóre patronaty występuje się dla
podniesienia rangi wydarzenia (z góry wiadomo, że raczej pomocy
w formie nagród, gadżetów itp. spodziewać się nie można).
Jest
styczeń. Znamy już z grubsza listę instytucji, które udzielą nam
poparcia. Teraz czas na rozmowy. Nie jest dla nikogo tajemnicą, że
zdobycie wsparcia finansowego, czy chociażby drobnych podarunków
dla uczestników konkursu, jest trudne. Dlatego z częścią patronów
spotykamy się osobiście (choćby z przedstawicielami). Jeszcze
raz opowiadamy o całej idei naszego przedsięwzięcia, chwalimy się
dotychczasowymi osiągnięciami. Skutek jest bardzo różny.
Niektórzy mówią: wow, jesteście super, wspólnie zastanówmy się
jak możemy Wam pomóc. Częściej jednak kończy się na: przykro
mi, ale nie możemy Was dodatkowo wesprzeć. Jedno jest pewne. Nie
można przejmować się zbytnio odmowami. I my też, nauczone
oświadczeniem, nie zatrzymujemy się nad tymi drobnymi
niepowodzeniami. I tak ostatecznie zdobędziemy jakieś upominki.
klaps Równolegle
ze staraniami o upominki rozszerzamy bazę kontaktową osób, do
których skierujemy zaproszenie do wzięcia udziału w konkursie. Do
adresów mailowych osób, które wzięły udział w pierwszej bądź
drugiej edycji, dodajemy jeszcze adresy placówek prowadzonych poza
granicami Polski. Jak się okazało i w tych szkołach jest
zainteresowanie naszą inicjatywą. Skoro jeden zespół nakręcił
film, to może i inne zechcą? Niczego nie ryzykujemy, nie tracimy, a
możemy tylko zyskać. I to nie tylko w aspekcie kolejnej pracy
konkursowej, ale również z perspektywy współpracy pomiędzy
naszą szkołą, a tą mieszczącą się przy Ambasadzie.
Oczywistym
jest również, że prosimy administratorów stron kuratoriów
oświaty o zamieszczenie naszego zaproszenia. Niektórzy chętnie to
czynią, inni odsyłają nas do swojej bazy teleadresowej i proponują
przesłanie informacji bezpośrednio do szkół. Choć może się
wydać, że to syzyfowa praca, czasem podejmujemy ten trud. Znajdźmy
pozytyw- poszerzamy naszą bazę, w przyszłym roku będzie łatwiej.
W marcu
zaczynamy wypatrywać pierwszych prac konkursowych. Zrobiliśmy już
wszystko, co można było, żeby zachęcić do wzięcia udziału w
„Lekturach w kadrze”. Teraz możemy już tylko czekać.
Prawdziwe
szaleństwo zaczyna się pod koniec kwietnia. Trzydziestego upływa
termin nadsyłania prac. Dzieje się, oj dzieje. I jeszcze telefony i
maile: wysłaliśmy ostatniego dnia po południu, czy to się liczy?
Oczywiście, że się liczy. Cierpliwie rozwiewamy wszelkie
niepewności. W ogóle szanujemy tych, którzy zechcą się z
nami kontaktować. Na ile jest to możliwe udzielamy informacji.
Już po
wstępnej selekcji, zostało dwadzieścia prac. Tyle obejrzy i oceni
Jury w pełnym składzie. W końcu udało się dopasować termin,
który odpowiada wszystkim. Nie było to łatwe. Żeby tylko dyskusje
nie przeciągnęły się do nocy. A jest o czym dyskutować.
Tegoroczny poziom prac jest naprawdę wysoki. Pożyjemy, zobaczymy.
kinematograf Kiedy znamy
już laureatów, zaczynamy zapraszać ekipy. Po prostu łapiemy za
telefon i pytamy, czy nie chcieliby przyjechać na Galę. Bez
podawania miejsca, informujemy tylko o tym, że Jury doceniło tę
konkretną adaptację. Najczęściej taki argument wystarczy. Chętnie
przejadą się do Łodzi (choćby z Gorzowa Wielkopolskiego).
Zwłaszcza, że udało się, dzięki przychylności władz Łódzkiej
Filmówki oraz za sprawą członków Stowarzyszenia „Ars Visa”
zorganizować demonstracyjny warsztat dla Laureatów.
Zbieraniem
informacji o obecności uczestników zajmuje się jedna osoba, a
druga tworzy listę oficjeli, który zapowiedzieli się na Uroczystej
Gali. Jak to dobrze, że podobnie, jak w poprzednich latach, Muzeum
Kinematografii udostępniło na tę okazję swą Salę Kinową.
Będzie piękna oprawa podsumowania.
I nadchodzi
Wielki Dzień. I dla nas, organizatorów, i dla uczestników.
Wszystko dopięte na ostatni guzik, ale pewien niepokój pozostaje.
Czy się uda? Czy wszystko przebiegnie zgodnie z planem? Ale to
już temat na zupełnie inną historię.

PS Od strony
technicznej przedsięwzięcie pod tytułem „Lektury w kadrze”
obsługują dwie osoby. Czy to dużo? Nie wiem. Wiem tylko, że jeśli
się czegoś bardzo chce, to można to zrealizować. Bo po to są
marzenia.

wasz belfer

Wielki dzień

Lektury w kadrze

Za dziesięć dziesiąta. Słoneczny poranek. Wysiadam niespiesznie z autobusu komunikacji miejskiej. Przemierzając zielony skwer, kieruję kroki w stronę Muzeum Kinematografii. To tam już za godzinę rozpocznie się najważniejsze dla mnie wydarzenie w kalendarzu szkolnym- finał konkursu filmowego.

Przez cały rok, wraz z moja niezastąpioną A. słałyśmy maile do różnych instytucji zdobywając kolejnych patronów, później zapraszając uczestników,a w końcu odbierając podarunki dla laureatów. Dziś wiem, że warto było. Dla takich chwil chce się żyć.

Jeden rzut oka i wiem, że zespół taneczny, który uświetnia uroczystość już jest. Przybył nawet Pan Trener, który czasem lubi się spóźniać. Zatem próba. Scena maleńka, dziewięć osób musi jakoś zatańczyć i nie spaść. Są dobrzy, dadzą radę.

Dziesiąta trzydzieści. do rozpoczęcia imprezy zostało pół godziny. Część zaproszonych ekip już jest. Dobrze, że słońce robi co może, aby dzień był piękny i można pójść do parku. Albo obejrzeć ekspozycję plenerową przygotowana przez Kinematograf. Nadal wszystko pod kontrolą.

Ostatnie przymiarki. Rozłożenie rezerwacji na krzesłach dla oficjeli, kontrola nagród. Filmy zaniesione już do miłych panów realizatorów. Przystojny młodzieniec przy wejściu odhacza na liście przybyłych gości.

lektury w kadrzeNo, no. Tylko Wyszczekana Okularnica nam się zestresowała. I niepotrzebnie. I tak wszystkie nutki w śpiewanej przez nią piosence będą na swoim  miejscu. Idę o zakład.

Napięcie rośnie. Radosny tłumek kłębi się przy wejściu do sali kinowej. Lubię ten moment, w którym na wszystkich twarzach łączy się nieskrywana nadzieja na wygraną z podekscytowaniem. Jeszcze wszystko może się zdarzyć, jeszcze nie ogłoszono wyników. Każdy z nich może być zwycięzcą. 

START. Poszła piosenka, na scenę wchodzą uśmiechnięci prowadzący. Wszystko przebiega, jak po sznurku. Wiele tygodni przygotowań i nic nie jest nas w stanie zaskoczyć. Jeszcze taniec i na scenę wchodzi Pani Dyr, która wraz z Przewodniczącym Jury (zwanym w niektórych kręgach Panem Dyrygentem) odczytają wyniki. Oklaski, oklaski. Niektórzy pławią się w euforii, inni nie ukrywają rozczarowania. A dla nas wszyscy są wygrani. Spośród siedemdziesięciu filmów wybrano właśnie te. Zatem musiały być najlepsze.

Światło gaśnie. Przenosimy się do świata wykreowanego na ekranie. Podążamy za bohaterem, dzielimy jego emocje. Zgadzamy się z wyborem jury lub nie. Każdy ma prawo do własnego zdania.

lektury w kadrzeI jeszcze słodki poczęstunek, rozmowy z profesjonalistami od sztuki filmowej, a później obiecany warsztat. Jak to świetnie, że mamy możliwość odbyć zajęcia w Łódzkiej Filmówce. A może któryś z uczestników podejmie decyzję o zdawaniu egzaminów do Łodzi. Byłoby cudownie. Między innymi po to całe to zamieszanie z <Lekturami w kadrze>.

Na niebie złowieszcze błyski. Tylko burza mogłaby popsuć ten uroczysty dzień. A jednak. Przenosimy się do atelier. Nie ma już mowy o podglądaniu pracy z kamerą, ale oddychanie artystowską atmosferą- BEZCENNE.

I znów oklaski, podziękowania, uściski rąk. Mamy nadzieję, że spotkamy się w przyszłym roku. Tego i sobie, i Wam życzymy.

wasz belfer

Zmysłowe lekcje, czyli kręcimy film

zmysłowe lekcje
<źródło>

W poszukiwaniu natchnienia na godzinę wychowawczą przekopywałam ostatnio bogactwo zwane Internetem. I zupełnie przypadkowo wpadłam na bardzo dobry artykuł poświęcony “Zmysłowym lekcjom”. Zainspirowana artykułem postanowiłam przeprowadzić w klasie test na dominujący kanał percepcji. Bardzo to ładnie brzmi, a chodzi o nic więcej, jak tylko o to by sprawdzić w jaki sposób najlepiej się uczymy.



Kiedy moje dorosłe dzieci usłyszały, że zrobimy tak dla zabawy test popukały się w głowy i powiedziały: albo test, albo zabawa. No może i racja. Ostatecznie przebrnęli przez szereg pytań, po to by dowiedzieć się czy są wzrokowcami, słuchowcami, czy kinestetykami. Niektórych wynik zaskoczył, inni robili już takie testy i wiedzieli czego się spodziewać. Niemniej jednak od teorii warto by przejść do praktyki.

I tu zaczynają się schody. Gdybym uczyła fizyki, chemii czy chociaż biologii sprawa byłaby doprawdy prosta. Robimy doświadczenie, które opisujemy, omawiamy ustnie i wszystkie grupy są zadowolone. Ale polski? O eksperymentach nie może być mowy (przynajmniej takich z próbówkami, zlewkami i miernikami). Siedzę tak i myślę… Aż tu, JEST! Przecież możemy zrobić film. Ciekawa jestem bardzo, co na to moi licealiści. Przyznam szczerze,że entuzjazm byłby wskazany.Wzrokowcy opracują scenariusz, który obgadają ze słuchowcami, a w charakterze aktorów wystąpią kinestetycy. W dużym uproszczeniu taki jest plan 🙂

Tymczasem, po ciepłym, acz męczącym weekendzie idę odpocząć. Aż do jutra mam czas.
See you soon. Do zobaczenia.
wasz belfer

Zmysłowe lekcje

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...